wtorek, 29 kwietnia 2014

Kolano figle płata. a służba zdrowia... szkoda gadać

Post krótki i treściwy.

Od kilku lat zmagam się z kolanem, które skacze sobie jak chce, strzela na prawo i lewo, blokuje się jak kucam czy klękam, boli przy bieganiu, skakaniu, siedzeniu, zginaniu, puchnie od czasu do czasu, boi się burz i wtedy boli bardziej i wiele, wiele innych objawów.

Byłam u 7 ortopedów, w szpitalu... Miałam rtg, kilka razy usg i niezliczoną ilość razy kolano macane i sprawdzane pod różnymi kątami.
Leczone były głównie objawy: ból, opuchlizna, zasienienie. Tysiące leków, rehabilitacji, krioterapii, ortez, opasek elastycznych itp.
I nic... Po jakimś czasie wszystko się odnawiało, tyle że ze zdwojoną siłą. Obecnie o bieganiu, skakaniu i większości ćwiczeń mogę zapomnieć. Schody są nie dla mnie, nawet zbyt długie kręcenie hula-hopem staje się bolesne.

Oto po prawie 3 latach, ktoś wpadł na pomysł, że to może być pęknięta łękotka. USG raczej tego nie wykaże, rtg na pewno nie, bo jest ona przykryta rzepką. 

Wniosek - od kilku lat najprawdopodobniej mam pękniętą łękotkę, a nasza służba zdrowia leży i kwiczy.
Teraz czeka mnie rezonans, który potwierdzi tę diagnozę lub też wyjdzie coś innego. Ważne, że może w końcu będę wiedziała co się tam dzieje.

Teraz tylko pytanie - ile trzeba na rezonans czekać? Jeśli dłużej niż 2 miesiące, to muszę znaleźć kilkaset złotych i zrobić to badanie prywatnie. Bo gdyby wyszło coś nie tak, to na artroskopię też będę czekać sporo czasu. A zależy mi na czasie...

Bo chcę ćwiczyć, a nie mogę. 

niedziela, 27 kwietnia 2014

Zdrowo na co dzień, czyli jak zmieniło się moje życie.

Ostatnio pisałam jak przemycić aktywność fizyczną do swojego codziennego życia. Sama staram się stosować do tych zasad i nie ruszać się tylko na treningach. Obecnie przez kolano musiałam zrezygnować już z prawie wszystkiego - biegania, skakania, wykroków, przysiadów, większość ćwiczeń na pośladki i nogi, a nawet hula-hop staje się bolesne! Jest to dla mnie bardzo przykra sytuacja, ale co poradzić?

Nie załamuję się aż tak bardzo i staram się po prostu prowadzić zdrowy styl życia. Muszę jeszcze trochę nad nim popracować, ale i tak widzę wielkie zmiany w porównaniu do życia sprzed roku, czy dwóch lat. 

Jakie są największe zmiany?
1. Jem śniadania - zawsze i wszędzie. Czasem są to śniadania wypasione (omlety warzywne, wymyślne owsianki itp.), a czasem po prostu jogurt z musli i kabanos :). Bez śniadania jednak z domu nie wyjdę.

2. Piję sporo wody - nie tyle ile powinnam, ale i tak o wiele więcej niż było (kiedyś potrafiłam wypić 4 łyki wody na cały dzień!). Czemu warto pić wodę? Przeczytacie o tym tutaj.

3. Staram się zabierać zdrowe jedzenie na uczelnię. Kiedyś jeśli coś brałam to tylko kanapki. Oczywiście dalej je biorę, jednak dodaję do nich więcej warzyw. Dodatkowo w mojej torebce możecie znaleźć jabłka, marchewki, pietruszkę (uwielbiam!!), jogurt naturalny z musli, sałatki owocowe, ryż z warzywami itp. Jutro będę siedziała na zajęciach od 8 do 19 i żeby uniknąć zakupu zapiekanki przygotowałam już dziś pyszne naleśniki ze szpinakiem i ricottą. Część została zjedzona na kolację, część powędruje rano do lunchbox'a i zostanie skonsumowana w przerwie. 

4. Piję więcej zielonej i czerwonej herbaty oraz ziół (pokrzywa, melisa, rumianek, mięta). Są to zdrowsze zamienniki zwykłych herbat. Często zamieniam także kawę na zieloną herbatę.

5. Ograniczyłam do minimum gazowane i słodkie napoje. Gazowane pije tylko czasem w kinie lub jak ostatnio - 2 łyki coli od koleżanki, bo skończyła mi się woda, a byłam naprawdę spragniona. Poza tym takich rzeczy nie piję już wcale. ograniczyłam także napoje takie jak soki z dodatkiem cukru, oranżady itp. Kupuję albo soki jednodniowe (polecam np. sok z buraka!), czasem wyciskam sama, czasem soki warzywne (ale też te bez dodatku cukru) lub wybieram po prostu wodę.

