piątek, 28 lutego 2014

Bikini bez fałdek, czyli 3 miesięczne wyzwanie do wakacji

Pogoda na dworze robi się naprawdę piękna. Słońce świeci co raz wyżej i co raz jaśniej, nasze termometry wskazują wyższą temperaturę, a na niebie królują białe obłoczki...

STOP

Czy jesteśmy gotowi na lato? Czy nasze ciała są takie jakie być powinny, czy tak chcemy pokazać się w bikini? Niestety większość z nas nie jest zadowolona. Ale spokojnie - do lata zostało nam trochę ponad 3 miesiące. Jeśli wykorzystamy ten czas w pełni może być tylko lepiej!


Jak każdy jednak wie, trzeba się naprawdę mocno postarać. Nie ma magicznego syropku, który wyssie z nas dodatkowe centymetry. Musimy same, ciężkimi staraniami, na to zasłużyć. Stąd też pomysł na to wyzwanie...

Jak miałoby ono wyglądać?
Do naszego wyzwania będzie mógł dołączyć każdy - stary i młody, szczupły i gruby, początkujący i zaawansowany, kobieta i mężczyzna. Postaram się, aby każdy znalazł coś dla siebie. Chciałabym ułatwić Wam sprawę najmocniej jak się da, dlatego też co tydzień pojawiałyby się rozpiski z treningami na kolejne 7 dni. Byłyby to ćwiczenia o różnych poziomach intensywności, różnej długości i na różne części ciała. Wiem jednak, że część z Was ma swoje własne treningi, wyzwania - chodzicie na zajęcia fitness, siłownię, biegacie... Spokojnie! Możecie wykonywać swoje plany treningowe. Ważne jest jednak to, żeby ruszać się minimum 3 razy w tygodniu po 30-40 min. Jeśli jednak ktoś nie ma pomysłu na ćwiczenia - będzie mógł korzystać z moich rozpisek. 

Jak już napisałam wyzwanie jest dla każdego:

  • Jeśli jesteś początkujący (od kilku lat się nie ruszałeś, miałeś dłuższą przerwę od sportu) - będziesz wybierał dowolne 3 dni z mojej rozpiski.
  • Jeśli ćwiczysz już od jakiegoś czasu, jednak nie czujesz się mistrzem fitness'u wybierzesz 4 dowolne treningi.
  • Jeśli ćwiczysz już długo, Twoje ciało wygląda całkiem nieźle, pokochałeś jednak ruch - nie martw się! I dla Ciebie coś się znajdzie - trenuj z nami 6 razy w tygodniu, a dodatkowo pojawią się dla Ciebie różne filmiki, które dadzą Ci w kość.
Nie chcę jednak, aby nasze wyzwanie ograniczało się tylko do podania Wam treningów. 

Co przygotuję dodatkowo?
  1. Utworzę wydarzenie na facebooku, w którym będziemy mogli się ze sobą bez przeszkód komunikować. Będziemy mogli się wspierać, pomagać sobie, dzielić się doświadczeniem i cennymi radami
  2. Będą pojawiały się dodatkowe "mini wyzwania". Co jakiś czas będę ogłaszać różne dni, podczas których to do wykonania będziecie mieć dodatkowe zadania. Myślałam o Dniu bez windy, Dniu owsianki, Dniu dla pośladków i wiele innych niespodziankach
  3. Chcę także, abyście poszerzyli swoją wiedzę dotyczącą zdrowego trybu życia. Napisze dla Was całkiem sporą garść postów z ciekawymi informacjami, a także będę dzielić się ciekawymi linkami.. Mam nadzieję, że dzięki temu poznacie lepiej swoje ciała, będziecie wiedzieć gdzie znajdują się poszczególne mięśnie, oraz jak ćwiczyć najefektywniej.
  4. Na pewno nie zabraknie także sporej dawki motywacji! Dużo zdjęć, dużo cytatów i bardzo dużo wsparcia.
  5. Pamiętajmy jednak, że ćwiczenia to nie wszystko! 70% naszego sukcesu to odpowiednia dieta (i nie chodzi tutaj o głodówki!). Chcę ułatwić Wam także to - znajdziecie od czasu do czasu informacje dotyczące zdrowego żywienia: zapotrzebowania energetycznego, witamin, co jeść, aby mieć więcej siły do ćwiczeń, a także przykładowe jadłospisy.
  6. Szykuję także dla Was KONKURS! :) Chcę, żebyście byli naprawdę zmotywowani do zmiany. Dlatego też najlepsza metamorfoza zostanie nagrodzona (jeszcze nie wiem czym, zobaczę jak moje fundusze itd., ale postaram się, żebyście byli zadowoleni). Pierwszego dnia wyzwania wszyscy zrobimy sobie zdjęcia z najnowszą gazetą (żeby było wiadomo, jaki to dzień). Zdjęcie powtórzymy po 3 miesiącach. Wspólnie wybierzemy tego uczestnika, który osiągnął najwięcej. Mam nadzieję, że wizja uznania, chwały i nagrody ułatwi Wam danie z siebie wszystkiego w walce o lepsze ciało.
To wydarzenie będzie dla Was, ale także dla mnie! Sama od jakiegoś czasu potrzebuję solidnego kopa w tyłek, żeby zabrać się do roboty. Jestem bardzo podekscytowana wizją tego wydarzenia. Jeśli wszystko wypali - będę bardzo zadowolona :)

Czekajcie na nowe informacje dotyczące wydarzenia. Mam nadzieję, że ruszy ono w przyszłym tygodniu (niekoniecznie od poniedziałku. Chcę popracować jeszcze nad grafiką, treningami - dopracować każdy szczegół.

