piątek, 13 grudnia 2013

Jestem taki wspaniały, a inni mają tylko szczęście... czyli podstawowy błąd atrybucji.

Ostatnio na zajęciach po raz n-ty przerabialiśmy problem atrybucji. Tak sobie siedziałam i myślałam i stwierdziłam, że jest to całkiem dobry temat na bloga, bo uważam, że świadomość tego, co się w naszych głowach dzieje, może być pomocna przy pokochaniu siebie. A chyba o to chodzi? Zaraz wyjaśnię co konkretnie mam na myśli...

Co to w ogóle jest atrybucja?
Atrybucja jest to przypisywanie czegoś komuś lub czemuś. Jest to taki proces, w którym wnioskujemy o przyczynach zachowania, zarówno swoich, jak i cudzych. Każdy za nas ma potrzebę wyjaśniania. Gdy nasz przyjaciel coś zrobił, coś mu się udało - zastanawiamy się, jak to się stało.

Mamy 2 rodzaje atrybucji: 

  • zewnętrzna - zakładamy w niej, że przyczyna czyjegoś zachowania tkwi w czynnikach zewnętrznych, sytuacji, jaka miała miejsce
  • wewnętrzna - zakładamy w niej, że przyczyna tkwi wewnątrz, związana jest np. z naszymi cechami, zdolnościami itd.

Na przykładzie:
Nasz partner wrócił do domu i zaczął marudzić. Możemy sobie pomyśleć - "pewnie miał ciężki dzień w pracy. szef go wkurzył, pogoda jest fatalna, zmarzł i dlatego tak się zachowuje". Jest to wyjaśnienie przez atrybucję zewnętrzną. Możemy tez pomyśleć - "ech, on jest po prostu zrzędliwą małpą" - wtedy wyjaśniamy jego zachowanie jego konkretnymi cechami. 

Jak już wiecie czym jest sama atrybucja to pora wytłumaczyć, na czym polega podstawowy błąd atrybucji.

Najprościej mówiąc - jest to przecenienia czynników wewnętrznych (np. cech jakiejś osoby), a nie docenianie sytuacji zewnętrznej. 

Marysia dostała w szkole 1. Niestety, nasze automatyczne myślenie, często bez udziału świadomości, podpowiada nam - Marysia jest po prostu głupia. Nie bierzemy pod uwagę tego, że pytania mogły być trudne, albo Marysia ma bardzo trudną sytuacje w domu i nie miała jak się nauczyć.

Kolejny przykład - widzimy jak mama krzyczy na dziecko w sklepie. Od razu myślimy - "co za zła wyrodna matka, złośliwa jędza! Jak można krzyczeń na dziecko". A może tak naprawdę kobieta ma bardzo zły dzień, bo wyrzucili ją z pracy a w dodatku dziecko było po prostu niegrzeczne i po raz pierwszy w jej życiu zdarzyło się, że aż tak zdenerwowała się na swoją pociechę?

Inaczej jest niestety z sukcesami. Jeśli Marysia dostała z kartkówki 5, jak byśmy to wytłumaczyli? Moglibyśmy pomyśleć, że pewnie pytania były banalnie łatwe, albo Marysia ściągała od swojej przyjaciółki. W takiej sytuacji, nie jesteśmy już tacy skłonni do przypisywania dziewczynie mądrości, zaradności itd. 

Jak jednak widzimy siebie?
Zastanówcie się... Coś Wam nie wyszło. Np. nie potrenowaliście dzisiaj. Od razu szukamy przyczyn w sytuacji zewnętrznej - bo miałam dużo nauki, bo moje dzieci zrobiły straszny bałagan, bo mąż nie wyniósł śmieci, bo jest za gorąco na dworze. Mało kto z nas myśli - a może jestem po prostu leniwy?  
Nie zdamy egzaminu. Co wtedy mówimy/myślimy? Pytania były koszmarnie trudne, wykładowca się na mnie uwziął i pewnie krytycznie sprawdzał moją pracę, wyczerpał mi się długopis a w sali było bardzo duszno. Myślicie, że może po prostu jesteście nieinteligentni jak pomyślelibyście w takiej samej sytuacji o Marysi? Raczej nie.

Krótkie podsumowanie -  gdy ktoś odniesie sukces, to szukamy przyczyny w sytuacji zewnętrznej, gdy porażkę - tłumaczymy to jego cechami. Odwrotnie jest w przypadku nas samych. Wtedy każdy sukces na pewno uwarunkowany jest naszymi niezwykłymi zdolnościami, a porażka miała miejsce tylko dlatego, że nie pasowała nam sytuacja zewnętrzna...

Jak to się ma do kochania siebie?
Myślę, że większość z Was już wie ;) 

Po pierwsze - nie patrzmy na innych tak krytycznie. Nie starajmy się przypisywać ludziom złych i niepożądanych cech, tylko dlatego, że coś im nie wyszło. 

Po drugie - myślenie automatyczne, chociaż często przydatne. nie zawsze jest dobre.

Po trzecie - zauważmy swoje wady i postarajmy się je zmienić. Nie jesteśmy doskonali i czasem zawiniliśmy My, a nie świat zewnętrzny. Możemy to jednak zmienić pracą nad sobą.

Wniosek - gdy następnym razem pomyślicie, że ktoś odniósł sukces, bo ma szczęście i sprzyjają mu gwiazdy, a Wy jesteście najwspanialsi na świecie, dlatego się Wam udało - przypomnijcie sobie ten post. Może po przeanalizowaniu sytuacji zobaczycie, że sprawa jest bardziej skomplikowana. 

Bądźcie mniej krytyczni dla innych, a trochę bardziej dla siebie (tylko bez przesady!). Bądźcie za to bardziej życzliwi i mniej zawistni... A na pewno wyjdzie Wam to na dobre i będzie to kolejny krok do pokochania siebie. Takim jakim się jest, w takiej a nie innej sytuacji. 

Powodzenia!
M.





4 komentarze:

  1. Dla mnie to było ciekawe :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super! Warto pisać, chociażby nawet dla 1 osoby.
      Pozdrawiam i dziękuję :)

      Usuń
  2. ja mam właśnie zupełnie odwrotnie, gdy czegos nie zrobie, nigdy sie nie tłumacze, zawsze obwiniam! I zawsze jestem zdeterminowana jak mi na czyms zalezy! Np ostatnio zaliczyłam kolokwium na 3 (na 25osob w grupie, 10 w ogole zaliczyło, było 5 czwórek i 5 trójek) miałam wyjatkowo podłą grupe, ponieważ czesci pytan w ogole nie było w materiałach które wysłała nam Pani doktor, a mimo wszystko zamiast cieszyc sie, byłam zdołowana... i oczywiscie obwiniałam siebie, bo przecież mogłam poczytac cos jeszcze na ten temat...

    OdpowiedzUsuń
  3. to będąc tak przy temacie polecam książkę: Anthony De Mello ,,Przebudzenie'' :)

    OdpowiedzUsuń

Podziel się swoją opinią :)
Dziękuję za każdy komentarz. Jest mi niezwykle miło, że poświęciłeś mi czas.