6. Ograniczyłam słodycze i słone przekąski. Wbrew pozorom te pierwsze nie było mi trudno odstawić. Z raz na tydzień zjem może kawałek czekolady lub jakieś ciasteczko, jednak nie pamiętam kiedy ostatnio kupiłam sama z siebie batonika. Większym problemem są słone przekąski: popcorn, chrupki, chipsy, krakersy, paluszki... To moja mała zmora, jednak w porównaniu z tym co było kiedyś, a co jest teraz - NIEBO A ZIEMIA!

7. Fast Foody - out! Ostatnio zdarzyło mi się co prawda wylądować o pierwszej w nocy w McDonald's jednak później tego żałowałam. Mój organizm, który odwykł już od takich wynalazków następnego dnia zbuntował się... i to nie na żarty. Jeśli już zdarzy mi się pójść do KFC to nie częściej niż raz na 2 miesiące. Gorzej z pizzą... to jest mój kolejny minus, chociaż też nie jem jej częściej niż raz na 2 tygodnie i staram się nie przesadzać z ilością.

8. Ruszam się na co dzień - schody zamiast windy, wysiadam przystanek wcześniej, chodzę na dłuższe spacery. Dziś np. poszłam z P. i moim małym braciszkiem na spacer połączony z nauką kopania piłki do rugby. Mój chłopak trenuje ten sport od prawie 2 lat i musiał dziś poćwiczyć, więc pokopaliśmy razem z nim. Sporo ruchu - dużo zabawy! Na koniec wspólnie się porozciągaliśmy. Tak, tak - 4 latek też :) Polecam!



Wiem, że muszę do swojego życia dorzucić jeszcze parę innych rzeczy, a część z nich pozbyć się na zawsze. Mimo wszystko uważam, że zmiany które zaszły są zmianami dużymi i stałymi. Wątpię, że znów przerzucę się na Hot wings'y, chipsy, batoniki, braki śniadań i nocne obżarstwa. Z tym już skończyłam.

wtorek, 22 kwietnia 2014

Poświąteczne spalanie

No i po świętach. Brzuszki najedzone, a wiele głów pewnie pełne wyrzutów sumienia - niepotrzebnie! :)

Co prawda, warto znać umiar i przy świątecznym stole nie wpychać w siebie za dużo, jednak każdy z nas wie, jak trudno oprzeć się takim potrawom. 
Spokojnie! Przez 3 dni nie przytyje się od razu 10 kg, nawet jeśli naszym głównym zajęciem było siedzenie przy stole/przed tv. Mam jednak nadzieję, że jakiś trening był, a jeśli nie to chociaż spacer? Mi osobiście brakowało trochę świeżych warzyw i owoców. 

Ale... dziś już większość wróciła do pracy, część osób do szkoły, a niektórzy do rzeczywistości powrócą dopiero jutro. Mimo wszystko uważam, że to już koniec laby i czas brać się do roboty, bo lato czyha już tuż za rogiem. Dlatego nie ma obwiniania się o każdy kawałek babki czy kiełbasy, tylko ruszamy z fotela nasze pośladki i biegniemy na trening. Ćwiczenia nie tylko pomogą pobudzić metabolizm, spalą dodatkowe kalorie, ale także poprawią nam humor i dadzą energię do kolejnych życiowych zmagań.


Dla uczestniczek akcji Bikini bez fałdek przygotowałam dziś krótką playlistę na najbliższe dni (środa-sobota). Są tam treningi, które pozwolą nam spalić trochę zbędnych kalorii i powrócić do normalnego, treningowego trybu. Może ktoś z Was będzie chciał ćwiczyć razem z nami? 
Jeśli tak, to oto playlista
Na mnie czeka jeszcze skakanka, ekspandery i jak pogoda pozwoli rower.

A jakie są Wasze pomysły na poświąteczne spalanie? Mam nadzieję, że nie macie do zrzucenia aż tak wiele :)

niedziela, 20 kwietnia 2014

Ro­zumienie wyk­lucza nienawiść - czyli świąteczne przemyślenia

Święta, Święta i... chyba każdy dokończy to powiedzenie. 
Tak powiedziała już dziś moja babcia, chociaż Święta jeszcze trwają. Jestem jednak pewna, że jutro te słowa zabrzmią w 60% domostw. 
O co więc chodzi z tymi całymi świątecznymi dniami? Każdy Chrześcijanin powie - o Zmartwychwstanie Jezusa. Tak, z tym się kłócić nie będę, jednak dla mnie ten czas to jeszcze coś. Jeden dodatkowy aspekt...