Jesteście chętni? :)
·         

poniedziałek, 24 lutego 2014

Poznaj witaminy część 1 - Witamina C

Do napisania tego postu zainspirowało mnie... przeziębienie! Tak, niestety i mnie dopadło to świństwo. Od kilku dni gardło drapie i boli i w ogóle czuję się tak jakoś nieswojo. Zaczęłam łykać jakieś tabletki z witaminą C między innymi i... nagle dotarło do mnie, że w sumie wiem, że witamina C to jakaś odporność, jest w cytrynie, ale tak naprawdę nie wiem nic więcej... Sama chciałabym się czegoś dowiedzieć, a przy okazji podzielić się tą wiedzą z Wami. 

Witamina C to tak naprawdę kwas askorbinowy. jest to jedna z najbardziej znanych, jak nie najlepiej znana witamina.  Zalecana dawka tej witaminy to  dla dorosłego człowieka od 45 do 90mg na dobę.


Pełni ona dużo różnych ról w naszym organizmie:

  • ma właściwości przeciwutleniające, dzięki czemu może zmniejszyć ryzyko występowania chorób chronicznych (np. rak, zaćma, choroby serca), a także chroni przed wolnymi rodnikami substancjami toksycznymi
  • umożliwia wytwarzanie rozpuszczających tłuszcz hormonów stresu
  • związana jest z produkcją kolagenu, który odpowiada między innymi za gojenie się ran
  • zwiększa odporność organizmu
  • obniża ciśnienie krwi

Jakie są skutki niedoboru witaminy C?
  • wolniejsze gojenie się ran, a także powstawanie siniaków
  • samoistne krwawienia
  • niedokrwistość
  • osteoporoza
  • szkorbut
  • bóle stawów i mięśni
  • schorzenia układu pokarmowego
Większość ludzi, którzy odżywiają się zdrowo przyjmują zalecaną dawkę razem z pożywieniem.. Jednak w dobie suplementów diety, żółtych kapsułek innych cudów na kiju  może się zdarzyć tak, że ktoś przedawkuje witaminę C. Zazwyczaj nadmiar usuwany jest wraz z moczem. Mogą pojawić się jednak objawy przedawkowania:
  • problemy żołądkowe
  • wysypka
  • nudności
  • kamienie na nerkach
  • i tutaj najważniejsze - nadmiar witaminy C może być groźny dla płodu, dlatego też kobiety w ciąży powinny tego unikać!
No i najważniejsze - gdzie znajdziemy sporą dawkę witaminę C?
  • papryka ( najwięcej papryka chilli)
  • cytrusy
  • czarna porzeczka
  • brukselka
  • seler naciowy
  • brokuły
  • kiwi
  • kalarepa
  • szpinak
  • wątróbka wołowa
  • i wiele, wiele innych... :)

Na koniec kilka ciekawostek:
  • jeśli palisz papierosy - Twoje zapotrzebowanie na witaminę C rośnie (ale mam nadzieję, że rzucisz palenie całkowicie!)
  • jeśli [długotrwale przyjmujesz aspirynę - Twoje zapotrzebowanie na witaminę C - także rośnie
  • witamina C nie należy do najtrwalszych -przy wysokiej temperaturze (gotowanie, duszenie potraw) traci się ok 75 % witaminy C, a podczas suszenia owoców aż 90%!
  • surówki z pomidorów i kapusty długo zachowują witaminę C, chyba że dodamy do tego świeżego ogórka, który przyspiesza rozkład tej witaminy
  • witamina C wzmocni naszą odporność
  • no i największe zaskoczenie - czosnek i cytryna nie mają wcale tak dużo tej witaminy! ich dobroczynne działanie związane jest raczej z substancjami bakteriobójczymi, które się w nich znajdują
Mam nadzieję, że post był przydatny i dowiedzieliście się czegoś Witamina C nie jest jednak jedyną witaminą na świecie, dlatego też spodziewajcie się raz w tygodniu nowej witaminki! ;) Zrobimy cały witaminowy cykl. 

piątek, 21 lutego 2014

"Chcę zacząć ćwiczyć" - kilka ważnych spraw na początek

Każdy, nawet najlepszy sportowiec kiedyś musiał postawić pierwszy krok. Każdy musiał kiedyś podjąć decyzję, że zacznie się ruszać (no chyba, że był bardzo mały i decyzję tę podjęli za niego rodzice :)).
Niestety większość z nas, szczególnie kobiety(!!!), zaczynają myśleć o sporcie gdy chcą zmienić swój wygląd - zrzucić to i owo, dobrze wyglądać w bikini, czy też poprawić swoją kondycję. 

W tym poście chciałabym napisać kilka rzeczy bardzo ważnych dla osób początkujących. Osoby ćwiczące już dłuższy okres czasu także mogą poświęcić parę chwil na przeczytanie - może dowiecie się czegoś więcej? :)

NAJWAŻNIEJSZE  - ZACZNIJ DZIŚ! Nie jutro, nie w poniedziałek, nie w nowym roku. Dziś to idealny dzień. Dzięki niemu będziesz już krok bliżej :)


1. Skontaktuj się z lekarzem. To najważniejszy punkt. Jeśli masz sporo nadwagi, czujesz się wiecznie zmęczony, pobolewają Cię kości i stawy, masz problemy z zasypianiem, jesteś po porodzie - nie ważne! Zawsze idź chociaż do lekarza pierwszego kontaktu i powiedz, że chcesz zacząć się ruszać. On postanowi co dalej, czy będą potrzebne inne badania. Może wydać Ci się to śmieszne, ale jeśli kilka lat nic nie robiłeś - dla Twojego organizmu może to być duży szok. Sprawdź krew - czy nie masz anemii, jeśli ważysz dużo za dużo spytaj się - co możesz robić na początek, żeby nie zepsuć sobie stawów, jeśli niedawno rodziłaś - spytaj się położnej lub ginekologa, czy to już czas na ćwiczenia.

