piątek, 18 kwietnia 2014

Sadzia namawia do biegania, a ja do jej książki czytania!

Na imieniny dostałam książkę Beaty Sadowskiej I jak tu nie biegać!. 
Przyznam, że pochłonęłam ją w zawrotnym tempie, bo książka jest niesamowita!

Podoba mi się w niej wszystko.

Piękne wydanie, które aż zachęca do czytania - ciekawy pomysł z zaokrąglonymi bokami, a dodatkowo mnóstwo ślicznych zdjęć, które pokazują prywatną Beatę, ale także zapierające dech w piersi widoki.

Pomimo zachwytu nad graficzną stroną książki, to tekst jest jej największym atutem. Nie jest to typowy poradnik biegacza, w którym znajdziecie ułożone plany treningowe. Jest to jednak największa motywacja, jaka może Was spotkać. Są to słowa zakochanej w bieganiu kobiety, która ukazuje wszystkie zalety tego sportu. Opowiada jak wspaniałe rzeczy można zobaczyć biegając, gdy całe miasto śpi, jakich dobrych i fascynujących ludzi można poznać na trasie i w podróży.
Nie zawsze jest jednak tak cukierkowo, ponieważ autorka opowiada także o tych ciemniejszych stronach i problemach z wyzwoleniem endorfin: o trudności z wyjściem na trening, o bólu podczas maratonu, problemem ze wstaniem z łóżka i podklejeniu taśmami dr Kenzo czy złośliwych komentarzach, gdy Beata biegała w ciąży. 

Jednak po każdym trudniejszym momencie - wyszło słońce (ostatnio Beata przebiegła maraton w Londynie, o którym w książce tylko wspomina - i jak tam doping pod pałacem Buckingham? :))
Barwnie opisane maratony, a także "eksperci od biegania", którzy wszystko wiedzą lepiej - pokazany jest prawie każdy aspekt, który dotyczy osób, które kochają biegać.

Kolejną ogromną zaletą są wstawki - Trener wiedział i powiedział Kuby Wiśniewskiego (swoją drogą super, że Beata nie chciała robić z siebie profesjonalisty, tylko poprosiła takiego o współpracę). Możemy z nich dowiedzieć się bardziej praktycznych rzeczy - jak wybrać buty, jaki dystans na początek, ile czasu mają trwać przygotowania do maratonu, co zjeść przed treningiem, czy kiedy odpuścić sobie trening. Jest to takie małe kompendium wiedzy, która jest wystarczająca dla biegacza amatora.

Polecam tę książkę każdemu. Maratończykom, którzy zastanawiają się nad Tokio, biegaczom amatorom, takim jak ja, osobom, które nie potrafią przekonać się do biegania lub też się go boją. Jest to książka, która w niezwykle pozytywny sposób pokazuje jak wiele może dać nam bieganie, do którego potrzebujemy naprawdę niewiele (wygodne buty).

Dlatego jeśli macie jakieś ekstra fundusze - zainwestujcie w te 300 stron, a na pewno nie będziecie żałowali. Jest to świetny opis przygód i genialny motywator. Ja miałam plan za każdy km zapłacić sobie 5 0gr i wydać pieniądze na książkę, ale dopadła mnie kontuzja i książka została mi sprezentowana, za co ogromnie dziękuję! :) Dlatego macie 2 opcje - idziecie czytać książkę, lub idziecie na trening.


Gdybym tylko mogła biegać (przeklęte kolano!), to miałabym ochotę wiązać buty po każdym rozdziale książki. Teraz pobiegałam sobie z Beatą... w wyobraźni. 

2 komentarze:

  1. Miałam ją ostatnio w rękach, ale odłożyłam . Nie miałam funduszy, akurat gdy ją oglądałam. Fakt bardzo dużo książek mam na oku, ale nie potrafię znaleźć na nie czasu. Mam nadzieje, ze po maturach nadrobię wszystkie.

    OdpowiedzUsuń
  2. prezentuje się faktycznie interesująco... :)

    OdpowiedzUsuń

Podziel się swoją opinią :)
Dziękuję za każdy komentarz. Jest mi niezwykle miło, że poświęciłeś mi czas.