sobota, 4 października 2014

Pechowy początek miesiąca

Nie mogę planować.

Zawsze jak coś zaplanuję i jestem mega pozytywnie do swoich planów nastawiona dzieję się coś, co psuje wszystko doszczętnie. I tak też stało się tym razem...

Jak wiecie - moje kolano, to raczej zdrowiem nie tryska. Pomimo jednak wielu wizyt u różnych ortopedów fizjoterapeutów, kilku rehabilitacji, kilogramów leków - nikt nigdy nie mógł odkryć co jest tam nie tak. Tym razem jest podobnie. Ale zacznę od początku...

Szłam sobie radośnie na pierwszy w tym semestrze zajęcia z psychologii, aż nagle poczułam niesamowity ból w kolanie. Nie przewróciłam się, nie skręciłam sobie tej nogi, nawet źle nie stanęłam. Po prostu szłam. Ból w kolanie jest raczej dla mnie normą, jednak tym razem przeraziłam się po raz kolejny, bo był on zlokalizowany w zupełnie innym miejscu, a co więcej był to zupełnie inny ból. Gdy zamiast przejść bolało co raz mocniej postanowiłam udać się na Szpitalny Oddział Ratunkowy. Jak zwykle czekałam ładnych parę godzin, zrobiono mi zdjęcie rtg, na którym nic nie wyszło, ale po badaniu Pan Doktor stwierdził, że coś w tym kolanie jest nie tak. Postanowili wsadzić mi nogę w gips, abym jej nie nadwyrężała. Tak profilaktycznie - pewnie bym chciała pobiegać. Dobre jest też to, że muszę sobie sama robić zastrzyki przeciwzakrzepowe. I to w brzuch! Powiem Wam, że to akurat miłe nie jest ani trochę - samemu wbijać sobie taką igłę. 


Plus jest taki, że gips (oby!) ma być tylko do wtorku. Wtedy zostanę przyjęta do szpitalnej poradni ortopedycznej w trybie pilnym. Nie muszę czekać pół roku - hurra! Tam mają zrobić mi kolejne badania, już bardziej szczegółowe (może uda się zrobić rezonans?) i  może w końcu, po kilku latach dowiem się co siedzi lub też nie siedzi w moim kolanie?

Co prawda z wizji kilku dni w łóżku nie jestem zbytnio zadowolona, bo przecież miałam takie plany, ale jakoś sobie z tym poradzę. Miałam oddać książki do biblioteki, bo je przetrzymuje i wypożyczyć nowe, ale nie zdążyłam. A szkoda, miałabym co czytać. W domu jednak chyba też coś znajdę. Szkoda też, że nie mam kserówek na uczelnię, to mogłabym się przygotować do kolejnych zajęć i rozpocząć rok akademicki w pełni przygotowana. Nie wiem niestety kiedy będę mogła na uczelnię się udać... :( Ale cóż zrobić? Ważne jest nastawienie. Dlatego też traktuję moje twardego przyjaciela jako prezent. Może trochę odpocznę, nadrobię filmowe zaległości, poleniuchuje w łóżku? Może dzięki niemu w końcu uda się wyleczyć moje kolano? Nadrobię blogowe zaległości. 

Śmieję się także, że mój gips to nowy hit modowy - 5kg, niezbyt funkcjonalne rajstopy. Bo grunt to dobre nastawienie, prawda? :)

p.s. Przepraszam za zaległości z wyzwaniem 100 Dni do Sylwestra, ale jeszcze dziś powinien pojawić się nowy post, najpóźniej jutro. 

Przypominam Wam też o Konkursie.

Pozdrawiam z łóżka! 
M. 


12 komentarzy:

  1. Oj :( wracaj szybko do zdrowia :D nie ma co się nadwyrężać,.. zdrowie ma się jedno.. odpoczniesz :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej, wracaj szybko do zdrowia. Ostatnio coraz częściej słyszę o problemach z kolanami. Wczoraj moja siostra narzekala, wybiera się do lekarza. Zastrzyki w brzuch powiadasz... Zna to każda przyszła mama po problemach. Ja również. Ale chętnie będę je robiła byleby szczęśliwie donosić kiedyś ciążę.
    Zdrówka :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :)
      Te zastrzyki to zmora, haha ;) Jakoś daję radę, ale wbijanie sobie samemu takiej igły w brzuch nie jest zbyt przyjemne. Jeszcze się przebić przez ten tłuszczyk :D Ale jak trzeba to trzeba - nie ma wyjścia.
      Co do problemów z kolanami - też to zauważyłam. Ale myślałam, że to przez to, że sama mam ten problem i po prostu zwracam na niego uwagę.

      Usuń
  3. Trzymam kciuki by wszystko było dobrze :) zdrówka Kochana i ślicznie dziękuję za kartkę - jest piękna !!! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super, że w końcu doszła :) Bardzo się cieszę.
      i Dziękuję :)

      Usuń
  4. Początek faktycznie fatalny, ale mam nadzieję, że wszystko się dobrze ułoży.

    OdpowiedzUsuń
  5. Chyba bym umarła gdybym coś takiego miała na nodze... Życzę szybkiego powrotu do sprawności po zdjęciu gipsu!
    http://schudne-zdrowo.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Wracaj do zdrowia! Październik dobrze się nie zaczął.. Mam nadzieję, że nie jest to poważna sprawa! :*

    OdpowiedzUsuń
  7. O rany !
    Z kolanami to poważna sprawa, szybko wracaj do zdrowia :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Moja siostra, której poległa kostka, usłyszała podobną diagnozę - by profilaktycznie wsadzić nogę w gips na co się nie zgodziła i chodziła o kulach. Ale zastrzyki musiała sobie robić.. ja bym nie była w stanie wbić sobie igły w brzuch.

    OdpowiedzUsuń

Podziel się swoją opinią :)
Dziękuję za każdy komentarz. Jest mi niezwykle miło, że poświęciłeś mi czas.