Zawsze, gdy mam trochę więcej czasu zaczynam rozmyślać. O wszystkim, o sprawach małych i dużych. O tych ważnych i zupełnie nieistotnych, też tak macie?
Dziś zawładnęły mną myśli dotyczące relacji interpersonalnych. Niestety nie tych dobrych i radosnych. Większość ludzi zna kogoś, kogo nie lubi, a spędzanie czasu z taką osobą nie sprawia  przyjemności. W sumie, nic w tym dziwnego. Jesteśmy całkowicie rożni, a co za tym idzie nie podobają nam się takie same cechy i zachowania. Problemem jednak jest to, jeśli takie relacje zatruwają nam codzienne życie i to o nich myślimy przez połowę doby. Po czasie od zwykłego "nielubienia" przechodzimy do "nienawiści", a to zdecydowanie nie jest dobre uczucie. 

Myślę sobie... co zrobić? Polubić ludzi na siłę? Nie da się. Możemy próbować, ale to nie jest takie proste. I czy będzie to szczere? Wątpię.


Z drugiej strony, taki stan nie jest zdrowy, więc coś zrobić trzeba. Nie do końca jeszcze wiem co, mam jednak nadzieję, że sobie z tym poradzę. Nie obiecuję sobie, że takich ludzi pokocham i staną się moimi przyjaciółmi. Chciałabym jednak, aby relacje z nimi nie przeszkadzały mi w codziennym życiu. I chociaż może być ciężko, i chociaż tacy ludzie mogą działać w taki sposób, że naprawdę trudno ich polubić, to będę starała się ich zrozumieć, bo wg Selma'y Lagerlof rozumienie wyklucza nienawiść. A po co nienawiść w naszym życiu?

I tego właśnie Wam życzę na te Święta Wielkiej Nocy - Pogody ducha, spokoju i serca pełnego zrozumienia... i dla innych i dla nas samych, aby nasze życie było radośniejsze. 

piątek, 18 kwietnia 2014

Sadzia namawia do biegania, a ja do jej książki czytania!

Na imieniny dostałam książkę Beaty Sadowskiej I jak tu nie biegać!. 
Przyznam, że pochłonęłam ją w zawrotnym tempie, bo książka jest niesamowita!

Podoba mi się w niej wszystko.

Piękne wydanie, które aż zachęca do czytania - ciekawy pomysł z zaokrąglonymi bokami, a dodatkowo mnóstwo ślicznych zdjęć, które pokazują prywatną Beatę, ale także zapierające dech w piersi widoki.

Pomimo zachwytu nad graficzną stroną książki, to tekst jest jej największym atutem. Nie jest to typowy poradnik biegacza, w którym znajdziecie ułożone plany treningowe. Jest to jednak największa motywacja, jaka może Was spotkać. Są to słowa zakochanej w bieganiu kobiety, która ukazuje wszystkie zalety tego sportu. Opowiada jak wspaniałe rzeczy można zobaczyć biegając, gdy całe miasto śpi, jakich dobrych i fascynujących ludzi można poznać na trasie i w podróży.
Nie zawsze jest jednak tak cukierkowo, ponieważ autorka opowiada także o tych ciemniejszych stronach i problemach z wyzwoleniem endorfin: o trudności z wyjściem na trening, o bólu podczas maratonu, problemem ze wstaniem z łóżka i podklejeniu taśmami dr Kenzo czy złośliwych komentarzach, gdy Beata biegała w ciąży. 

Jednak po każdym trudniejszym momencie - wyszło słońce (ostatnio Beata przebiegła maraton w Londynie, o którym w książce tylko wspomina - i jak tam doping pod pałacem Buckingham? :))
Barwnie opisane maratony, a także "eksperci od biegania", którzy wszystko wiedzą lepiej - pokazany jest prawie każdy aspekt, który dotyczy osób, które kochają biegać.

Kolejną ogromną zaletą są wstawki - Trener wiedział i powiedział Kuby Wiśniewskiego (swoją drogą super, że Beata nie chciała robić z siebie profesjonalisty, tylko poprosiła takiego o współpracę). Możemy z nich dowiedzieć się bardziej praktycznych rzeczy - jak wybrać buty, jaki dystans na początek, ile czasu mają trwać przygotowania do maratonu, co zjeść przed treningiem, czy kiedy odpuścić sobie trening. Jest to takie małe kompendium wiedzy, która jest wystarczająca dla biegacza amatora.

Polecam tę książkę każdemu. Maratończykom, którzy zastanawiają się nad Tokio, biegaczom amatorom, takim jak ja, osobom, które nie potrafią przekonać się do biegania lub też się go boją. Jest to książka, która w niezwykle pozytywny sposób pokazuje jak wiele może dać nam bieganie, do którego potrzebujemy naprawdę niewiele (wygodne buty).

Dlatego jeśli macie jakieś ekstra fundusze - zainwestujcie w te 300 stron, a na pewno nie będziecie żałowali. Jest to świetny opis przygód i genialny motywator. Ja miałam plan za każdy km zapłacić sobie 5 0gr i wydać pieniądze na książkę, ale dopadła mnie kontuzja i książka została mi sprezentowana, za co ogromnie dziękuję! :) Dlatego macie 2 opcje - idziecie czytać książkę, lub idziecie na trening.


