niedziela, 29 września 2013

Bieg dla Kobiet



Jak część z Was wie - byłam dziś na Biegu dla Kobiet organizowanym we Wrocławiu. Głównym celem biegu było przekonanie do dbania o zdrowie. Szczególną uwagę organizatorzy poświęcili rakowi piersi oraz szyjki macicy, ponieważ to właśnie te nowotwory występują najczęściej. 


Zapisanie się na bieg kosztowało 59 zł. Było warto! ;) W pakiecie startowym dostałam dużo gadżetów (krem, Womens' Health, koszulkę, wiele bonów zniżkowych, wejściówkę do Pure Jatomi Fitness i wiele innych). 
W miasteczku biegowym przygotowanych było dużo atrakcji, także dla dzieci. My natomiast mogłyśmy mieć darmowy manicure, zapisać się na bezpłatne zabiegi fryzjerskie, masaż itp. Atmosfera była naprawdę super. Dużo radości, śmiechu. Energetyczna, taneczna rozgrzewka zachęciła nas do biegu. Po przebiegnięciu porozciągałyśmy się przy Fit jodze, co również sprawiło mi dużo radości.

Sam bieg (dystans 5,2) także przebiegł w cudownym klimacie. Prawie wszystkie kobiety próbowały pobić swoje życiowe rekordy w ślicznych różowych koszulkach!  Po drodze można było spotkać wielu kibiców, którzy motywowali każdą z uczestniczek.  Co prawda byłam jedną z ostatnich na mecie, jednak i tak jestem z siebie dumna! Jak każda z uczestniczek dostałam medal, który będzie świetną pamiątką, sprawdziłam siebie i co najważniejsze przebiegłam te 5 km! A uwierzcie mi, że moje kolano chciało mi to utrudnić. Będę je na pewno czuła przez kolejnych kilka dni. Jednak po takiej kontuzji jak moja (kilka miesięcy w ortezie) bieganie mocno obciąża kolana. Ale nie poddaję się! Robię to dla siebie. Żeby przełamywać własne słabości. To dopiero sam początek mojej przygody z bieganiem. 5 miesięcy temu nie byłam w stanie biec 10 min bez przerwy! A w tym czasie biegałam tylko kilkanaście razy. 

Nie wygrałam, nie byłam nawet w środku listy. Ale co z tego? Dobrze się bawiłam, wiem, że przebiegnę te 5 km, wiem też ile jeszcze pracy przede mną, wiem, jakie są moje słabe strony, ale wiem też, że umiem walczyć i nie poddawać się do końca. 
Jestem z siebie dumna! To następny krok do pokochania siebie, a chyba o to chodzi, co nie? ;)

Za rok kolejny Bieg dla Kobiet. Mam nadzieję, że wynik będzie lepszy (może polepszy się o 5-10 min) :)
 Mam cały rok na przygotowania!

piątek, 27 września 2013

Krótka recenzja total fitness Ewa Chodakowska & Shape (body express)


Kupiłam dziś nowy numer Shape, w którym jest nowy autorski program treningowy Ewy Chodakowskiej. postanowiłam podzielić się z Wami moimi wrażeniami.


Kilka faktów:

  • trwa ok 45min (z rozgrzewką i rozciąganiem).
  • spaliłam przy nim ok 350kcal
  • składa się z 5 rund
  • w każdej rundzie 3 ćwiczenia (albo 3 różne, albo 1 na dwie strony i jeszcze jedno)
  • zawiera zarówno ćwiczenia typowo siłowe, jak i kardio
  • Ewa ćwiczy z dwoma trenerami z klubu Pure Jatomi Fitness
  • Każda osoba wykonuje to samo ćwiczenie, jednak każda w innej wersji (zaawansowana, średnia, początkująca)
  • trening ma uaktywnić wszystkie partie mięśniowe, wymodelować i ujędrnić ciało oraz przyspieszać spalanie kalorii

A teraz kilka słów ode mnie i moich subiektywnych wrażeń.

 Trudno mi ocenić intensywność tego treningu. Na pewno jest intensywniejszy niż Skalpel, chyba też niż Skalpel II, jednak na pewno jest słabszy od Killera i Turbo. Wysiłek podobny do 2 wcześniejszych płyt Total Fitness.

