środa, 31 grudnia 2014

Podsumowanie 2014 + postanowienia na 2015

Rok 2014 nie był dla mnie rokiem łaskawym. Po niezbyt przyjemnym 2013 myślałam, że będzie lepiej  - niestety pomyliłam się. Mimo wszystko nie było aż tak tragicznie, bo zawsze może być gorzej, prawda? 

Co do moich zeszłorocznych postanowień – część z nich udało mi się spełnić, części niestety nie – niektórych z powodu lenistwa i braku systematyczności, a niektórych z przyczyn ode mnie niezależnych.

Podsumowując mijający już rok:

Do plusów mogę zaliczyć:
·         Wprowadzenie kilku zdrowych nawyków na stałe do mojego życia (między innymi pyszne śniadania)
·         Dobre i bardzo dobre wyniki w nauce. Pomimo studiowania dwóch kierunków – otrzymywanie stypendium naukowego
·         Działalność charytatywna i twórcza
·         Rozwiązanie niektórych zagadek zdrowotnych
·         Minus kilka (szkoda, że tylko tyle) cm w obwodach

Do minusów mogę zaliczyć:
·         Kolano w rozsypce, które czeka na operację
·         Kilka spadków motywacji
·         Niewystarczająca ilość treningów (brak systematyczności)
·         Ciągle obecne złe nawyki żywieniowe
·         Dalsze niezadowolenie ze swojego wyglądu
·         Łatwe „wpadanie w dół”, jeśli coś idzie nie po mojej myśli

Jeśli mam być szczera - jestem trochę zawiedziona. Nie poddam się jednak i ciągle mam nadzieję (oby nie złudną), że kolejny rok będzie lepszy. 


Długo zastanawiałam się, co z moimi postanowieniami na rok 2015. Nie wiedziałam, czy znów postawić przed sobą konkretne cele w stylu – schudnij 5 kg, obroń licencjat na 5 i napisz pracę magisterską, znajdź dobry, satysfakcjonujący staż itd. Stwierdziłam jednak, że nie będę tego robić. Może boję się porażki, a może chcę zadbać o coś innego?

Dlatego na najbliższy rok mam tylko jedno postanowienie – bardzo ogólne – ZADBAJ O SIEBIE. Mieści się w tym naprawdę sporo – zadbaj o swoje zdrowie, wylecz do końca kolano, nie stresuj się tyle, uśmiechaj się częściej, ucz się pilnie, rozwijaj się, spełniaj swoje marzenia. To jest moje postanowienie. I obym za rok wiedziała, że jest spełnione w minimum 90%. 

Żegnaj 2014!
2015 – bądź dla mnie łaskawszy. 

p.s. Szczęśliwego Nowego Roku! ;) Oby Wasze postanowienia także się spełniły. 



wtorek, 9 grudnia 2014

Więc mówię "stop" chcę przestać biec i wreszcie się zatrzymać...

"Najgłębiej jak potrafię muszę oddychać, bo w mojej głowie huczą tysiące spraw. Już nawet nie pamiętam jak się nazywam..." - tym cytatem z piosenki "Zatrzymaj mnie" mogłabym podsumować ostatnie dni i tygodnie.

Jest mnie na blogu mało, ale to tylko dlatego, że naprawdę mam niewiele czasu na cokolwiek. Nawarstwiło mi się mnóstwo problemów, spraw do załatwienia, a do tego stało się to w grudniu, czyli przedświątecznym okresie, kiedy statystyczna Ania Kowalska ma na głowie kupowanie prezentów i pieczenie pierniczków. Czułam się jednak trochę nie fair w stosunku do Was, że znikam i mało co mówię, dlatego w telegraficznym skrócie napisze Wam co u mnie i jakie plany mam w głowie. 

