niedziela, 10 sierpnia 2014

O ludziach, byciu kelnerką i staniu 16 godzin.

I znów tydzień się nie odzywałam. Mam jednak usprawiedliwienie, o którym właśnie Wam napiszę. 

Zacznę może od tego, bo część wie, a cześć nie wie, że dorabiam sobie w wakacje jako kelnerka. Czy będę w restauracji pracować podczas roku akademickiego? Nie wiem, to wszystko zależy od mojego planu zajęć. Co do samej pracy - jest ok. Kilka rzeczy mogłoby być lepsze, ale nie jest źle. Praca ta ma dużo plusów, chociażby taki, że pracuję z ludźmi, a to dla mnie bardzo ważne.

No ale właśnie... ludzie jak to ludzie - różni są bardzo. Przekonałam się o tym w zeszłym tygodniu. Nie odzywałam się dlatego, bo pracowałam 5 dni po kilkanaście godzin dziennie. Np. wstawałam o 5, zarzucałam na siebie ubranie, aby 45 min później stawić się w pracy, z której wyszłam o 22. Spałam 4 razy mniej niż pracowałam i przyznam szczerze - to bardzo słaba opcja, bo nie preferuję żywotu zombi bez nóg. 
Ale powracając - godziny pracy były tak koszmarne, ponieważ restauracja była odpowiedzialna za katering dla prawie tysiąca osób (mistrzostwa polski szachistów juniorów). No i tutaj pojawiają się Ci ludzie...

Powiem Wam, że byli oni naprawdę różni. Były osoby, z którymi nie chciałabym się nigdy w życiu już spotkać - niemili, gburowaci, niecenzuralni, z okropnym słownictwem, okropnym usposobieniem, niezadowoleni ze wszystkiego, reagujący na świat wręcz alergicznie. Przerażające jest to, że niestety ich dzieci zachowywały się podobnie. Wyobrażacie sobie, że dostałam ostry opierdziel od 8 latka, bo nie zjadł kotleta? Wtedy nie wiedziałam, czy mam śmiać się czy płakać. Usłyszałam mnóstwo gorzkich słów, których tak szybko nie zapomnę.

Jest też druga strona medalu, ta ludzka właśnie. W pełnym tego słowa znaczeniu. Niektórzy z gości zdawali sobie sprawę z trudu, jaki wkładaliśmy w tę pracę. Może nie wiedzieli, że musimy być na nogach aż tyle godzin, wiedzieli jednak, że nie jesteśmy złem tego świata. Umieli docenić uśmiech i nasze zaangażowanie. Jestem osobą, którą po tej pracy bolały policzki - od uśmiechu właśnie. Chociaż było ciężko, było naprawdę trudno, byłam naprawdę zmęczona i chwilami miałam ochotę uciec stamtąd z wrzaskiem, to i tak wiedziałam, że nie mogę pokazać tego po sobie. Dlatego może część ludzi obdarzyła mnie zaufaniem? I chociaż tylko nalewałam im zupę to usłyszałam historie o ich życiu, wojsku, żonie, teściowej, która nie pozwala gotować, o sukcesie dziecka, imprezach rodzinnych, weselach dzieci... Usłyszałam także, że mam piękny uśmiech, że dobrze spełniam swoje zadanie. Mili panowie mówili do mnie per słonko, co po 10h stania było miłym przerywnikiem. I dla takich właśnie chwil warto pracować.

Olbrzymim plusem tej pracy był nasz zespół, który trzymał się razem. Atmosfera w pracy jest najważniejsza i była naprawdę wyśmienita. Chociaż każdy z nas był zmęczony, to byliśmy dla siebie mili, a żarty z dnia na dzień były co raz głupsze.

Czy chciałabym jeszcze raz tak spędzić tydzień? Wątpię, bo moje kolano dostało zbyt wielki wycisk. Gdybym jednak była zdrowa jak rybka, kto wie? Teraz jednak powracam do restauracji, domowych obowiązków, a za 10 dni zaczynam praktyki.  Mam zamiar znów zacząć ćwiczyć, bo chyba rozumiecie, że po 16h stania nie miałam ochoty już na żaden inny trening :)

A tak swoją drogą, zapraszam do siebie na Instagrama oraz specjalnie dla Was przygotowałam arkusz, w którym zapisuję swoje sierpniowe treningi. Także zapraszam i tam. Mam nadzieję, że od jutra tabelka znów będzie fajnie wyglądać.

Trzymajcie się ciepło, a ja obmyślam jak uczcić pierwsze urodziny bloga, które już niebawem... ;)

2 komentarze:

  1. Oj :) Tak wspaniałą okazję trzeba uczcić w wyjątkowy sposób :)
    A co do Twojej pracy - zazdroszczę :) A ludźmi się nie przejmuj :) "Nie walcz z idiotami. Mają przewagę liczebną " :P

    OdpowiedzUsuń
  2. Moja kuzynka była kelnerką i po jej opowieściach podziwiam każdego kto się na to pisze.

    OdpowiedzUsuń

Podziel się swoją opinią :)
Dziękuję za każdy komentarz. Jest mi niezwykle miło, że poświęciłeś mi czas.