Czy trening mi się podobał?

 Ogólnie tak! Jednak nie jest to mój ulubiony program Ewy, ale też nie jest najgorszy. Myślę, że plasuje się gdzieś na 4 miejscu (po skalpelu I, skalpelu 2, treningu z Tomkiem - ale lista ta jest dość zmienna :)). 

Rozgrzewka jest dość intensywna - dużo skoków, marszu - poczułam się rozgrzana, jednak nie czuję, że wszystkie stawy zostały dobrze rozgrzane. Szczególnie, że mam z nimi problem, następnym razem gdy będę znów ćwiczyła z tą płytą rozgrzeję się jeszcze wcześniej sama. Rozciąganie jak dla mnie jest wystarczające, chociaż wiem, że niektórzy preferują dłuższe rozciąganie po treningu. 

Same rundy są różnej intensywności. Pierwsza z nich jest typowo siłowa. Pozwala uspokoić serce po rozgrzewce. W drugiej natomiast tętno mocno przyspiesza. Większość ćwiczeń była już na wcześniejszych płytach. Teraz niektóre z nich zostały zmodyfikowane, niektóre są inne, a niektóre są takie same.

Plusem jest to, że pokazane są 3 wersje ćwiczenia. Ja zazwyczaj wykonywałam tą średniozaawansowaną, którą pokazywała Ewa. Minusem jednak jest to, że ćwiczenia te nie zostały omówione.

Musimy sami dokładnie się przyjrzeć co trenerzy robią inaczej, dlaczego jest łatwiej, czy też trudniej. Kiedyś jak ćwiczyłam z jakąś płytą Jillian także pokazywane były 3 wersje ćwiczenia. Jednak każda z nich została dokładnie omówiona. Tutaj mi tego brakowało.

Niektóre rudny są łatwiejsze, niektóre troszkę trudniejsze. Myślę, że gdybym wykonywała wszystkie ćwiczenia w wersji zaawansowanej, trudno byłoby mi skończyć trening z taką samą ilością powtórzeń. Zaawansowane dziewczyny powinny dać radę.

Minusem jest także to, że przez to iż są 3 wersje ćwiczeń, a często każdy wykonuje je w innym tempie, trudno skupić swoją uwagę i dokładnie wykonywać ćwiczenia. Chciałam zobaczyć jak wykonuje je Ewa, jak Mateusz i jak Przemek, jednak wtedy wszystko zaczynało mi się mieszać.  Myślę, ze z każdym kolejnym razem będzie już łatwiej, bo będę wiedziała czego się spodziewać.

Dla Pań, które pokochały Tomka - tutaj także możecie co nieco pooglądać (Panowie ćwiczą bez koszulek ;D), jednak prawie w ogóle nie mówią, przez co nie jest tak "uroczo".

Podsumowując - płytę oceniam dobrze. Na pewno będę do niej powracać, chociażby dlatego, żeby zmierzyć się sama ze sobą i wykonywać wszystkie ćwiczenia w wersji zaawansowanej! Nie mogę jednak robić tego treningu zbyt często bo całkiem sporo w nich podskoków, wyskoków, które niestety dość mocno obciążają kolana.

A Wy ćwiczyliście już z tą płytą? Jakie są Wasze wrażenia?

środa, 25 września 2013

Kanony piękna



Pod wpływem, dość często ostatnio spotykanego u mnie, nastroju zaczęłam zastanawiać się do czego tak naprawdę dążę ja i mln kobiet.  Większość z nas marzy o idealnym ciele – bez wad, z samymi atutami. Jednak czas sobie uświadomić, że „ideały” te różnią się w zależności od epoki, miejsca na ziemi czy nawet wieku (ile razy to od mojej babci słyszałam: „jedz, jedz! Jak Ty schudłaś. Chudzinko, musisz przytyć. Wyglądasz jakbyś jedzenia w domu nie miała”).