Gdybym tylko mogła biegać (przeklęte kolano!), to miałabym ochotę wiązać buty po każdym rozdziale książki. Teraz pobiegałam sobie z Beatą... w wyobraźni. 

niedziela, 13 kwietnia 2014

Jak spalić 1 kg?

Najważniejsze zasady redukcji tkanki tłuszczowej zna  już chyba każdy:

1. Odpowiednia dieta, która nie jest głodówką, a świadomym jedzeniem (nie jemy za mało, nie jemy za dużo, ale także pamiętamy o podstawowych zasadach zdrowego żywienia)
2. Pijemy sporo wody
3. Nie popełniamy tych oto błędów
4. Zwiększamy aktywność fizyczną w naszym życiu (spacerujemy, wybieramy schody itd.) + dokładamy treningi. 

W praktyce - żeby zrzucić 1 zbędny kg, musimy dostarczyć organizmowi ok 7 tysięcy kcal mniej, lub też te 7000 kcal spalić.


Jak to zrobić?
(aktywności liczone dla kobiety ważącej ok 60 kg)






No to który sposób wybieracie? :))

czwartek, 10 kwietnia 2014

Przemyć "aktywność fizyczną" do codziennego życia i chudnij bez wysiłku

Tytuł posta chwytliwy... widzę teraz tłumy kobiet, które zapragną zrzucić to i owo nie pocąc się i nie stosując żadnej diety, a po 2 tygodniach wyglądać jak bogini... Nie, to nie o tym tu będzie.

Chciałabym przedstawić Wam proste aktywności, które możecie wykonywać codziennie. Są to aktywności, które spalają trochę więcej kalorii niż spalilibyście normalnie (leżąc, śpiąc, siedząc). Jeśli spalamy więcej kalorii i jemy zdrowo (to podstawa!) to nasz bilans kaloryczny ma szansę stać się ujemnym, a co za tym idzie - powolutku tracimy nadmiary kilogramów. Nie są to aktywności odkrywcze i oczywiście dalej uważam, że oprócz tego powinno ćwiczyć się minimum 3 razy w tygodniu przez co najmniej 30 min, ale warto choć trochę zmienić swoje życie i bez zmęczenia, ryzyka kontuzji w ciągu roku zrzucić parę kilogramów.

Zatęskniło mi się za wakacjami, ale mam nadzieję, że następnym razem
będę się lepiej prezentować :)
Co robić? (ilości spalanych kalorii liczone są na kobietę o średniej wadze 60kg)

1. Wchodź po schodach zamiast wjeżdżaj windą.
3 min schodów - 15 kcal. W skali roku daje to ok 5000 kcal, czyli możemy zrzucić ok 0,5kg - 1kg. Jeśli wchodzisz po schodach częściej - spalisz więcej.

2. Po każdej kolacji idź na 15 min spacer.
Spalisz wtedy 53 kcal, podczas roku ponad 19tys czyli ok 3kg! Jeśli zamiast tego po kolacji będziesz leżeć - spalisz 7 razy mniej kalorii. Opłaca się?

3. Parkuj dalej od pracy/uczelni lub wysiadaj przystanek wcześniej.
Idź energicznie od auta lub autobusu do drzwi chociaż 5 min, spalisz wtedy ok 25 kcal, a w ciągu całego roku zrzucisz 1 kg więcej. Zasada dotyczy także centrum handlowego, fryzjera, mieszkania koleżanki.










4. Na imprezie zamiast zamawiać kolejnego drinka idź potańczyć. 
Średnio jeden drink ma ok 300 kcal. Gdy siedzisz i go pijesz Twój bilans energetyczny wynosi ok 270 kcal na plusie. Zamiast tego idź potańczyć i spal ponad 600 kcal! Jeśli chodzisz na imprezę raz na 2 tygodnie to zamawiając tego jednego drinka możesz przytyć aż 1 kg. Jeśli zamiast tego poruszasz się energicznie zrzucisz zbędne 2,5 kg. Chyba już nie muszę przekonywać Cię do tanecznej zabawy?

5. Jeśli idziesz z dzieckiem na plac zabaw nie siedź bezczynnie na ławce, a pospaceruj wokół bawiącej się pociechy. 
Siedząc przez pół godziny spalisz tylko 40kcal. Jeśli zamiast tego będziesz wolniutko spacerować spalisz ich prawie 3 razy tyle. Chodząc na plac zabaw 3 razy w tygodniu w ciągu roku spalisz ponad 16 tys. kcal, co daje nam ponad 2 kg.

6. Zamiast do kina idź pograć w kręgle. 
2h siedzenia, do tego popcorn + cola, bilans kaloryczny dużo za duży. Wybierz kręgle! Podczas godziny spalisz aż 300 kcal. Nie wiem ile razy chodzisz do kina, ale wybierz się na kręgle chociaż 6 razy, a już zrzucisz ok 0,5 kg, zamiast przybrać 2.