Po pierwsze - uczelnia. Nie jest przyjemnie. Ze względu na nogę w gipsie, problemy zdrowotne i dwa kierunki mam bardzo duży problem z niektórymi przedmiotami, a konkretniej z dziekanem. Usłyszałam od niego wiele niemiłych słów w stylu "nawet w szpitalu jest kurier, trzeba było to pocztą załatwić/to nie ja spowodowałem pani problemy z kolanem, więc czego pani oczekuje/czy ja pani kazałem studiować dwa kierunki" itp. Powiem Wam, że jest to naprawdę demotywujące. Staram się być "pilną studentką". Wybrałam drogę studiującej dwie specjalności nie tylko z czysto pragmatycznych powodów jak przyszłe możliwości zatrudnienia, ale także ze względu na własny rozwój. Mój Chłopak śmieje się ze mnie, że jestem kujonem - no i może jestem! Jeśli coś mnie zainteresuje staram się pogłębiać swoją wiedzę, a od ponad 2 lat non stop ktoś podcina mi skrzydła, ludzie nie potrafią zrozumieć po co zadaje sobie tyle trudu, nie rozumieją, że ja po prostu chcę się rozwijać i robię to tez dla siebie, a ciągle odbijam się od ściany. Nie moja wina, że z noga potoczyło się jak potoczyło, ale czy przez to mam nie skończyć studiów bo jakiś pan z własnymi problemami nie chce mi się podpisać na papierku? Nie ma mowy! Walczę dalej.

Kolejną kwestią są zbliżające się zaliczenia, projekty, które oddaję już teraz, a także pisane przeze mnie dwie prace - licencjacka i magisterska. Co prawda "pisane" jest tutaj trochę na wyrost, bo na chwilę obecną głównie czytam i szukam literatury, jednak ma to związek z przyszłą - już bardziej twórczą pracą.

Następnymi sprawami jest moje auto i laptop, które się psują. Z autem było i będzie jeszcze trochę bieganiny u mechanika, ale części już kupione (+ Mikołaj wiedział co mi się przyda i pod kołdrą znalazłam nowy bak na paliwo :) ). Z laptopem wszystko się dopiero okaże, ale staram się ratować pliki, które mi pozostały. 

Zaczęłam tez chodzić na basen - we wtorki i czwartki (zaraz właśnie zmykam). To praktycznie jedyna forma ruchu, jaka w tym momencie jest wskazana, więc cieszę się, że mogę chociaż tyle. 


Oto zadowolona Maja po przepłynięciu ok 40 basenów

Jak wspomniałam na początku - Święta za pasem! Trzeba było upiec pierniczki, zdobić będziemy je za 2 tygodnie. Do tego czasu muszę też kupić resztę świątecznych prezentów.



Sama sobie też dokładam zadań - w marcu biorę z Dziewczynami z mojego koła naukowego udział w Olimpiadzie Kreatywności, o której napiszę za jakiś czas, a także jestem w trakcie przygotowania dla Was wyzwania na najbliższy rok. Już nie mogę się doczekać, aż pokażę Wam co przygotowałam :)

Resztę mojego czasu, którego nie ma za wiele, spędzam z bliskimi - głównie z moim małym bratem (bawimy się wtedy kreatywnie) oraz z Pawłem. 
Dzieła z plasteliny. 

Wycinanki

Jestem dumna z tego słonia :D

Niestety w kolejnym tygodniu znów dwa kolokwia, trochę zaliczania na konsultacjach itd. Mam jednak nadzieję, że weekend znajdę trochę czasu i naskrobię jakiegoś posta. 

A jak tam Wam mija grudzień? Zabiegani, czy już spokojni?

sobota, 29 listopada 2014

Czas na grudzień! (+ tabelka dla Was)

Pojutrze zaczyna się nowy tydzień, ale także nowy miesiąc - ostatni w tym roku.

Tak szczerze - wizja tego, że ten rok już się kończy trochę mnie przeraża, a z drugiej strony mnie cieszy. Miałam nadzieję, że 2014 będzie przychylniejszy niż 2013 i niestety bardzo się myliłam. 
Czas na podsumowanie tego roku jeszcze będzie, ponad to w przygotowaniu mam super roczne wyzwanie dla Was (i dla siebie) - jednak o tym jeszcze nie teraz.

Teraz jest czas na planowanie ostatnich 4 tygodni i 3 dni. 
Czas na grudniowe plany. 
Powiem Wam, że obawiam się planowania - ostatnimi czasy za każdym razem jak napiszę swoje plany to już na początku miesiąca dzieje się coś co je niweczy, dlatego będzie bardzo ogólnie.

Po pierwsze - przygotowałam tabelkę, dzięki której mogę monitorować swoje postępy lub ich brak. Znajdziecie tam kategorie takie jak: woda, śniadanie, trening, alkohol, słodycze, fast-food, a także dodatek w tym miesiącu - chwila dla siebie. 

Mam nadzieję, że moja tabelka na Sylwestra będzie w większości - zieloniutka.