Postanowiłam zrobić dla Was krótki przegląd kanonów piękna.
Po pierwsze – od tego gdzie żyjemy zależy jak chcemy wyglądać!
Europejki i Amerykanki mają bardzo podobne podejście do tego tematu. Chcemy być szczupłe (czasem wręcz anorektyczce), lekko umięśnione, z pełnymi ustami, sporawym biustem, długimi nogami, lśniącymi włosami itd. Jest to „ideał”, który kreowany jest przez media, gwiazdy filmowe, photo shop itp. Często jak widzę przepiękną aktorkę na czerwonym dywanie i mówię swojemu Chłopakowi jak bardzo mi się podoba jej wygląd przypomina mi, że jest to zasługa po pierwsze: odpowiedniej diety + stylu życia, ale bardziej odpowiedniego ubioru, tony makijażu, a potem także przeróbki zdjęć.

W Ameryce Południowej idealna kobieta ma wyglądać troszkę inaczej. Jej kształty są pełne – duży biust, sporawe biodra, ogromna pupa (podobno to najczęściej operowana część ciała w tamtym regionie!)… U nas takie kobiety zazwyczaj określane są puszystymi, z krągłościami… To prawda, myślę, że mogą mieć to BMI powyżej 25. Jednak szczerze? Jest to dla mnie głupota! I co z tego, że ma te 25? Jest to już niby nadwaga, a ja nie umiem powiedzieć czegoś takiego o pięknych kobietach. Przyznam, że ideał amerykańsko południowy, jest mi bliższy niż ten kreowany przez Hollywood.

W Azji, a szczególnie Japonii „w modzie” są drobniutkie, malutkie kobietki, które wystylizowane są na niegrzeczne nastolatki. Podkolanówki, spódniczki w kratkę, infantylny uśmiech, drobny biust – to jest marzenie przeciętnego Japończyka. Kobiety  z Wenezueli będą wydawały się mu prawie że orkami, a Europejki nie są zbyt proporcjonalne. 


W wielu plemionach afrykańskich w cenie jest obwisły biust. Pewnie nie raz widzieliście zdjęcie kobiet z tamtego rejonu świata z nagimi, bardzo „długimi” piersiami. My marzymy o jędrnych, ale całkiem sporych – one zupełnie przeciwnie! Masajki natomiast golą się na łyso (u nas często jest to oznaką choroby) i wydłużają sobie uszy ciężkimi kolczykami.

Wiele kanonów piękna jest dla nas niezrozumiała. Niektóre kobiety zakładają czarne nakładki na zęby, zakładają kilkadziesiąt kręgów na szyję, aby ją wydłużyć, przekuwają wargi i wkładają sobie drewniane kręgi i wiele, wiele innych.. Są one dla nas czasem nawet dziwaczne, jednak dla nich to właśnie jest piękno!

Post zrobił się całkiem długi, dlatego jak kanon piękna zmieniał się przez lata zostawię sobie na inną okazję…

Jednak krótkie podsumowanie się należy! To do czego dążymy, ten niedościgniony ideał – i tak nie przyjdzie. A jak przyjdzie to zaraz się zmieni. Kilka lat temu w modzie były 'prawie że anorektyczki', teraz powoli pojawiają się modelki „size plus”, które wyglądają jak normalne kobiety, jednak w mediach traktowane są jako puszyste i z nadwagą. 


Co więcej - wygląd fit tez jest przez nas często zbyt idealizowany. Czy wiecie, że większość kobiet na zdjęciach, które mają bardzo dobrze zbudowane brzuchy, wyrzeźbione ramiona, nie są to zwyczajne kobiety FIT? Wyglądają one tak tylko w okresie swoich zawodów, kiedy to są na specjalnej (niezbyt zdrowej) diecie, ćwiczą i wylewają z siebie siódme poty prawie przez całą dobę. A my jak te owieczki dążymy do posiadania takiego kaloryfera na brzuchu. Nie da się! Kobietom o wiele trudniej osiągnąć taki stopień mięśni oraz  mieć tak mało tłuszczu w brzuchu. Nie zrobimy tego tylko dietą (zdrową) i ćwiczeniami. Potrzebne są do tego różne odżywki itp. Więc czemu do tego dążymy?