7. Podczas rozmowy telefonicznej spaceruj po domu.
Jeśli rozmawiasz chociaż 5 min dziennie spalisz dzięki temu dodatkowe 20 kcal, a podczas roku stracisz 1 kg masy ciała. 

8. Pobaw się z dzieckiem, zamiast puszczać mu bajkę.
Szkrab będzie na pewno o wiele bardziej zadowolony, a Ty dzięki temu w skali roku, bawiąc się z dzieckiem aktywnie chociaż 30 min dziennie, zrzucisz o 2 kg więcej.

9. Podczas mycia zębów rób przysiady. 
6 min przysiadów dziennie... będą Ci za to wdzięczne nie tylko Twoje co raz krąglejsze pośladki, ale także całe ciało lżejsze o ok 1kg.

10. Podczas ulubionego serialu: kręć hula-hopem, kręć się na twisterze, maszeruj w miejscu, rób proste ćwiczenia.
Przykładowo - 20 min hula-hopu to 80 kcal. 3 x w tygodniu przez cały rok daje nam ponad 1,5 kg mniej.

Takie 10 prostych aktywności, które każdy z nas może włączyć do codziennego życia, a tak wiele. Jeśli będziemy odżywiać się zdrowo i wybierać zdrowe "fizyczne alternatywy" w ciągu całego roku możemy zrzucić aż 15 kg. Warto? 

Polecam do tego trening 3 razy w tygodniu, a już za rok w lustrze zobaczysz kogoś zupełnie innego. Powodzenia! :)

środa, 9 kwietnia 2014

Karteczkowa terapia

Ostatnie dni nie były dla mnie fajne. Kolano dokucza, na nodze jest orteza - przyjemnie nie jest. Trochę się podłamałam, bo moje plany legły w gruzach, ale od dziś mam postanowienie - nie załamywać się tak łatwo.

Jest mi przykro, ponieważ po raz kolejny chyba nie uda mi się wyglądać na plaży tak, jak sobie to wymarzyłam. Niestety na chwilę obecną skakanie, bieganie, jeżdżenie na rowerze to zabronione sporty ze względu na nogę. Co za tym idzie - odpadają aeroby, które spalają tkankę tłuszczową. Odpadają także przysiady, wykroki i wszelkie ćwiczenia obciążające kolano. Uświadomiłam jednak sobie, że przecież mam jeszcze inne części ciała!

Bez ćwiczeń kardio, trudno mi będzie pozbyć się zbędnej tkanki tłuszczowej. Mogę jednak wzmocnić mięśnie i ujędrnić ciało. Odkurzam hantle, ekspandery, hula-hop, twister i biorę się do roboty! 

Aby łatwiej mi było monitorować co robię przygotowałam dziś sobie małe karteczki. Podzieliłam ja na 56 kwadracików.


Posiadam kartki:

  • brzuch
  • nogi
  • pośladki
  • ramiona            
I na nich będę stawiać krzyżyk w kwadraciku po każdych 10 min ćwiczeń na daną partię ciała.

Oraz:
  • hula - hop
  • Twister,
na których to zrobione treningi odznaczać będę po upływie minimum 20 min. 


Oznacza to, że jeśli wszystkie kartki zapełnią się krzyżaki to spędziłam:

9,3 h ćwicząc brzuch
9,3 h ćwicząc nogi
9,3 h ćwicząc ramiona
9,3 h ćwicząc pośladki
18,6 h kręcąc hula-hopem
18,6 h kręcąc się na twisterze.

Daje to w sumie ponad 74 h ćwiczeń! :)

Mój plan to codziennie ćwiczyć talię (hulanie lub twister) + 2 części ciała do wyboru. Zobaczymy co z tego wszystkiego wyjdzie i kiedy karteczki się zapełnią. Jest to taka moja mała terapia, aby ćwiczyć i się nie poddawać pomimo przeciwności losu, a dokładniej kolana. 

A tak wygląda fitnessowa część mojej tablicy korkowej. 
Trzymajcie kciuki! 

wtorek, 8 kwietnia 2014

Ćwiczyć, czy nie ćwiczyć? Oto jest pytanie...

Moja kontuzja zainspirowała mnie do zastanowienia się, kiedy warto ćwiczyć, a kiedy są te momenty, w których musimy przystopować i powiedzieć - Stop, dziś nie trenuję. 
Często dostaję także pytania od dziewczyn na facebooku, w których zastanawiają się czy mają się dziś wypocić, czy sobie odpuścić.

Oto najczęstsze sytuacje, kiedy zastanawiamy się czy przełożyć trening na kiedy indziej:

Choroba


Wszystko zależy od tego, czy jest to zwykłe, lekkie przeziębienie, czy coś gorszego. Jeśli dopiero czujemy, że coś nas bierze - powinniśmy ćwiczyć, ze zdwojoną mocą. Wtedy też jest jeszcze szansa, że uda nam się wypocić choróbsko. Czasem też ćwiczenia pomagają na np. ból głowy.  
Pamiętajmy jednak, że wszystko z umiarem. Możemy ćwiczyć, ale lepiej postawić na trochę lżejszy trening, niż bieganie 15 km.
Jeśli jednak pojawia się gorączka, dreszcze, bóle mięśni, trudności z oddychaniem, mocny kaszel, biegunka - lepiej zamiast na macie spocić się w łóżku! 