Jak ją wypełniać? 

Jeśli danego dnia wypiłaś odpowiednią ilość wody, zjadłaś śniadanie, wykonałaś trening, zrobiłaś coś dla siebie, nie jadłaś słodyczy, fast-foodów, ani nie piłaś alkoholu - brawo - wszystkie komórki możesz zamalować na zielono. Jeśli natomiast jakieś punkty nie zostały spełnione - zamaluj komórkę na czerwono. Dzięki temu będziesz widziała jakie są Twoje złe i dobre strony. Ja po listopadzie wiem, że muszę popracować nad ilością wypijanej wody, a także nad regularnością treningów. Pomoże mi w tym basen 2 razy w tygodniu. Chciałabym do tego dorzucić 2 treningi w domu i będę przeszczęśliwa.

Jakie są moje inne grudniowe plany?

  • zająć się nauką - dużo pracy przede mną (mnóstwo tekstów, projektów, prezentacji)
  • upiec pierniczki
  • pomimo przedświątecznej gorączki oraz obowiązków codziennie znaleźć chwilkę dla siebie
  • dopracować projekt z wyzwaniem na przyszły rok
  • odżywiać się zdrowo
  • trenować w miarę możliwości (zdrowie najważniejsze!) regularnie
  • cieszyć się życiem
A co Ty planujesz zrobić w tym miesiącu? Jak chcesz wykorzystać ostatnie 31 dni 2014 roku?

czwartek, 20 listopada 2014

Z okazji Dnia Życzliwości wyrywamy chwasty!

Już jutro - 21.11 jak co roku  - obchodzić będziemy Dzień Życzliwości. Nie wiem jak w Waszych miastach, ale we Wrocławiu co roku ten dzień jest szczególny. Czasem w tramwajach i autobusach rozdawane są cukierki, na ulicach możecie spotkać Krasnala, który chętnie Was przytuli, a w centrum ma miejsce Parada Życzliwości.

Ja ten dzień postanowiłam połączyć ze zmianami w moim życiu. Zmiany te mi są bardzo potrzebne.

Od jakiegoś czasu chodzę wiecznie zmęczona, niewyspana. W mojej głowie większość myśli to czarne myśli  - widzę wszędzie problemy, mam wrażenie jakby cały świat na mnie czyhał. Zastanawiałam się czemu tak się dzieje i chyba poznałam odpowiedź - w koło mnie rośnie mnóstwo chwastów, które zatruwają mój świat. Muszę się ich pozbyć!



Po pierwsze - większość chwastów siedzi u mnie w głowie. Zamiast starać się znaleźć pozytywne aspekty, szukam tylko tych złych. Sama nie jestem zbyt życzliwa - ani dla siebie, ani dla innych. Oj łapię się za głowę jak negatywne nastawienie mam do niektórych osób - denerwują mnie niesamowicie! I zamiast starać się od tego odciąć - sama się nakręcam. Może czas zmienić taktykę i starać się dostrzec w tych ludziach coś dobrego? A jeśli już naprawdę nie zobaczę to po prostu odciąć kontakt i nie zamartwiać się bez sensu.



Po drugie - część z chwastów to ludzie, którymi się otaczam. Z jednej strony są to osoby bardzo fałszywe i dwulicowe, które z uśmiechają się i pocieszają, a za plecami tylko czyhają na Twoje nieszczęście. Mówią, że Pan X jest zły, a potem obgadują Cię z Panem X-em - coś tu nie gra. Drugi typ osób, to osoby, które nie ukrywają już swojej niechęci. Coś im się nie podoba - ale co? Nie mam pojęcia. Za dużo czasu spędzałam na rozmyślaniu - czy ja coś zrobiłam źle, czy ubrałam się źle,  czy postąpiłam w inny sposób niż powinnam, skąd w nich tak dużo złych myśli. Teraz będę miała inną taktykę - pozbywam się takich ludzi! Chcą uczestniczyć w moim życiu - to niech uczestniczą, ale niech nie zabierają mi pozytywnego myślenia. Jeśli widzą same czarne strony, są dwulicowi i kłamliwi - po co mi oni? Jeśli ktoś śmieje się ze mnie za plecami, z mojego stylu życia, nie rozumie po co szykuję sobie posiłki na uczelnie, albo nie wierzy w mój sukces - niech żyje z dala ode mnie. 