Kolejny problem –podobają nam się modelki na zdjęciach. Zero cellulitu, żadnych rozstępów, idealne proporcje, każda wygląda tak samo. A wiecie ile w tym prawdy? Malutko… większość to zasługa programów graficznych. Tylko niektóre kobiety tak wyglądają. Poza tym, czy takie rozstępy (np. po ciąży) to naprawdę coś tak obrzydliwego, co odstrasza wszystkich i jest nie do zaakceptowania? Wg mnie nie! 


Trzeba pokochać niektóre swoje wady. Musimy zrozumieć, że trzeba zrozumieć swoje ciało i przyzwyczaić się, do niektórych niedoskonałości, aby zacząć kochać siebie. Nie ideał. Bo ideałów po prostu nie ma. 

poniedziałek, 23 września 2013

Ból menstruacyjny, co robić?



Dziś coś dla kobiet! Wiem, że wiele z nas zmaga się z tym problemem  (podobno aż 75% kobiet, głównie w wieku 15-30)– niektóre mniej, niektóre bardziej. Warto sobie pomóc i przeczytać o kilku sposobach na pozbycie się bólu podczas okresu.
Ale na początku – skąd w ogóle ten ból się bierze? Szybko i zwięźle – każda z nas wie, że podczas okresu i tuż przed hormony szaleją! I to one także odpowiadają za ból. Prostaglandyny, za których wytwarzanie odpowiedzialny jest progesteron odpowiedzialne są za skurcze (wykorzystywane są nawet do wywoływania porodu). Gdy jest ich za dużo skurcze macicy są bardzo intensywne, to utrudnia przepływ krwi a my odczuwamy duży dyskomfort. Czasem też bolesne miesiączkowanie jest oznaką jakiejś choroby (niedoczynność tarczycy, endometrioza i wiele innych), dlatego też warto skonsultować się z ginekologiem i upewnić, że jest z nami wszystko ok.

A teraz do rzeczy! Co nam może pomóc?
1.       To banalne, ale jeśli zmienimy tryb życia (będziemy się więcej ruszać, zdrowiej odżywiać, odpowiednio nawadniać) to nasz organizm będzie działał sprawnie. Co za tym idzie – zminimalizowanie bólu podczas pierwszych dni menstruacji! Zdrowa dieta (bogata w kwas omega 3 i omega 6, pomoże nie tylko podczas okresu. O tym czemu ruch jest ważny – chyba też nie muszę pisać. O tym będzie osobny post!
2.       Tabletki przeciwbólowe. Nie jest to może zbyt wyszukane rozwiązanie, ale zazwyczaj pomaga. Chociaż warto spróbować naturalnych, domowych sposobów zamiast truć się chemią.
3.       Tabletki rozkurczające. Chyba nie trzeba tłumaczyć ich działania.
4.       Tabletki hormonalne/antykoncepcyjne. Tutaj musicie udać się do lekarza. On dobierze stosowną do Waszych potrzeb i organizmu kurację.
5.       Ziołowe herbatki o działaniu rozkurczającym Najbardziej nadaje się do tego rumianek oraz dziurawiec.   Najlepiej zaczynać je pić już kilka dni przed okresem, aby skurcze od początku były mniejsze. Co ciekawe – rumianek ma także działanie relaksujące, co również podczas miesiączki jest bardzo przydatne.
6.       Delikatny masaż podbrzusza. Najlepiej użyć do niego podgrzanej oliwy z oliwek lub też olejku lawendowego.
7.       Okłady. Tutaj zdania są różne – ziemne, lub ciepłe. Nigdy gorące, bo mogą wywołać krwotok (podobnie jak opalanie, solarium,  bardzo ciepłe kąpiele). Mi osobiście pomaga termofor z ciepłą wodą położony co najmniej 20min na brzuchu.
8.       Ćwiczenia. Wiadomo, że mało którą z nas rozpiera wtedy energia i mamy siłę aby jeszcze się poruszać, jednak lekkie ćwiczenia pomogą rozluźnić macicę, wytworzą dawkę endorfin, które także powinny zminimalizować ból. Gdy naprawdę nie mamy siły – spróbujmy chociaż przejść się na długi spacer.
9.       Aromaterapia – pomaga się odprężyć, wypocząć, a co z tym idzie – także rozluźnić. Najlepsze do tego są olejki: lawendowy, majerankowy.
10.   Położenie się na brzuchu, z lekko rozszerzonymi nogami. Co prawda – wygląda to trochę dziwnie (raz jak siostra weszła myślała, że zemdlałam lub zwariowałam), ale pomaga zminimalizować ból, poprzez rozluźnienie mięśni. Jednak nie jest to sposób dobry do pracy, szkoły – tylko w domu i tylko, gdy możemy tak leżeć i niczym się nie przejmować przez ok. 30 min.
11.   Ciąża. Po pierwsze – nie będzie okresu, po drugie u większości kobiet po urodzeniu dziecka ból się zmniejsza, ze względu na zmianę budowy ciała.
12.   Zmienienie nastawienia. Wiem, że to trochę głupkowaty punkt, ale prawdziwy. Jeżeli już tydzień przed krwawieniem martwimy się, że będzie nas bolało, że znów będziemy musiały się martwić, czy tu nie pocieknie, tam nie przemoknie, że nie będziemy mogły robić wszystkiego – to na pewno nie pomoże. Menstruacja jest czymś normalnym. Nastawmy się pozytywnie, postarajmy się miło spędzić ten dzień, zapomnieć o bólu. Nastawienie psychiczne jest bardzo ważne, jeśli nie najważniejsze.




