wtorek, 7 kwietnia 2015

[Anty]poradnik - Kwiecień w Słowach

Wstaję rano -  to już 7 kwietnia. Za niecałe 3 miesiące powinnam pokazać się o wiele szczuplejsza na jednej z pięknych plaż. Co tu robić, jak pozbyć się tego tłuszczyku?!

Postanawiam - idę biegać. To co, że za oknem szron i temperatura nie przekracza 0 stopni. Ubieram koszulkę, lekką bluzę, spodnie i biegnę. Będzie mi zimno, ale co tam! Przecież podobno jak zimno to spala się więcej kalorii. 08:00 - już na dworze - wyruszam!

Biegnę i biegnę. Pot leje się strumieniami. Coś mi skrzeczy w płucach, nie mogę złapać oddechu. Matko! Przebiegłam już chyba maraton, nie mam siły. Trzeba było posłuchać tej znanej trenerki i zjeść śniadanie. Ale w sumie po co? To tylko zbędne kalorie. Zaczyna mi się kręcić w głowie. Wracam do domu.
Gdy już przebrana w czyste, niespocone ciuszki przeglądam wykres na Endomondo jest już 8.23. I co teraz? Wrzucić ten wykres na facebooka, czy nie wrzucić? W końcu postanawiam tylko zrobić szybkie selfie, wrzucić je na swoj profil i dumnie podpisać "10km za mną! Taaaaka szczęśliwa <3 <3 <3".

Co by tu teraz zrobić... Mam wolne, mogę odchudzać się dalej. Przecież jak jutro pójdę na zajęcia będzie mi ciężej. Bo co będę jadła przez cały dzień? Trudno będzie mi powstrzymać się od ulubionej zapiekanki. Dlatego też dziś muszę spalić nadmiar kalorii z całego tygodnia. 

Tym razem będę jednak mądrzejsza - przygotuję sobie owsiankę. Zalewam płatki owsianę wodą, włączam gaz i biegnę, bo w DDTVN mówią jak zrzucić tłuszczyk po świętach. Z transu budzi mnie zapach spalenizny. Znów to samo! Muszę zjeść coś innego. Decyduję się na kanapkę z masłem orzechowym, bo przecież jest takie zdrowe. 

Po pysznym śniadanku znów poćwiczę. Instaphoto zroione, followersi dodanie. Cud miód!
Muszę teraz znaleźć idealny zestaw treningowy, który pozwoli mi spalić 1000kcal w pół godziny(bo przecież jestem zapracowana!) W internecie mnóstwo propozycji. Ela proponuje Panią X, Aga Pana Y. Do tego 10tys innych blogerek, każda z nich proponuje coś innego. W końcu wybieram Panią Z. Żeby sie upewnić, czy ten trening na pewno pomoże mi osiągnąć takie rezulataty w szybkim  czasie wpisuję nazwę treningu w google z dopiskiem "efekty". Udaje się! Są powalające. Uśmiechnięte, szczuplejsze buzie po 2 tygodniach stosowania magicznych ćwiczeń. Zero cellulitu! Zero zbędnych kilogramów! Zaczynam trening.
Podskoki, przysiady, wymachy, sprinty. Matko! Przecież to zestaw dla mutantów. Wytrzymuję 15 min. Kładę się na ziemię i chcę umrzeć. Pocieszam się, że podobno i tak spaliłam już 400 kcal i na pewno jutro będzie lepiej.

Czas na lunch! Nie wiem jednak jaka potrawa jest wystarczająco fit. Znów siadam do komputera i wyszukuję "dieta cud". Wyskakuje mnóstwo informacji. Co prawda pojawiają się też takie, że głodowki nic nie zdziałają, jednak ja wiem lepiej. Przecież jadłam już 1500 kcal i w ogóle nie schudłam! Muszę sięgnąć po coś radykalniejszego. 

Sałatka z 25g tuńczyka i pół jajka wydaje się idealnym wyborem. Po mam ochotę sięgnąć po batonika... ale zaraz, zaraz. Jestem przecież na diecie. Mimo wszystko sięgam po ulubioną przekąskę. Przecież zaoszczędziłam kalorie, mogę zjeść go choć troszeńkę. Zresztą - ma w sobie same zdrowe cukry i 5 zbóż. 
Przypomina mi się też, że przecież trzeba pić dużo wody. Jednak w domu same gazowane słodkie napoje. Cóż, muszę udać się do sklepu. Nawet dobrze się składa, przecież po posiłku trzeba iść na spacer. 
Do koszyka sklepowego wrzucam też fit płatki, fit sok, fit wafle, fit batonika, fit pizze i fit jogurty. Będę miała co jeść! W drodze powrotnej wypijam litr wody, żeby nadrobić pierwszą połowę dnia. 

Po powrocie do domu z bulgoczącym brzuchem szykuję fit przekąskę i znów siadam do komputera. Przecież trzeba nadrobić zaległości na blogach i poczytać co u moich ulubionych blogerek. Czasem piszą naprawdę sensowne rzeczy! Dziś niestety trafiam na same glupoty. Jak jeść? 5 posiłków - jak na tym schudnąć! Kolacja o 20? No chyba zwariowały. Przecież każda kobieta na diecie wie, że max o 18. Umiar w ćwiczeniach? Co to znaczy... Nie rozumiem :(
Rozgoryczona decyduję się jeszcze na wieczorny trening. Tym razem spokojny (niech im tam będzie z tym umiarem). Poza tym joga jest w modzie, jest też bardzo zdrowa, a ja jestem bardzo rozciągnięta. Szukam filmiku dla masterów!

Jakieś takie niewygodne te pozycje, tam coś mi strzela, tam drga... Padam. Mam dość tego odchudzania! Nic mi się nie udaje! Może zamiast kupować drogie fit rzeczy oszczędzę sobie na liposukcję! Sięgam po paczkę chipsów i wino. Gdy boli mnie już brzuch zaczynam żałować. Tak dobrze mi szło... 

Już wiem, gdzie popełniłam błąd! Następnym razem muszę zacząć od poniedziałku!


Post został napisany w ramach cyklu Kwiecień w słowach przygotowane przez Różową Klarę.
Mam nadzieję, że wszyscy wiedzą, że jest on utrzymany w konwencji żartu - anty poradnika :))


10 komentarzy:

  1. Pytanie od którego poniedziałku? Najlepiej tego za rok :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brałam to pod uwagę, żeby zacząć od Nowego Roku... ale cóż. Lato już za 3 miesiące! :D

      Usuń
  2. Bardzo fajny antyporadnik, lekko napisany, zabawny :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Haha! Ale się uśmiałam :D. Super post :). I mimo żartobliwego charakteru... jakże w wielu przypadkach prawdziwy..

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny, ale uśmiałam się z tego wpisu :P

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny Anty poradnik :D. Poprawiłaś mi humor :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetny antyporadnik :)
    Pozdrawiam,
    http://fit-healthylife.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Czytanie takiego antyporadnika to niezły sposób na poprawę humoru! Chwilę potem jednak uśmiech zszedł mi z twarzy - uświadomiłam sobie, że istnieją ludzie którzy naprawdę mają takie kiepskie pomysły...

    OdpowiedzUsuń

Podziel się swoją opinią :)
Dziękuję za każdy komentarz. Jest mi niezwykle miło, że poświęciłeś mi czas.