2. Nie porywaj się z motyką na słońce! Małe kroki są najlepsze. Jeśli postanowisz sobie, że nagle zaczniesz ćwiczyć 6 razy w tygodniu po 1,5 h a do tego zmienisz swoją dietę - zmartwię Cię. Aktywność zmęczy Cię bardzo szybko. Jeśli nawet będziesz wytrwały to zbuntuje się Twój organizm...

3. ... dlatego też na początku postanów, że będziesz ćwiczyć 3 razy w tygodniu po 30 minut. Jeśli uda Ci się wytrwać przez ok 3 tygodnie możesz dodać dodatkowy dzień ćwiczeń oraz zacząć wydłużać treningi.

4. Pamiętaj jednak o dniu przerwy. Tzw. rest day jest bardzo ważny - pozwala naszym mięśniom się zregenerować, ciało odpoczywa, ryzyko urazu i przemęczenia spada. 

5. Jeśli nie ruszałeś się bardzo długo zacznij od spacerów. Godzina żwawego marszu i tak da Ci popalić! Z czasem zwiększaj poziom swojej aktywności - możesz zacząć przeplatać marsz truchtem, potem całkowicie zamienić chód na bieg, zwiększać prędkość itd. Tak samo z każdą inną aktywnością - nie musisz od razu chodzić na zajęcia fitness dla zaawansowanych.

6. Zastanów się co chcesz osiągnąć - chcesz schudnąć, wyrzeźbić ciało, poprawić wydolność, a może zwiększyć siłę. Dla każdego z celu musisz inaczej dobrać trening (niedługo postaram się napisać jak konkretnie powinieneś ćwiczyć, żeby osiągnąć swój cel). Pamiętaj też, aby Twój cel był realny! W ciągu tygodnia nie staniesz się Modelką Victoria Secret :)

7. Nie zniechęcaj się tak szybko! Zacząć z jednej strony jest łatwo, gorzej jednak wytrwać w swoim postanowieniu. Pamiętaj, że jesteś człowiekiem - możesz popełniać błędy, możesz nawet upaść na samo dno, żeby potem móc się z niego odbić. 

8. Postaraj się nie robić przerw w ćwiczeniach dłuższych niż 3 dni - wtedy trudno będzie Ci wytrwać i być regularnym.

9. Pamiętaj o różnorodności - inaczej szybko się znudzisz, Twój organizm się przyzwyczai, a co za tym idzie - nie będzie efektów. Biegaj, pływaj, ćwicz w domu, pójdź na łyżwy, siłownię. Wyszukuj co raz to nowsze treningi w internecie ( w tym pomogę Ci ja :), często na swoim fanpage'u piszę o ciekawych treningach, które wynajduję).

10. Nie ćwicz dla efektów - one same przyjdą. Postaw sobie inny cel (przebiec 5 km, dać radę wykonać jakiś trening bez przerwy, podnieść 50 kg). Jeśli za bardzo koncentrujemy się na efektach, to łatwo możemy się zniechęcić. Nie mierz i nie waż się codziennie. Raz w tygodniu, a nawet raz w miesiącu na pewno wystarczy!

11. Nie sugeruj się metamorfozami innych, nie wierz we wszystkie metamorfozy w internecie. Dlaczego? O tym przeczytasz tutaj.

12. Stwórz sobie plan - co, kiedy, gdzie, z kim chcesz ćwiczyć. Łatwiej Ci będzie wytrwać, będziesz wiedzieć do czego dążysz. 

13. Zainwestuj. Nie musisz od razu kupować butów za 400 zł, jednak w zwykłych trampkach bieganie może być bolesne i kosztować Cie więcej niż buty. Pamiętaj o wygodnym stroju - dresie, czy bluzkach termoaktywnych. Tutaj pozwolę sobie na małą reklamę (chociaż mogę zostać zlinczowana!) - dobrą i tanią odzież sportową, która posłuży Ci na dłuższy okres czasu, ale nie wydasz na nią majątku znajdziesz tutaj :). Ręczę za to! 
Czyhaj także na różne okazje w sklepach - ostatnio Lidl i Biedronka mieli fajne oferty z odzieżą i sprzętem sportowym. 

14. Nie zapomnij o zdrowym żywieniu!!!

Często piszecie do mnie także od czego zacząć, co ćwiczyć, jakie treningi polecam, co przyniesie najlepsze rezultaty, kiedy zobaczycie efekty. 

No to najważniejsze kwestie:
  • zacznij od rzeczy prostych, żeby się nie zniechęcić. Spacer, marszobieg, pływanie, proste treningi w internecie.
  • wypróbuj różnych trenerów i różne treningi. Nie ograniczaj się do jednej rzeczy (np. Skalpel Ewy Ch.). Jednego dnia poćwiczyć z Mel B, następnego Turbo Ewy Chodakowskiej, potem poszukaj treningu na Fitness Blenderze - dobierz trening do siebie, a nie odwrotnie. To, że Twoja przyjaciółka uwielbia treningi z Tiffany Rothe nie znaczy, że i Ty je pokochasz.
  • mieszaj w ciągu tygodnia różne treningi - efekty będą lepsze, wolniej się znudzisz. Jednego dnia idź pobiegaj, 2 dni później poćwicz przed komputerem. Następnie pokręć hula - hopem i pobaw się ciężarkami, idź popływać itd.
  • Nie ograniczaj się do jednego typu ćwiczeń. Większość osób skupia się głównie na aerobach (biega, jeździ na rowerze itd.), bo słyszała, że tak najszybciej pozbędzie się nadbagażu - nieprawda! Aeroby są ważne, pozwolą na spalenie tłuszczu,  ale mogą nie wystarczyć. Dorzuć do swojego planu trening interwałowy, a także siłowy. I tutaj Drogie Panie - nie bójcie się siłowni! Trening siłowy ma tyle samo zalet co trening kardio. Dzięki niemu spalicie bardzo dużo kalorii, przyspieszycie swój metabolizm, wzmocnicie mięśnie itd. 
  • nie ustalaj sobie konkretnej daty w stylu  - " dokładnie za miesiąc będę miała 10 cm mniej w talii". Jeśli Ci się uda - super. Gorzej jeżeli nie. Wiem, że efekty najbardziej motywują, wiem także, że każdy na nie czeka, jednak każdy organizm jest inny, a każde ciało inaczej podatne na ćwiczenia. Nie bój się - po miesiącu regularnych ćwiczeń coś powinno zacząć się zmieniać. Po 3 miesiącach inni także powinni to dostrzec.



