niedziela, 2 marca 2014

Podsumowanie stycznia i lutego, czyli sama gorzka prawda

Tak naprawdę w sumie nie ma czego podsumowywać. 

Piszę tego posta bardziej jako reprymendę dla siebie. Początek roku, jeśli chodzi o próbę bycia fit oceniam na ocenę niedostateczną. Co prawda styczeń rozpoczął się dobrze - pierwsze 2 tygodnie upłynęły pod znakiem ćwiczeń (10/14 dni aktywnych). Potem przyszła sesja... Może to żadne wytłumaczenie, ale jednak 20 zaliczeń  w 3 tygodnie dało mi popalić. Codziennie coś... Nie miałam siły na ćwiczenia. Ćwiczyłam okazjonalnie i czasem byle jak. O jedzeniu, to ja nawet nie wspomnę.

W lutym skończyła się sesja i zaczęły się wyjazdy - rodzina moja, Pawła, góry - pełno wrażeń, mało czasu i dużo jedzenia. W dodatku na nartach nadwyrężyłam kolano znów ucinając sobie drogę do aktywności fizycznej...
No i jestem! Mamy marzec, tak jest - wiosna za pasem. A ja co? Wyglądam identycznie jak 2 miesiące temu. Przykre, ale to tylko i wyłącznie moja wina. Myślę jednak, że jestem zmotywowana, aby rozpocząć raz jeszcze. Teraz musi się udać! Będziemy ćwiczyć razem - tworzę wyzwanie (pojawi się już w tym tygodniu, myślę, że koniec karnawału będzie początkiem wyzwania).

Stwierdziłam także, że muszę stawiać sobie konkretniejsze cele, bo łatwiej będzie mi je realizować, jeśli będę dokładnie wiedziała czego chcę i jak to osiągnąć. Tak więc cele na najbliższy miesiąc to:

  • stworzyć 3 miesięczne wyzwanie do wakacji "Bikini bez fałdek"
  • umówić się do ortopedy i kardiologa, by mogli ocenić co mogę ćwiczyć, a czego mam unikać jak ognia
  • przebadać tarczycę
  • pokręcić hula hopem i pokręcić się na twisterze przez co najmniej 6 h
  • 2 razy w tygodniu chodzić na siłownię
  • 2 razy w tygodniu robić inne treningi (HIIT, bieganie itd.)
  • spróbować zumby
  • nie opuścić żadnego wf (w tym semestrze chodzę na circuit training - ma być wycisk!)
  • pić duuużo wody, czerwonej i zielonej herbaty
  • w znacznym stopniu ograniczyć słodycze i słone przekąski (czyli raz w tygodniu mogę)

No i to tyle na chwilę obecną. Co z tego wyjdzie? Czas pokaże.
A jak tam u Was?

5 komentarzy:

  1. Następny miesiąc na pewno będzie lepszy :) Weź się w garść i zacznij od początku :) trzymam kciuki :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie ma sukcesu bez miliona upadków :) Nie jesteśmy cyborgami, nie możemy się zaprogramować i tak po prostu od dziś zmienić się o 360 stopni. Jesteśmy ludźmi, emocjonalni, mamy milion dwieście pragnień i zachcianek i w dodatku u 99% z nas ogromnie istotnym czynnikiem towarzyszącym nam większość dnia jest, niestety, lenistwo. Taka prawda i nie ma co się załamywać :) Na szczęście trzeba mieć też świadomość tego, że mózg można oszukać, wytrwałość wypracować i odnaleźć w sobie ambicję. A to już połowa sukcesu, więc głowa do góry i - do dzieła! Powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak też robię! Głowa do góry i przed siebie... :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Z każdym "gorszym" okresem uczymy się czegoś nowego :) Wiesz już teraz co stanowi Twoje słabsze punkty i możesz lepiej z nimi walczyć. Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  5. Wiesz, sesja usprawiedliwia wszystko. Zrobiłaś lepiej, bo przynajmniej wszystko zaliczyłaś (prawda?), a ja na siłę łączyłam treningi, sesję i PRACĘ. Uczyłam się nocami, chodziłam jak zombie. Efektem były dwie poprawki i praktycznie same tróje w indeksie. Nie popełnię tego błędu w semestrze letnim ;) Także w ogóle nie miej sobie za złe tej sesji.

    A wtopa z ćwiczeniami i jedzeniem? A czym jest miesiąc wobec całego życia? Czasem trzeba zrobić krok do tyłu, żeby potem ruszyć z kopyta, pozdrawiam serdecznie, trzymaj się! ;)

    OdpowiedzUsuń

Podziel się swoją opinią :)
Dziękuję za każdy komentarz. Jest mi niezwykle miło, że poświęciłeś mi czas.