Zastanówmy się tak racjonalnie - jak to, co ktoś o nas pomyśli, czy powie wpłynie na nasze życie? Tak szczerze - to w ogóle! Chyba, że sami się tym przejmiemy. Jak myśli w czyjejś głowie mogą mieć wpływ na nasz świat? No nie mogą! Dlatego koniec z przejmowaniem się takimi rzeczami. 

Jestem samodzielną jednostką, która musi żyć wśród ludzi, jednak nie mogę zapomnieć, że to moje życie i to ja się w nim liczę najbardziej. Stąd w Dzień Życzliwości chcę być życzliwa dla samej siebie - nie żyć życiem innych, ale tez nie pozwolić, aby inni mieli wpływ na moje życie. 

Życzę Wam dużo uśmiechu! :)



niedziela, 16 listopada 2014

Jaką dietę wybrać?

Dieta bananowa, dieta kapuściana, dieta 1000kcal, dieta kopenhaska, dieta south beach, dieta dukana, dieta dwudniowa, dieta atkinsa, dieta hoolywoodzka... można by tak wymieniać godzinami. 



Którą dietę wybrać? Jak odżywiać się, aby schudnąć? Jak jeść mądrze? Jaką dietę stosuję ja?

Otóż mój wybór jest wyborem najlepszym, najzdrowszym, najrozsądniejszym. Mój wybór to wybór bez ograniczeń. To wybór smaczny i kolorowy. Moją dietę powinni stosować i starsi i dzieci. Moja dieta nazywa się ZDROWE ŻYWIENIE.

Nie jem tylko białka, ani liścia sałaty na śniadanie. Nie jem tylko golonek, ale nie piję tylko koktajli. Jem za to wszystko.
Jem pyszne kolorowe śniadania - nie ograniczam węglowodanów ani tłuszczu. Owsianki, owoce, jajka w różnej postaci, produkty mleczne. Moje śniadanie ma ponad 500 kcal! Jem przekąski - mnóstwo warzyw, dużo owoców. Jem też jogurty, piję maślanki i kefiry. Na obiad jem ziemniaki, ryż, kaszę. Czasem jem chude mięso, a czasem tłustszą wieprzowinę. Moja kolacja to czasem zwykłe kanapki, a czasem przepyszna sałatka z tuńczykiem. Zapewniam Was, że w mojej diecie nie brakuje żadnych produktów. Ba! "Złe rzeczy" jak chipsy, słodycze, paluszki, burgery i frytki też znajdą u mnie miejsce - jednak na dalszym planie. Czasem zgrzeszę i zjem coś wybitnie niezdrowego. I co z tego? Nie robię tego codziennie, nie ograniczam swojego żywienia do fast foodów i dobrze mi z tym. 
Nie obżeram się, ale też nie jem za mało. Jem ponad 1500kcal - nie tyję, moja cera ma się bardzo dobrze - spokojnie mogę wyjść na zewnątrz bez makijażu, a problemy żołądkowe praktycznie mnie nie dotyczą. Może czasem poświęcam więcej czasu na przygotowanie posiłku np. na uczelnie, ale robię to z ogromną przyjemnością. Smaczne i kolorowe dania w lunchboxie są nie tylko uciechą dla ciała, ale także dla duszy. Nie chodzę głodna, nie jestem też przejedzona. Czuję się w sam raz. 
Wiem, też że moja dieta będzie służyła mi długo i szczęśliwie. Nie tylko teraz daje mi jakieś profity. Wręcz przeciwnie - jeszcze więcej czeka na mnie w przyszłości. Moja dieta gwarantuje mi, że ryzyko miażdżycy, czy nadciśnienia nie będzie mnie dotyczyć. Gwarantuje mi także, że moja cera nawet za 20 lat nie będzie sucha i bez blasku. 
Moja dieta to samo zdrowie. Dlatego też czemu mam stosować się diet, które wymieniłam na początku? Dlaczego mój talerz ma ograniczać się do kilku produktów. Dlaczego ma być nudno, mdło, niesmacznie, a co najważniejsze - niezdrowo?

Może na mojej diecie nie schudniesz 10kg w miesiąc. Powiem Ci jednak, że to bardzo dobrze. Po mojej diecie nie czeka na Ciebie efekt jojo z dodatkowymi 5kg. Dlatego zanim zaczniesz stosować jakąś dietę - pomyśl raz jeszcze - co bardziej Ci się opłaca?