Jeśli macie jakieś pytania - piszcie śmiało! Na pewno odpowiem, mogę rozwinąć niejasności. 

środa, 19 lutego 2014

Moja kariera narciarska... zakończona

Post będzie krótki, treściwy, pełny żalu :(

Kilka dni temu pisałam, że spróbuję swoich sił na nartach. Spróbowałam... i zakończyłam to dość szybko.
W poniedziałek założyłam narty, poupadałam, powstawałam. Nawet kilkadziesiąt metrów zjechałam, skręcałam i nie upadałam! Trochę czułam kolano, ale jakoś dawałam radę i myślałam, że we wtorek powtórzę swój mały sukces i dodam coś do tego.
Niestety - obudziłam się ze spuchniętym kolanem, a więzadła były twarde jak kamień. Postanowiłam zrobić dzień przerwy i dziś znów spróbować.

Jadłam śniadanie, kucnęłam i już nie wstałam. Kolano strzeliło tak głośno, że gdy P. to usłyszał kategorycznie zabronił mi jeździć na nartach. Ba! Nie chciał nawet żebym weszła sama po schodach.

Tak więc od kilku godzin na mojej nodze znajduje się orteza, kuleję, a o narciarstwie mogę zapomnieć. 

Piszę tego posta, żeby trochę się wyżalić. Wkurza mnie to moje kolanko... Mam 22 lata, a stawy gorsze niż własna Babcia. Co więcej, byłam już u niezliczonej ilości lekarzy i żaden z nich nie jest w stanie mi powiedzieć co się dzieje z tym moim kolanem. Stawiają na niestabilność, więzadła, rzepkę, reumatyzm i szereg innych chorób. Leczą mi tyko skutki, a żaden z nich nie może odkryć przyczyny... Powiem Wam, że nie życzę tego nikomu. Czuć się chwilami więźniem we własnym ciele. 

Boję się co będzie po powrocie do domu. Nie wiem jak długo nie będę mogła ćwiczyć. To przykre - chcieć, a nie móc. I nikt nie potrafi mi pomóc...
Dlatego jeśli macie namiary na dobrych ortopedów, najlepiej w województwie Dolnośląskim, proszę - napiszcie prywatnie, albo w komentarzu namiary na nich. Nie chcę w wieku 20 lat zostać kaleką. Chcę być zdrowa jak rybka. Chcę móc skakać, biegać, jeździć na nartach, snowboardzie, pływać żabką, skakać na skakance, robić przysiady i szereg innych rzeczy. Nie chcę się ograniczać i nie chcę czuć bólu.

Mam nadzieję, że nie macie i nie będziecie mieć problemu ze stawami... 

Jeśli jednak czujecie choć mały ból, jeśli czujecie, że coś jest nie tak - nie czekajcie do ostatniej chwili. Załatwicie sobie kilka miesięcy przerwy od sportu (wiem co mówię...). Idźcie od razu do lekarza. Nie lekceważcie niczego co niepokojące.

niedziela, 16 lutego 2014

Zimowe szaleństwa

Fanką zimy nie byłam nigdy. Myślę także, że nigdy już nie będę. Jestem największym zmarźluchem świata - rękawiczki nosze od października do marca, a czasem i kwietnia. Idealna temperatura 25-32 st. -  wtedy czuję się jak w niebie. Gdy za oknem śnieg i minusowa temperatura, dopada mnie paniczny lęk - ileż to warstw muszę na siebie włożyć, żeby nie zamarznąć po drodze do auta - 4 nie starczają, może 6?


Jeśli nie lubię zimy - sporty zimowe raczej także kuszące mi się nie wydają.

Łyżwy - tragedia. To akurat wina nauczycielki wf'u, która w gimnazjum tak zraziła mnie do tego sportu, że od momentu skończenia szkoły minęło parę lat, ja dalej nie chcę zakładać łyżew (swoją drogą o moich cudownych lekcjach wychowania fizycznego przeczytacie tutaj).

Narty - byłam na obozie narciarskim w dzieciństwie. Miałam może 10-11 lat. Ogólnie sam obóz wspominam miło. Narty - niekoniecznie. Jestem chodzącym nieszczęściem. Raz skręciłam nogę w kostce, a raz w kolanie. Dlatego też od kilkunastu lat boję się nart, ale może niedługo to się zmieni (przeczytajcie do końca post! :))


Snowboard - tutaj urazu nie mam! Chyba, że do orczyka, który dla wielu snowboardzistów jest przekleństwem (poobijana kość ogonowa..). Co prawda mistrzem nie byłam, jednak jakoś udawało mi się zjeżdżać ze stoku, będąc całą, żywą i w jednym kawałku. Niestety moje kolano nie polubiło tego sportu, ponieważ było bardzo obciążone. Dlatego też, od bodajże 2/3 lat nie zawitałam na żaden stok. 