Ciąża

Jesteś w ciąży i już od dawna nie ćwiczyłaś? To nie jest dobry moment na rozpoczynanie swojej przygody z aktywnością fizyczną. Lepiej postawić na spacery, lekki rozciąganie. 
Jeśli jednak przed zajściem w ciążę byłaś aktywna fizyczna - nic nie stoi na przeszkodzie, abyś ćwiczyła dalej. Warto pamiętać jednak o kilku istotnych aspektach:

  • skontaktuj się z lekarzem i niech on zadecyduje, czy aby na pewno możesz trenować. Przed stanem błogosławionym mogłaś biegać maratony i przepływać 3 razy jezioro? Świetnie, teraz jednak Twój organizm pracuje zupełnie inaczej.
  • najważniejsze jest dobro dziecka, dlatego odpuść sobie mocne, wyczerpujące treningi. Skoki, a co za tym idzie - wielkie wstrząsy nie są dla dziecka zbyt komfortowe.
  • wybierz dobry rodzaj aktywności fizycznej - na youtube jest mnóstwo filmików dla aktywnych przyszłych mam. Są to lekkie formy jogi, czy też pilatesu, które nie powinny zaszkodzić ani kobiecie, ani jej pociesze. 
  • bądź ostrożna - nie wybieraj sportów, podczas których możesz upaść, uderzyć się, czy też przeciążyć (wspinaczka, sporty wytrzymałościowe, skoki do wody, rolki i łyżwy itp. są zabronione!)
  • dobierz ćwiczenia do trymestru, w którym obecnie się znajdujesz. W pierwszym trymestrze możesz nie mieć w ogóle ochoty na ćwiczenia, a szansa na poronienie jest największa. Podczas drugiego trymestru jesteś wulkanem energii, jednak łatwo możesz się przeciążyć, a rosnący brzuszek zaburzy Twoją równowagę. 3 trymestr to już czas oczekiwania, lepiej wybierz lekką formę treningu.
Okres

To chyba najczęstsze pytanie kobiet. Odpowiedź jednak nie jest łatwa. Znam dziewczyny, które nawet 1 dnia menstruacji mają mnóstwo energii i siły, a okres nie jest dla nich żadną przeszkodą. Ja sama w "te dni" bardzo cierpię, szczególnie na początku. Zazwyczaj pierwszego dnia robię sobie dzień przerwy i nie mam z tego powodu żadnych wyrzutów sumienia. Lepiej sobie odpuścić, niż dostać krwotoku. Czasem jednak szukam lekkich zestawów, które spokojnie mogę wykonywać. Jest to zazwyczaj bardzo spokojna joga, bez pozycji z głową w dół, które podczas okresu są zabronione. Podczas kolejnych dni, szczególnie 3+ ćwiczę już normalnie. Także jeśli chodzi o czas miesiączki - sprawa jest bardzo indywidualna. Okres to nie choroba, jednak warto słuchać swojego ciała. Jeśli mówi, że nie ma siły na rower, to nie ma. Jeśli bardzo krwawisz, a z bólu masz ochotę wyrwać sobie jajniki? Odpuść sobie. Jeśli jednak to głowa szuka wymówek i uważa, że miesiączka jest idealnym powodem do lenistwa - zakładaj dres i do roboty.

Coś mnie boli

Wszystko zależy co - jeśli czujesz ból mięśni, spowodowany ćwiczeniami (mięśnie drżą, lekkie zakwasy itd.) to najprawdopodobniej znak, że mięśnie dostały kopa. Nie jest to żadne przeciwskazanie do treningu. Jeśli jednak pobolewa cię kolano/biodro/łokieć/kręgosłup/bark/cokolwiek podczas jakiś konkretnych ćwiczeń to już znak, że coś może się dziać niedobrego. Wtedy też nie wykonuj tych ćwiczeń - zamień je na inne, wykonuj alternatywne wersje i jak najszybciej skontaktuj się z lekarzem. Może to być tylko błąd techniki, ale może to być początek jakiejś poważnej kontuzji, której nie można zaniedbać, ponieważ skończysz przykuta do łóżka na kilka miesięcy. Czasem lepiej odpuścić na kilka dni, czy nawet na jakieś tygodnie, wrócić do pełni sił i znów zabrać się do roboty, niż ćwiczyć pomimo bólu, a potem tego srogo żałować. Pamiętajcie też, że istnieje wiele różnych ćwiczeń. Nie możesz biegać? To może rower? Masz kontuzje biodra? Hantelki w dłoń i ćwicz ramiona. Boli Cię bark - popedałuj trochę. Prawie zawsze znajdziesz jakąś alternatywę.