Jeśli chcesz wiedzieć co ważnego jest w mojej diecie, jakich zasad się stosuję zapraszam do czytania:


piątek, 14 listopada 2014

Mój nieobciążający nóg trening

Jak wiecie (lub nie wiecie) od dłuższego czasu mam problem z kolanem. Okazało się, że jest w nim dużo do zrobienia. Normalne życie (schody, taniec, dłuższy spacer) to zbyt wielkie obciążenie, dlatego w swoim treningu nie mogę go dobić - w końcu zdrowie jest najważniejsze.
Co za tym idzie -większość moich ulubionych rzeczy odpada. Nie mogę biegać, nie mogę skakać, nie mogę robić przysiadów, klęczeć, kucać, robić wykroków, jeździć na rowerze, chodzić na stepperze itd. Przyznam się, że trochę mnie to podłamało i długo, długo nie ćwiczyłam. Kontuzja zdemotywowała mnie całkowicie. 

Jednak już z tym skończyłam! Zaczynam nowy etap ćwiczeń - treningi nie obciążające kolana ani troszeczkę. 

Co więc mogę robić?
Głównie trening na górną część ciała. Zaplanowałam sobie trening siłowy połączony z ćwiczeniami na brzuch oraz rozciąganiem. 
Na chwilę obecną wymyśliliśmy razem z Pawłem taki oto trening:

  • Krótka rozgrzewka górnych partii ciała - wymachy rękami, kręcenie ramionami, rozgrzanie szyi itp.
  • Wyciskanie hantli leżąc  - 3 serie, 10 powtórzeń, 2x6kg
  • Podciąganie hantli jedną ręką w podporze - 3 serie, 10 powtórzeń, 8kg
  • Wyciskanie hantli siedząc - 3 serie, 10 powtórzeń, 2x5kg
  • Seria ćwiczeń na brzuch - albo normalne brzuszki, brzuszki skrętne itd. albo gotowy filmik z youtube. Ważne, żeby nie było żadnych planków ani ćwiczeń polegających na zginaniu i prostowania kolana, ponieważ jest to dla mnie w chwili obecnej awykonalne. 
  • Rozciąganie - ok 15 min. 


Ćwiczenia siłowe chce modyfikować np. zmieniać ilość serii, zwiększać obciążenia, ale także - zastąpić je wyciskaniem francuskim, różnymi rozpiętkami, uginaniem przedramion itp. Jak widzicie wybieram ćwiczenia na leżąco lub stojąco - po to, aby dodatkowe kilogramy nie obciążyły mojego kolana. 
Wiem, że mój trening nie jest zbyt wymyślny, pozwoli mi jednak na poruszanie się choć trochę, wzmocni mięśnie w górnej części ciała, a także spali trochę kalorii. W poniedziałek idę do ortopedy i po cichutku mam nadzieję, że będę mogła chociaż chodzić na basen - wtedy będę miała jakieś kardio. Moim marzeniem jest także, aby operacja i rehabilitacja miały miejsce na tyle szybko, żebym mogła na wiosnę wyjść z domu i poruszać się trochę dynamiczniej :) 


A Wy ćwiczycie siłowo?

czwartek, 6 listopada 2014

Liebster Blog Award - czyli dowiedz się czegoś o Mai

 Zostałam nominowana przez Estrellę oraz przez Patussa Abramowska do zabawy pt. Liebster Blog Award. 

Zadanie polega na odpowiedzeniu na 11 pytań oraz wymyśleniu kolejnych 11 dla innych. 
No to dowiedzcie się o mnie czegoś więcej:

1. Przez jeden dzień możesz być zwierzakiem, jakim?
Chyba lwem. Od dziecka chciałam zobaczyć safari, do tego uwielbiam Króla Lwa - stąd mój wybór. 

2. Czym jest dla Ciebie pisanie bloga?
Jest to przede wszystkim przyjemność. Nie robię nic wbrew sobie. Nie mam ochoty na pisanie - to nie piszę. Blog jest moją terapią - dążę do pokochania siebie i swojego życia. Może w końcu mi się to uda :)

3. Czego się najbardziej obawiasz?
Najbardziej obawiam  się chorób i śmierci moich bliskich. To coś czego boję się najbardziej. Nawet bardziej niż pszczół!