Sanki - pomimo roztrzaskania w dzieciństwie sanek na kilkanaście części na drzewie - to chyba mój ulubiony zimowy sport! Szczególnie, jeśli jestem tą ciągniętą! :)

Ale.... jutro jadę na kilka dni z Rodziną, Druga Połówką i Znajomymi w góry. Długo myślałam co będę tam robić - czy biernie kibicować, czy jednak przełamię się i znów coś pokombinuję. Podjęłam decyzję, że spróbuję swoich sił na nartach. Po kilkunastu latach! Mam nadzieję, że żałować nie będę i nie wrócę z żadną kontuzją. Minusem jest moje, znane już Wam, kolano, które bardzo, ale to bardzo lubi przeskakiwać z miejsca na miejsce. Jeśli niefortunnie upadnę - może to się skończyć źle. Liczę jednak na Wasze kciuki, pomoc P. i Siostry, którzy dzielnie będą pomagali mi stawiać "pierwsze-niepierwsze" kroki na tych dwóch deskach. Mam nadzieję, że dzięki temu w końcu polubię narty, a zima będzie dla mnie chociaż minimalnie urokliwa (na chwilę obecną gdyby zimy nie było na pewno bym nie płakała - wręcz przeciwnie). Trochę żal mi snowboardu. Zjeżdżanie sprawiało mi nawet przyjemność, jakoś sobie radę dawałam - ogólnie źle nie było. Boję się jednak, że obciążone kilka godzin stawy dawałyby o sobie znać, a o wiele większa ilość upadków mogłaby mnie wyłączyć w normalnego funkcjonowania na kolejne miesiące. 

Zobaczymy jak to będzie... czas pokaże! :) Nie tylko ja będę się uczyła zjeżdżania, ale także mój mały, 4-letni brat. Na pewno zdam Wam relację z pobytu i czy udało mi się w końcu chociaż troszkę polubić śnieg.

A Wy jeździcie na czymś? Lubicie zimę i zimowe sporty?

środa, 12 lutego 2014

Nowe wyzwania, nowe możliwości

Tak na koniec dnia chciałam się z Wami podzielić wyzwaniami, w których biorę/będę brała/chyba będę brała udział :) Może też do czegoś dołączycie?

1. Wyzwanie na pośladki. Data jest tam tylko umowna - możecie zacząć kiedy chcecie. Fajnie jest mieć super pośladki, jednak za duża liczba przysiadów obciąża mi kolana. Dlatego też to wyzwanie jest fajną alternatywą. Różne filmiki, różne ćwiczenia - podoba mi się!

Tutaj znajdziecie wydarzenie na facebooku
Tutaj znajdziecie wszystkie filmiki

A tutaj rozpiska co i jak :)
2. O tym wyzwaniu dowiedziałam się, bo napisała o nim na swoim blogu Savannah. Ona znalazła to przeglądając blogsferę. Jest to wyzwanie czytelnicze. Lubię czytać, jednak często brakuje mi na nie czasu. Teraz się zmobilizuję. Bo muszę przeczytać do końca roku tyle, ile mam wzrostu czyli całe 164 cm! :D
Więcej o wyzwaniu dowiecie się tutaj. Zapraszam do wspólnego czytania! :) Nie możemy ćwiczyć tylko ciała, ale także umysł, wyobraźnię...

3. Moje prywatne wyzwanie sportowo - serialowe. Jak wiecie w domu mam hula -hop i twister. Czasem z nich korzystam, a czasem nie. Postanowiłam zawalczyć o lepszą talię (lub o talię w ogóle :)) i zapadła decyzja, że za każdym razem jak będę oglądać Na Wspólnej to MUSZĘ kręcić hula-hopem, lub kręcić się na twisterze. Oczywiście mogę robić to też w innym czasie, jednak te 80 min tygodniowo jest to moje absolutne minimum. Połączenie przyjemnego z pożytecznym. Na przełomie marca/kwietnia do wyzwania dołączę Chirurgów, co da kolejne 40 min tygodniowo :)

4. Wyzwanie z Tiffany Rothe. Może jutro zrobię na facebooku wydarzenie. Zasady będą proste - Tiffany i jej super ćwiczenia na boczki - co najmniej 3 razy w tygodniu. Po wczorajszych zakwasach, wiem, że już nigdy, ale to nigdy nie porzucę tego zestawu na tak długo! :) Zobaczymy, czy regularne ćwiczenie z Tiff i jej uśmiechem przyniesie rezultaty. 

Tutaj Tiffany i przyjemne 10min ćwiczeń, które daje nieziemskie zakwasy, w miejscach o których nie mieliście pojęcia.

A Wy bierzecie jeszcze udział w jakiś fajnych wydarzeniach i wyzwaniach? :) Jeśli tak to podzielcie się! Może dołączę. 
A teraz zabieram się za krótki wieczorny trening.

Czy naprawdę musimy być lepsi niż wczoraj?

Ostatnio w internecie non stop natykam się na hasła - bądź lepszy niż wczoraj, zrób coś ze swoim życiem itd. Tak, częściowo się z tym zgadzam. Jeżeli nie jesteśmy zadowoleni z życia, albo nawet z jakiegoś jednego jego aspektu - warto coś z tym zrobić. Chcielibyśmy więcej czytać, to zaczynamy czytać, spędzić czas z dzieckiem - to spędzamy, zrobić coś ze swoim ciałem to ćwiczymy itd. Ale powoli, małymi krokami...