Na koniec krótko – czego unikać?
1.       Ostrych potraw, soli, gazowanych napoi – wzdęcia mogą tylko wzmocnić ból.
2.       Gorących okładów i kąpieli – mogą wywołać krwotok.
3.       Unikać kofeiny – wzmacnia ona skurcze.


A Wy jakie macie sposoby? Piszcie! Komentujcie! Chce poznać Wasze opinie J
A ja lecę pić herbatkę rumiankową i lekko poćwiczyć J

Możecie napisać też o czym byście chcieli przeczytać. 

niedziela, 22 września 2013

Nowe postanowienia!


Długo mnie tu nie było…

Przepraszam! Zaniedbałam bloga, zaniedbałam stronę na  facebooku, ale powracam do Was z nową energią.

Od jutra – zmiany, zmiany, zmiany! 

Zaczynamy następujące sezony:

  1.      Sylwester 2013/14 (będziemy wyglądać bosko w super obcisłej sukience!)
  2.       Bikini 2014 (tego chyba nie trzeba tłumaczyć!)
  3.     Półmaraton 2014 (to dość trudny cel, ale damy radę!
  4.       Aquadetox z Fitmamą. Na razie tylko 14 dniowy, zobaczymy co będzie dalej
  5.       I najmniej przyjemny – Rok akademicki 2013/14… Plan mnie przeraża, dużo rzeczy mi się pokrywa przez 2 kierunki, ale jakoś dam radę, prawda? 


A jak to ma wyglądać w praktyce?

  •   Uczę się „w miarę” na bieżąco. Nie chodzi mi do sesji itd. Ale chociaż czytam zadane minimum, jak mam czas wolny to uporządkuję sobie notatki,  aby później, gdy przyjdą egzaminy, było łatwiej.
  •    Znajduję czas na ćwiczenia co najmniej 3-4 razy w tygodniu! Różnego typu. Zależnie od pogody. Gdy będzie dobra, a siły na niezłym poziomie – chcę biegać. Biegać dużo więcej niż ostatnio… Na inaugurację sezonu wybrałam Bieg dla Kobiet we Wrocławiu. Co prawda – dystans tylko 5,2 km, ale myślę, że po przerwie to wystarczająco. Gdy pogoda będzie gorsza to rowerek stacjonarny, hula-hop (to bym chciała częściej!), ćwiczenia dywanowe… Z Ewką, Mel B, Tiffany, Jillan i kim tam jeszcze popadnie.
  •   Piję duuuużo wody, mało kawy, mało alkoholu, dużo czerwonej i zielonej herbaty ;)
  •    Odżywiam się racjonalnie i zdrowo. Żadnych diet cud itd. Po prostu dobre nawyki żywieniowe.





A jakie są Wasze plany? Co chcecie zmienić? Od kiedy zaczynacie? 