4. Oglądasz kreskówki, jeśli tak to jakie?
Oglądam kreskówki z moim 4,5 letnim bratem i jestem skazana na to, co lubi Maciuś. Na szczęście czasem oglądamy bajki z mojego dzieciństwa - Smerfy, Gumisie, Reksia, Pszczółkę Maję...

5. Gdzie najczęściej kupujesz ubrania?
Przez internet. Jest to dla mnie najwygodniejsza forma. Lubię szukać ofert na allegro, czy tez w internetowych sklepach. Tak też kupiłam nawet moją sukienkę na studniówkę i nie żałuję. 

6. Masz jakieś ulubione miejsce/miejsca?
Uwielbiam Chorwację. To miejsce, gdzie mogłabym zamieszkać. Jest pięknie, spokojnie, rodzinnie, radośnie i ciepło - dla mnie idealnie.

7. Co Cię irytuje w znajomych?
Fałszywość i dwulicowość. Po co ktoś kogoś obgaduje, a następnego dnia szczerzy się do tej osoby i mówi jak pięknie jest ubrana, albo jak świetnie jeździ autem? Po co jakiś chłopak mówi, że dziewczyna jest nie w jego stylu, a potem ją podrywa? Po co ktoś chwali kogoś, a za plecami obmawia, że jest głupi? Nie umiem tego pojąć. 

8. Masz jakieś nietypowe nałogi?
Seriale chyba tu się zaliczają. Uwielbiam Chirurgów - to chyba nałóg numer jeden. Ale do tego lubię także Lekarzy, Once upon a time, Przyjaciół, Na wspólnej... itd.

9. Gdzie chciałabyś zamieszkać?
Mogłabym zamieszkać w Chorwacji jak pisałam wyżej. Ale myślę, że możliwości jest więcej. W Polsce tez nie jest tak źle, ale marzę o cieplejszym miejscu. Portugalia, Hiszpania, Włochy, Afryka...

10. Bez kogo albo czego nie wyobrażasz sobie życia?
Bez Rodziny, Pawła i Przyjaciół. Nie ma innej opcji niż życie z nimi.

11. Co Cię najbardziej fascynuje?
To bardzo trudne pytanie. Nie wiem tak naprawdę co najbardziej. Może ludzie i ich psychika? Ich zachowanie, zmiany, podejście do wielu spraw? A może ściśle określona grupa ludzi, czyli dzieci. Ich uśmiech, radość i to co siedzi w ich główkach.


Kolejna jedenastka pytań:

1. Jaką nadzwyczajną moc chciałabyś posiadać?
Chciałabym być niewidzialna! Łatwo wtedy mogłabym się wymknąć z miejsca, w którym nie chcę być. Mogłabym też robić niezłe niespodzianki.

2.Co mogłabyś robić cały dzień bez przerwy?
Chyba nie ma takiej rzeczy. Muszę podczas dnia znaleźć czas i ochotę na wiele różnych spraw. Myślę, że tylko jedna byłaby dla mnie bardzo męcząca. W dodatku szybko się nudzę.

3. Jesteś uzależniona od telefonu lub innego gadżetu?
Chyba tak. Telefon (szczególnie z Internetem) towarzyszy mi cały dzień. Zdarza mi się jednak czasem odłożyć go i nie zaglądać do niego cały dzień. Więc nie jest tak źle z tym moim nałogiem. Leczyć się chyba nie muszę.

4. Bez czego nie wyobrażasz sobie dnia?
Bez śniadania :) Pisałam już nie raz, że śniadanie to najważniejszy posiłek podczas dnia. Kiedyś go nienawidziłam, teraz go kocham. Przedwczoraj miałam pierwszy dzień od dawna bez śniadania właśnie i był on koszmarny! Na szczęście był to jednorazowy wybryk spowodowany tym, że z powodu bólu gardła nie byłam w stanie nic przełknąć.

5. Jak oceniasz siebie?
A jak mogę się ocenić? Trudne pytanie. Wg mnie jestem ok. Mam swoje wady, ale mam też mnóstwo zalet. Uważam, że jestem bardzo dobrą siostrą, dobrą studentką i dobrze gotuję :)

6. Często uśmiechasz się do nieznajomych?
Całkiem często. Szczególnie jak podśpiewuję sobie w tramwaju, a oni patrzą na mnie jak na idiotkę. 