Ok - wszystko się zgadza. Ale po co zaraz ta nagonka, żeby być lepszymi niż wczoraj - od razu, hop i już jesteśmy lepsi, życie się zmienia, ptaszki ćwierkają - wszystko pięknie. Bez sensu. Zmienianie swojego życia wymaga wiele pracy. Nawet jedna rzecz do zmiany jest bardzo energochłonna, a co dopiero bycie lepszym w każdym możliwym aspekcie. 
Może jestem realistką, może i nawet pesymistką (w co szczerze wątpię), ale nie wierzę w natychmiastowe zmiany. Żadne! Bawi mnie jak ktoś jeden dzień nie zje czekoladki i mówi, że teraz już na pewno jego życie jest lepsze, bo jeszcze pół roku i będzie szczupły. 2 dni później jednak zjada całą tabliczkę czekolady, znów jest gorszy i cała zabawa zaczyna się od początku.

Tak, powinniśmy walczyć ze swoimi słabościami. Tak, powinniśmy zrobić coś z naszym życiem, jeśli nie jesteśmy zadowoleni. Ale wszystko na spokojnie. Ciągle słyszę/widzę/czytam - że jeśli nie zmienię czegoś tu i teraz, a jutro będę tak samo beznadziejna jak dziś, to moje życie będzie pasmem nieszczęść i porażek (oczywiście trochę koloryzuję :D). 
A może tak zmienić podejście? Wziąć się za siebie i swoje słabości, ale nie mieć aż takiego parcia, że jeśli się nie uda, że jeśli się potknę, jeśli zawiodę, to wcale nie jestem beznadziejna. Jestem silna, bo się nie poddaję. Może jestem taka sama jak wczoraj, ale i tak kocham siebie? Nie muszę być perfekcyjna, nie muszę wyglądać jak Marylin Monroe i mieć IQ Einsteina. Nie muszę przed snem mieć przemyśleń rodem wziętych z książek Kanta. Jedyne co muszę, to być szczęśliwą. Jeśli bycie codziennie lepszym człowiekiem mnie uszczęśliwia - ok. Jednak czy naprawdę jesteśmy w stanie tak szybko się zmieniać?

Podsumowując - rozumiem ideę bycia lepszym niż wczoraj. Uważam ją nawet za całkiem słuszną! Jednak podchodziłabym do niej trochę inaczej, spokojniej, bez wielkiej presji. Nie brałabym tego aż tak na poważnie.
Mogę być lepsza niż wczoraj bo wytrzymam 3 s dłużej w pozycji plank, mogę napisać więcej stron do pracy magisterskiej, mogę być lepsza, bo uśmiechnę się do kogoś. Mogę być lepsza! 
Fajnie jeśli mi się uda, byleby było to na dłuższy okres czasu, a nie taka sinusoida "lepiej-gorzej; lepsza niż wczoraj - beznadziejna"... 

Ale czy jeśli nie będę lepsza,  to jestem fatalna bo się poddaję? 
Nie.

*mały edit - do napisania tego tekstu zainspirowały mnie konkretne komentarze, posty, które właśnie nie mówią o metodzie małych kroków, tylko o natychmiastowej zmianie siebie. Tak jak napisałam - metoda małych kroczków jest super - i jeśli o to chodzi, to jestem na tak. Nie podoba mi się jednak:
1. że jeśli nie zrobię małego kroczku to jestem beznadziejna
2. że mam to zrobić tu i teraz, wszystko na raz. A niektórzy tak uważają.

niedziela, 9 lutego 2014

Skalpel Wyzwanie - nie dla każdego

Od dłuższego czasu przymierzałam się do poćwiczenia z nową płytą Ewy Chodakowskiej. utrudniała mi to sesja, wizja innych treningów, lenistwo itd...
W końcu się udało i mam bardzo mieszane uczucia. 

Swoją "recenzję", która podkreślam - jest subiektywną opinią, podzieliłam na 2 części. Po pierwsze - wrażenia po ćwiczeniach, po drugie - strona wizualna, muzyczna itd.

Ćwiczenia

Skalpel podzielony jest na sety, na określone partie ciała. Zaczynamy od rozgrzewki - potem nogi, ćwiczenia plank, na boczki, na brzuch, pośladki i plecy. Na koniec - rozciąganie. Już sama forma dla mnie średnia. Jeśli chcę poćwiczyć np. pośladki to do treningu dołączam ćwiczenia na pośladki. Jednak jak chcę poćwiczyć całe ciało, wolałabym przeplatać ćwiczenia - trochę nóg, trochę brzucha, boczki, nogi, pośladki, brzuch, pośladki... Pomagają to odciążyć trochę nasze stawy. 

Rozgrzewka
- mało dynamiczna, nie poczułam się rozgrzana, trochę wspięć na palcach, nic specjalnego. Jeśli będę powtarzać to kiedyś to muszę rozgrzać się sama - trochę własnej muzyki i inwencji i wyjdę na tym lepiej. Nudy.

Nogi
+ uda palą!
+ są to ćwiczenia, które angażują także równowagę - fajnie!
+ mogą przynieść oczekiwane rezultaty

- nie jest to zestaw dla osób, z problemami ze stawami! za bardzo obciążane są kolana, które mnie bolały. Nawet po biegu mnie tak nie bolą
- po raz kolejny nie ma dobrze wytłumaczonego jak wykonywać przysiady i inne ćwiczenia poprawnie, dla osób nowych, które nie miały zbyt wiele wspólnego z ćwiczeniami to może być problem
- znów kolana, bo to dla mnie naprawdę ogromny minus :(

Plank
+ uwielbiam ćwiczenia "deski" bo rozwijają wiele partii ciała
+ fajne urozmaicenie - deska na dłoniach i na łokciach

- wolałabym przeplatać trening plankami, bo jednak kilka minut non stop jest męczące
- zdarte łokcie to nie jest plus i słowa Ewki, że " tak ma być" to bardzo słabe ;/