Jestem zmęczony

Jeśli miałaś ciężki dzień w pracy, pokłóciłaś się z przyjaciółką, a Twój mąż znów nie odbiera telefonu - poćwicz, aby wyładować negatywne emocje. Na zmęczenie psychiczne, najlepszy jest fizyczny wysiłek. Jeśli jednak jesteś wyczerpana fizycznie, bo np. cały dzień nosiłaś kartony do nowego mieszkania, biegałaś po mieście z toną papierów do urzędów i wszystko Cię boli - zrób sobie jeden dzień przerwy, zregeneruj się na spokojnie i poćwicz następnego dnia.

Mam zakwasy

Zakwasy najlepiej rozruszać. Dlatego też nie powinniśmy odpuszczać wtedy treningu, ponieważ może być co raz gorzej. Nie każę jednak znów dać sobie popalić, ale wybrać lżejszą formę treningu, porozciągać się, rozruszać obolałe mięśnie, aby szybciej wróciły do formy. 

Ciągle ćwiczę

To źle! Twój organizm to nie robot, musi mieć czas na odpoczynek. Dobra regeneracja jest tak samo ważna jak ciężki trening. 1 dzień przerwy podczas tygodnia to minimum! Jeśli jesteś początkująca - nawet 2-3 "rest days" będą odpowiednie. Jeśli przeciążysz swoje ciało - nie wyjdzie Ci to na dobre, a efekty będą gorsze. Pamiętajcie - co za dużo to nie zdrowo :)

A Wy kiedy mówicie - STOP, dziś nie ćwiczę? :)

sobota, 5 kwietnia 2014

"I skacz, skacz, skacz kiedy inni skaczą!"

Macie skakankę?

Nie?

To czas najwyższy kupić! Kilkanaście-kilkadziesiąt złotych, a wydatek na pewno się opłaci. 

Jeśli jednak w domu posiadasz skakankę, a ona leży i kurzy się - weź ją do ręki i przypomnij sobie, że warto.

Na początku skakałam kilkanaście lat temu jako dziecko. Przez te lata jednak zapomniałam jak to się robi! To nie żart. Gdy dostałam skakankę w grudniu moje pierwsze próby skończyły się złością - nogi mi się plątały, skakanka obijała mi się o nogi, 5 skoków to był maks. Zaletą jednak jest to, że nie jest to taka trudna sztuka i bardzo szybko robi się postępy. Następnego dnia było już 20 skoków. Teraz jest ok 100 bez poplątania. 


Dlaczego warto skakać na skakance?
  • Jest to idealne rozwiązanie na trening aerobowy dla osób, które nie lubią biegać, czy jeździć na rowerze. 
  • Skakanie nie tylko spala mnóstwo kalorii (ok 300-400 w ciągu pół godziny), ale także...
  • Idealnie modeluje całe ciało, ponieważ angażuje wiele różnych mięśni: od nóg, przez pośladki, po brzuch, plecy, ramiona (możesz pozbyć się także znienawidzonych motylków przy tricepsie!) i barki
  • Możesz skakać wszędzie - w domu, w parku, ogrodzie, na plaży, czy też w górach
  • Nie jest to drogi sport. Wystarczy kupić skakankę, mieć wygodne buty (nie radzę skakać na boso!) i można naprawdę świetnie się bawić. Jeśli nie macie skakanki może macie jakiś sznur w domu? 
  • To zabójca cellulitu!

Jak skakać?
  • Jeśli nie masz problemów ze stawami, kręgosłupem czy też z sercem - spokojnie możesz skakać bez oporów. Jeśli podejrzewasz, że coś z Twoim zdrowiem jest nie tak - na początku skontaktuj się z lekarzem.
  • Rozgrzej się przed każdym treningiem i rozciągnij zaraz po nim
  • Załóż wygodne buty z dobrą amortyzacją, aby zadbać o komfort, ale głównie o zdrowie!
  • Dobierz dobrą długość skakanki - jeśli staniesz na jej środku powinna sięgać pach
  • Pamiętaj o dobrej technice (wyprostowane ciało z wciągniętym brzuszkiem, skakanie lekko - na palcach, niezbyt wysoko, aby nie obciążać zbytnio stawów)
  • Jeśli jesteś osoba zaawansowaną - skacz na jednej nodze, rób podwójne obroty - baw się! ;)

Sama dodaję skakanie do swoich treningów. Staram się skakać ok 500 - 700 skoków podczas każdego treningu. Zajmuje mi to ok 7 - 10 minut. Oczywiście dostaję lekkiej zadyszki, ale o to chyba chodzi :)


Polecam Wam skakanie z Różową Klarą, ponieważ jest Ona autorką najlepszego skakankowego wyzwania w internecie. Skakałam z Nią przez Australię, a teraz będę kończyć Afrykę, którą musiałam przerwać ze względu na zdrowie. Tutaj znajdziecie najnowsze, kwietniowe wyzwanie - skakanie przez Amerykę Łacińską. 