7. Ile czasu spędzasz przed lustrem?
Na co dzień (dzięki Bogu!) - bardzo mało. Czasem zdarza mi się wyjść całkowicie bez makijażu, więc przed lustrem w łazience myję zęby i czeszę włosy. Zazwyczaj do tego krótkie poprawienie urody (max 10 min).  Czyli tak średnio w 15 minutach się mieszczę, a nawet i w 10. Więcej czasu spędzam tylko przed jakimiś uroczystościami, weselami, imprezami. 

8. Jaką popularną osobę podziwiasz?
Nie wiem. Mogłabym oczywiście wymienić tutaj Papieża itd. ale chyba nie chcę. Podziwiam wiele osób, z czego większość z nich wcale nie jest popularna. To zwykli ludzie, którzy w niezwykły sposób radzą sobie ze swoimi pasjami,problemami. 

9. Jak często chodzisz do kina?
Kiedyś chodziłam częściej. Teraz przez problemy zdrowotne i mniejsza ilość czasu mniej. Chciałabym jednak powrócić do tego i chodzić do kina minimum raz w miesiącu, a najchętniej raz na 2 tygodnie. 

10. Czy uważasz, że każda kobieta jest piękna?
Tak. Ponieważ piękno jest bardzo subiektywne, podobnie jak atrakcyjność fizyczna. To, że mi podoba się określony typ kobiety, to nie znaczy, że nie jest ona piękna dla kogoś innego. Myślę, że można to dostrzec w każdej z nas.

11. Ile miałaś lat, kiedy dowiedziałaś się, że to  nie święty Mikołaj przyniósł ci prezent pod choinkę? :)
Ej! Mi ciągle Mikołaj przynosi prezenty pod Choinkę. Jeśli Tobie nie przynosi to znak, że byłaś niegrzeczna :)



Ja nie nominuję nikogo, ale chętnie przeczytałabym odpowiedzi na chociaż niektóre pytania moich czytelników. Dacie mi się poznać? J

wtorek, 4 listopada 2014

Podsumowanie października + tabelka dla Was

Październik zawaliłam. Totalnie.
W większości nie z mojej winy, bo jakby nie patrzeć dla przyjemności w gips na 3 tygodnie się nie wsadziłam. Mimo wszystko czuję jakiś żal, że znów miało być tak pięknie... a tu psikus. 

Do tego w drugiej połowie miesiąca zawaliłam także bloga - odpuściłam sobie wyzwanie 100 dni do Sylwestra (po prostu miałam problem z pomysłami na wyzwania - co można robić leżąc non stop?), Nie dałam także rady z wyzwaniem Klary "Październik w słowach". Ogólnie moje postanowienia runęły w gruzach. 

Były jednak jakieś plusy tego miesiąca:

+ jadłam codziennie pyszne, kolorowe, zdrowe śniadania
+ nadrobiłam trochę książkowych, serialowych i filmowych zaległości
+ najważniejsze - w końcu zrobiłam rezonans mojego kolana. Wiem już co z nim nie tak! Za niecałe 2 tygodnie ortopeda i będziemy decydować czy kolano nadaje się do operacji, a raczej - kiedy operacja. Mam pękniętą łąkotkę, startą chrząstkę, naderwane ACL, torbiel, wysięk oraz zmiany zwyrodnieniowe. Krótko mówiąc - połowa kolana do kitu.


Jakie są moje plany na listopad?

Przede wszystkim zadbać o swoje zdrowie. To chyba mój priorytet. Noga w ortezie nie jest niczym przyjemnym. Do tego jak na złość jutro idę do lekarza rodzinnego bo bierze mnie jakieś wstrętne choróbsko (okropny ból gardła, stawów, głowy i gorączka). A w sobotę miałam bawić się na weselu kuzynki...
Kolejnym planem jest nadrobienie zaległości na studiach, których niestety jest całkiem sporo. Wykładowcy zamiast mi pomagać - utrudniają co tylko się da. Jeden z doktorów już teraz ma problem z zaliczeniem mi semestru, ponieważ powinnam chodzić na zajęcia, albo na konsultacje. Moje tłumaczenia o nodze w gipsie do pasa i braku mobilności nie są wystarczające. Jego przedmiot przede wszystkim!

Mimo prześladującego mnie ostatnio pecha - nie poddaję się tak szybko. Przygotowałam sobie tabelkę, która mam nadzieję, będzie w 90% zielona pod koniec miesiąca. 
Tabelka zrobiła mini furorę na facebookowym fanpage'u, więc może spodoba się i Wam? Korzystajcie z niej śmiało.