Boczki
+ ciekawe urozmaicenie
+bardzo fajne ćwiczenie na boku z jedną nogą zgiętą! 
+ czuć jak pracują mięśnie skośne brzucha i pleców
+ lubię wyzwania

- dla niektórych ćwiczenia mogą być za trudne - przydałaby się jakaś alternatywa dla początkujących

Brzuch
+ ćwiczenia łatwe, ale dla każdego
+ nie czułam obciążonego odcinka lędźwiowo - krzyżowego

- trochę krótki ten zestaw, szczególnie, że dużo kobiet uważa swój brzuch za najgorsze miejsce

Pośladki
+ o  tak! Super zestaw
+ pośladki palą!
+ ćwiczenie "tęcza" - genialne, czuć dokładnie co pracuje

- więcej, więcej chcę! :)

Plecy
+ fajnie, że jest taki zestaw. Dużo kobiet zapomina o plecach, które po pewnym czasie zaczynają boleć,b o są bardzo obciążane, a nie są wzmacniane.

Rozciąganie
- nic specjalnego, wolę rozciągnąć się sama

Podsumowując tę część  - wolałabym żeby sety jednak były mieszane. Dodałabym także trochę kardio, nie mówię, że dużo. Ale gdyby np. między setami poskakać, zrobić pajacyki - cokolwiek. Czułabym się bardziej zmęczona, trening spaliłby więcej kalorii, a metabolizm się podniósł. Ćwiczenia trwały tylko 40 min, ale niestety dłużyły mi się bardzo. Moje kolana dostały wycisk, na który nie zasłużyły. Dlatego nie będę często powtarzała tych ćwiczeń, Wolę skalpel 1, który jest niestety jeszcze mniej intensywny, ale przynajmniej jest dla mnie mniej bolesny. Jeśli nie macie problemów z kolanami - zazdroszczę! Ale i tak uważajcie. Wykorzystam na pewno zestaw pośladkowy, bo jest boski. Fajnie czuć co i jak. Zestaw na boczki trudny, ale wydaje mi się, że efektywny. 

Inne - czyli muzyka, wygląd, sama płyta

+ ładne jasne pomieszczenie - ładnie się prezentuje Ewa i ćwiczenia! :D
+ dobra akustyka
+ związane włosy Ewy, głupota, ale przy skalpelu 1 mi to przeszkadzało
+ Ewa umie motywować, chociaż... 

- ... na dłuższą metę "dasz radę" itp. może męczyć
- muzyka, można zasnąć
- fajnie, że odmierzany jest czas do końca, ale czemu w różnych miejscach ekranu? to denerwujące. 
- wyświetlające się co jakiś czas reklamy w dolnym rogu - tragedia!

Jeśli lubicie Ewę i jej głos - będziecie zadowoleni. Ja jednak pewnie po jakimś czasie włączyłabym własną muzykę, Ogólnie oprawa płyty jest fajna,e statyczna, minimalistyczna, ale to ćwiczenia są tutaj najważniejsze. Ogromnym minusem są dla mnie reklamy, które się pojawiają. Ćwiczę i drżę, a tu nagle wyskakuje mi dezodorant. Strasznie mnie to rozśmieszyło.

Gdybym miała wystawić ocenę za ten program to byłaby to ocena dostateczna. Nic szczególnego, nie będzie to mój ulubiony trening Ewy, moich kolan na pewno też nie. Jest jednak kilka cennych rzeczy, jak zestaw na pośladki czy boczki. Wydaje mi się też, że regularne ćwiczenia tego zestawu może ładnie i delikatnie wyrzeźbić ciało. Nie stawiałabym jednak tylko na to. Dodajcie jakieś cardio, czy coś :) A efekty będą lepsze.

A Wy ćwiczycie Skalpel Wyzwanie? Co o nim myślicie?

Małe rzeczy, a cieszą...

Co daje Wam szczęście? Głupie pytanie, ale jednak potrzebne.

Tak nagle mnie naszło na refleksje... Potrzebuję szczęścia, jak każdy, a czasem łatwo o nim zapomnieć. Wir zajęć - uczelnia, praca, rodzina, dom, dzieci, ulubiony serial, nauka, szkoła - zapominamy przez to wszystko o najważniejszym.


Zastanówcie się, co Wam naprawdę sprawia przyjemność, co naprawdę powoduje u Was radość.
Co jest u Was wyzwalaczem szczęścia?

Nie wiem jak to jest u Was, ale u mnie w większości są to małe rzeczy. Jasne - 2 tygodniowe wakacje, czy super nowa sukienka także cieszą, ale wystarczy się rozejrzeć, żeby dostrzec, że nie to jest najważniejsze.

Największym szczęściem dla mnie jest czas spędzony z bliskimi. 4 letni Brat, spacery na plac zabaw i wspólne oglądanie bajek, układanie puzzli - to mnie cieszy! Obejrzenie komedii z rodzicami i siostrą - czemu nie? :) 
Wspólny obiad, taki rodzinny... niestety zdarza się bardzo rzadko, ale może dzięki temu jest taki wyjątkowy?
Kilka dni wyjazdu z Chłopakiem - całkowity reset, spacery, basen, "wieczorki filmowe".
Szczęściem jest też dla mnie uśmiech kogoś bliskiego, jego zadowolenie. Np. ostatnio tak bardzo uradowała mnie zaskoczona mina mojej Babci, która wzruszyła się pod wpływem otrzymanego prezentu na Dzień Babci, a przecież to tylko kilka zdjęć przyciętych i ułożonych w antyramie!
Cieszy mnie mój mały sukces treningowy, że schylam się niżej, albo dłużej wytrzymuję w pozycji plank - niby nic, ale jednak coś. 
Cieszy mnie przepiękna pogoda za oknem, to przecież dopiero luty, a już mamy 10 stopni i ciepłe słońce.
Może upiec coś dobrego? To nie tylko fajnie spędzony czas, ale także radość wspólnego jedzenia.
Wyjście z przyjaciółmi, spacer po parku, obejrzenie serialu w tv, tańczenie na rozgrzewkę i ploteczki o 3 w nocy z Kuzynką Chłopaka na podłodze w kuchni, robienie miny szczurka i oglądanie teledysków z Dirty Dancing! To są małe rzeczy, a jak bardzo cieszą.
Wiecie, że na wiosnę znalazłam z Pawłem kilkadziesiąt czterolistnych koniczynek? 