No to do dzieła! :)



czwartek, 3 kwietnia 2014

Nowe nabytki do biegania, czyli różowo mi!

Przyznaję się bez bicia - uwielbiam kolor różowy! Jest w nim coś uroczego, kobiecego... Oczywiście nigdy nie ubieram się cała na różowo, ale moja szafa zawiera sporo różowych dodatków (sweterek, buty, biżuteria, rajstopy, bluzki, a nawet jedna sukienka). Do tej kolekcji dołączyły dziś kolejne różowe rzeczy, tym razem rzeczy "fit", przeznaczone do biegania.



1. Czapka do biegania. Jest lekka, nie jest ocieplana. Idealna na wiosenne poranki, czy też wczesną jesień. Nie trzeba się martwić, że coś zmarznie, ale też na pewno się w niej nie zapocimy. Firma - Karrimor  - logo odblaskowe.

2. Ciepła opaska firmy Run 365. Wewnątrz warstwa z mikro-polaru, dzięki której można biegać nawet zimą, wiedząc że nie odpadną nam uszy. Teraz planuję w niej biegać rano, czy też wieczorem. Dodatkowo materiał odprowadza wilgoć. Z przodu logo jest odblaskowe, z tyłu mały odblaskowy pasek. 



3. Termoaktywne rękawiczki, również firmy Run 365. Lekki, odprowadzający wilgoć materiał. Także posiada odblaskowe elementy, dla lepszej widoczności po zmierzchu. Co więcej - znajdziemy w nich małą kieszonkę na kluczyk, która świetnie się sprawdzi, jeżeli nie chcemy niczego ze sobą brać, a w legginsach nie mamy kieszeni. Możemy wsadzić tam klucz, ale także jakąś drobną monetę. 



4. Sportowe słuchawki douszne Karrimor. Dedykowane są do biegania, jednak będą nadawały się także do innych sportów. Fajnym patentem jest to, że możemy założyć je za uszy, dzięki czemu jest o wiele mniejsza szansa, że słuchawki wypadną podczas ruszania się. Jeśli słuchawki wypadają jest to bardzo uciążliwe - biegacze dobrze o tym wiedzą.

Jeśli w końcu pójdę biegać (kolano, odpuść mi już - niech zejdzie ta obrzydliwa opuchlizna) i po jakimś czasie będę przebiagała dłuższe dystanse planuję kupić sobie jeszcze pas z bidonem. Teraz jeszcze nie jest mi potrzebny. Pilnym wydatkiem jest malutka mp3, którą będę mogła przypiąć do bluzki, a także wymiana baterii w zegarku z pulsometrem. 

Ogólnie jestem bardzo zadowolona z nabytków, mam nadzieję, że będą służyły długo i dobrze. Na pewno będę się w nich dobrze czuła, szczególnie, że pasują one do mojego stroju "biegacza" (nie, nie jest on cały różowy :)).






wtorek, 1 kwietnia 2014

To nie Prima Aprilis, wakacje już tuż, tuż, czyli plany na kwiecień!

"Wiosna, wiosna, wiosna ach to Ty"... śpiewał Marek Grechuta.Ten jego śpiew prześladuje mnie od jakiegoś czasu. Uświadomiłam sobie, że od nowego roku minęła już połowa czasu do lata! Tak, tak... 1/4 roku już za nami, a przed nami kolejna ćwiartka, aby zawitały wakacje. Te 3 minione miesiące nie były dla mnie łaskawe, o czym dobrze wiecie.
Marzec zapowiadał się idealny -  2 tygodnie regularnych treningów, pierwsze większe efekty -  marzenie. Niestety potem trochę moje plany popsuła wizyta u fizjoterapeuty i przymusowa przerwa w ćwiczeniach.

Zaczynam jednak nowy miesiąc, nowe wyzwania i nowe plany. Marzec i zimę zostawiam daleko za sobą.

Nie jestem jeszcze w pełni sił (ani tych kolanowo - kręgosłupowych, ani górno - oddechowych), jednak muszę już dziś zaplanować najbliższe 4 tygodnie.

Jeśli więc zdrowie mi pozwoli (a musi w końcu pozwolić!), to mój plan treningowy na kwiecień wygląda następująco:

  • powrót do biegania, a konkretniej marszobiegów, aby na początku nie przeciążyć znów stawów. Chciałabym w ten sposób pokonać ok 40-50 km.
  • regularniejsze kręcenie hula - hopem + kręcenie się na twisterze, w sumie - 6h
  • czas poświęcony na inne treningi (głównie domowe przed komputerem + skakanka + ekspandery + hantelki itp.) - minimum 10h
Wiem, że te plany nie są raczej bardzo wymagające, jednak lepiej zrobić coś ponadplanowo, niż planu nie zrealizować, prawda?

A co Wy planujecie na te pierwsze wiosenne dni?