Teningi chyba na chwilę obecną dalej pójdą w odstawkę, ale reszta kolumn ma być idealna. Jeśli choć trochę wydobrzeję planuję się rozciągać, poćwiczyć trochę brzuch oraz ramiona, ponieważ to nie obciąży mojego kolana. 


Biorę także udział w fitofowyzwaniu2, a moje zdjęcia możecie śledzić na Instagramie.

Miłego, zdrowego, aktywnego miesiąca Wam życzę!
A Wy trzymajcie kciuki za mnie :)

wtorek, 28 października 2014

Październik w słowach - radość

Muszę nadrobić blogowe zaległości, dlatego dziś kolejny post z serii Październik w słowach

Ostatnio nie miałam weny do pisania o radości, bo niestety jest to dla mnie bardzo stresujący okres. Wiele badań, mnóstwo zaległości na studiach, psujący się komputer -  a co za tym idzie mało powodów do radości. 

Są w naszym życiu różne etapy. Są etapy bardzo radosne, gdzie szczęście czyha na nas na każdym kroku, wszystko nam się udaje, a problemy nas nie dotyczą. Są też jednak etapy, że nie tak łatwo znaleźć powód do radości. Życie zastawia nam pułapki, które jednak możemy pokonać. Wystarczy poszukać, aby łatwiej było nam przetrwać trudny czas.

Dlatego ostatnio nauczyłam się, że warto szukać radości w małych rzeczach. Jasne, że pewnie z każdego z nas uszczęśliwiłaby wygrana z lotto i skakalibyśmy pod sufit. Czy jednak tylko takie "wielkie rzeczy" mogą wywołać uśmiech na naszej twarzy? 
Doceńmy to co mamy. 

Piękny, ciepły jesienny dzień pod koniec października - to powód do radości.
Uśmiech dziecka, któremu poświęcimy chwilę na zabawę czy wygłupy - to powód do radości.
Pyszne, kolorowe śniadanie - to powód do radości.
Możliwość spotkania się z przyjaciółmi - to powód do radości. 
Zdany egzamin na 5 - to powód do radości.
Przeczytanie ciekawej książki - to powód do radości. 
Odkrycie pięknego miejsca - to powód do radości.


7 dni i 7 rzeczy, które wywołały uśmiech na mojej twarzy:


1. Przyozdabianie gipsu - świetna zabawa, rodzinny czas + piękny efekt
2. Zdjęcie gipsu - szybki spadek wagi (-5kg w godzinę :))
3. Rezonans magnetyczny, na który czekałam wieki
4. Możliwość samodzielnego poruszania się bez kul, a co za tym idzie czas w moim ogródku
5. Dostanie od koleżanki ze studiów Małpiora, który towarzyszy mi teraz dzielnie na zajęciach.
6. Pyszne śniadania, które pozwalają mi rozpocząć dzień z energią.
7. Znaleziona godzina dla siebie - pyszna kawa w kawiarni i czytanie książki. 


poniedziałek, 27 października 2014

Wyniki Konkursu z okazji pierwszych urodzin bloga

Nastał ten czas, aby w końcu rozstrzygnąć konkurs z okazji 1 urodzin bloga. 

Zgodnie z zasadami konkursu szczęśliwy zwycięzca został wylosowany.

Oto wyniki!



Komentarzy spełniających warunki było 44. Wylosowany został komentarz numer 37, którego napisała Adusiaczek3.
Wysyłam do zwyciężczyni maila z prośbą o adres do wysyłki nagrody. Jeśli w ciągu 4 dni nie dostanę odpowiedzi przeprowadzę kolejne losowanie.



Jeszcze raz gratuluję! :)

----------------------------------------------------------------------------------------------
Przy okazji chciałam Was przeprosić za opóźnienia na blogu. Niestety nałożyło mi się wiele spraw - po zdjęciu gipsu muszę nadrobić mnóstwo rzeczy na uczelni, odwiedzać dziekanaty, chodzić na konsultacje. Dodatkowo robiłam dużo badań  i spędziłam trochę czasu w szpitalach. Do tego popsuł mi się komputer. Mam jednak nadzieję, że w ciągu tygodnia  - dwóch wyjdę na prostą, napiszę kolejnego posta z serii 100 dni do Sylwestra, a także 3 zaległe posty z wyzwania Październik w słowach. 
Trzymajcie kciuki :)