Spróbujcie rozejrzeć się w okół siebie. Tyle radosnych chwil na Was czeka. Uśmiechnijcie się do kogoś w autobusie i zobaczcie zaskoczenie na twarzy ludzi. Czemu tak rzadko się uśmiechamy? Czemu do szczęścia potrzebujemy tony pieniędzy i miesięcznego urlopu w tropikach? 

Hej! Nie potrzebujemy tego! Nie musimy mieć idealnego, filmowego życia, nie musimy też wyglądać jak top model, nie musimy być idealnymi, nie musimy non stop się uśmiechać. Możemy okazywać słabość, możemy mieć gorsze dni i mamy prawo do porażek i problemów. Nie zmienia to jednak faktu, że możemy też, a nawet musimy znaleźć w życiu też te dobre rzeczy, te malutkie rzeczy. 

Jeśli nie umiesz się cieszyć z małych rzeczy, załóż specjalny zeszyt. Codziennie pisz w nim 3 rzeczy, które wywołały uśmiech na Twojej twarzy. Może na początku będzie trudno, ale zobaczysz, że po miesiącu trudno Ci będzie zdecydować się - co mam zapisać, bo przecież tyle pięknego się dziś działo.
Jeśli uda Ci się dostrzec radość, to pokochasz świat. Pokochasz świat - pokochasz siebie, a chyba o to chodzi, prawda?

Miłej, radosnej, spokojnej niedzieli! ;*

M.

niedziela, 2 lutego 2014

Shirataki Skinny Noodles - szybki przepis

Brałam udział w konkursie na przepis z Sharataki Skinny Noodles. Od sponsora konkursu Centrum Sylwetki dostałam makaron Angel Hair. 

Na stronie możecie znaleźć o nim taką oto informację 


Produkuje się go z mąki warzywa o nazwie Konjac, które jest uprawiane w Chinach i Japonii, głównym składnikiem Konjacu jest glukomannan, jest on bardzo bogatym źródłem błonnika, doskonale reguluje poziom cukru we krwii, pomaga w utrzymaniu właściwego poziomu cholesterolu oraz spowalnia trawienie przez co przedłuża uczucie sytości. Wystarczy zastąpić jeden posiłek dziennie makaronem Skinny Noodles aby znacząco podnieść potrzebne spożycie błonnika i znacznie obniżyć całkowite spożycie kalorii, dodatkowo makaron nie zawiera tłuszczu, cukru, glutenu, jajek, mleka oraz tofu (soja), które ze względu na wysoki poziom estrogenu  może powodować zwiększone ryzyko zachorowania na raka piersi. Makaron Skinny Noodles doskonale nadaje się do spożywania przez diabetyków, alergików, wegetarian i wegan.  Makaron Skinny Noodles nie posiada smaku dlatego doskonale absorbuje smaki potraw takich jak sosy oraz zupy. 
Wartość odżywcza w 100g Slim Noodle:
wartość energetyczna 27.7 KJ/6.4 kcal
białko 0.5 g
tłuszcz 0.0g
cholesterol 0.0 g
węglowodany 0.5g
cukry 0.47 g
błonnik 4.5g
sód - 3.3mg

 Jak widzicie - skład jest całkiem, całkiem. No i ta mała liczba kalorii!
Nie mam ostatnio w ogóle czasu (sesja pełną parą + wyjazd), dlatego tez moja potrawa jest bardzo łatwa i szybka.
Co do niej potrzebujecie?
  • Shirataki Skinny Noodles
  • Seler wyborny (pocięty seler w zalewie octwoej - ja miałam ten firmy Rolnik)
  • puszkę kukurydzy
  • siemię lniane
  • sezam
  • miód
  • Przyprawy: curry, pieprz, sól, bazylia, koper suszony, papryka słodka
Makaron był w lekko smierdzącej rybie zalweie, ale przelałam go wodą, odsączyłam i wy, dzięki czemu nadawał się do spożycia. Połączyłam go z selerem i kukurydzą i wrzuciłam na rozgrzną patelnię (przydała się odrobina oliwy z oliwek).
Dodałam później ok 3 łyżek miodu, 4 łyżki siemienia lnianego i 8 łyżek sezamu.
Smażyłam składniki ok 5 minut, a następnie doprawiłam. Dodałam łyżkę curry, sporo słodkiej papryki, bazylię, koper suszony oraz pieprz i sól. Dusiłam to pod przykryciem ok 7 min.
Jeszcze gorące zdjęłam z patelni i przybrałam natką z pietruszki. 

Powiem Wam,że wyszło całkiem niezłe, a zajęło mi to w sumie ok 15-20 min. Bardzo podobał mi się chrupiący lekko w zębach sezam i siemię lniane! :)
Jeśli lubicie potrawy ostrzejsze - dodajcie więcej curry, jeśli słodsze - więcej miodu. 

Smacznego!

p.s. Trzymajcie kciuki. Przede mną ostatni - dość ciężki tydzień zmagań. 5 dni, 7 zaliczeń... DAM RADĘ :)