A na koniec kilka zdjęć z Chorwacji, gdzie spędziłam ostatnie 2 tygodnie...








poniedziałek, 2 września 2013

Ulubione ćwiczenia, czyli co tygryski lubią najbardziej... cz.1!


Postanowiłam napisać co nieco o moich ulubionych ćwiczeniach. Co robię, co lubię robić...
Moja "przygoda" z aktywnością fizyczną zaczęła się około stycznia. Wtedy też postanowiłam coś w sobie zmienić. Powrócić do zdrowszego trybu życia. 
Wcześniej biegałam, skakałam, latałam, trenowałam judo, robiłam gwiazdy i szpagaty. Później przyszedł wf w liceum i aktywność fizyczną pochowałam głęboko, głęboko... Gwoździem do trumny stała się kontuzja kolana, która wykluczyła mnie z aktywności fizycznej na prawie 2 lata. Akurat w podobnym okresie zwolnił mi metabolizm. Jaki wynik? 6kg na plusie... 

Na początku odkryłam (z małą pomocą oczywiście) Ewę Chodakowską i jej treningi. I tak zaczęłam ćwiczyć... Przyznam, że przez te 8 miesięcy poznałam także inne trenerki, odkryłam wiele interesujących filmików z ćwiczeniami, którymi chcę się podzielić. 



No więc... co lubię i co robię?


1. Skalpel Ewy Chodakowskiej. Chyba tego programu treningowego nikomu przedstawiać nie muszę. ok 40 min znanych ćwiczeń, połączonych w naprawdę fajną sekwencję. Są to głównie ćwiczenia siłowe, modelujące sylwetkę. Pochodzą one z płyty z miesięcznika Shape. Można je znaleźć także na youtube. Ja mam je ściągnięte na dysku na wszelki wypadek ;) W styczniu mięśnie drżały i bolały. Z każdym kolejnym treningiem było lepiej. Później przerwa i znów mięśnie drżały! Jaki z tego morał - nasze ciało przyzwyczaja isę do danej aktywności fizycznej. Co za tym idzie - rezultaty mogą być mniejsze. Dlatego też trzeba zmieniać treningi ;) Tak też zrobiłam...


2. Skalpel II również autorstwa Ewy Chodakowskiej. Jestem szaleńczo zakochana w tym treningu! Jest on na autorskiej płycie Ewy. To jedne z lepiej wydanych 25 złotych w moim życiu. Naprawdę! Na tej płycie jest także Szok trening, który jednak ćwicz zdecydowanie rzadziej. Czemu pokochałam Skalpel 2? Ćwiczenia także nie są zbyt "wymyślne". Jednak jest małe ale. Wykonywane są przy/na/przy pomocy krzesła! Pompki na krześle, przysiady na krześle (także na jednej nodze - jaka była moja satysfakcja gdy po raz pierwszy udało mi się zrobić wszystkie 3 serie ćwiczenia na jednej nocy bez pomocy drugiej!), brzuszki z krzesłem, wymachy nóg itd. Trening jest krótki (z rozgrzewką ok 30 min), dzięki czemu można łatwiej znaleźć czas, aby go wykonać.





3. Tiffany  - 10 minutowy trening na boczki, czyli moją zmorę. Ćwiczenia te polecam każdemu! Także osobie, która boczków nie posiada. Są  one naprawdę wspaniałe. Mijają bardzo szybko, trochę można pokręcić bioderkami, troszkę tańca, także ćwiczą ramiona - jestem zachwycona! :) Jedyny minus, który jest też plusem - po pierwszym razie miałam takie zakwasy,. że nie mogłam wstać z krzesła bez pomocy rąk! Bolały mnie mięśnie, o których nawet nie wiedziałam, ze istnieją :) To było szaleństwo. Dodatkowo - uwielbiam uśmiech Tiff, który pobudza mnie do działania. To chyba mój ulubiony trening (a raczej dodatek treningowy :)) Jeżeli nie mam czasu na coś innego - staram się zrobić chociaż tyle. Czasem ćwiczę tez inne programy Tiffany, ale o nich innym razem.


4. 10 minutowy trening brzucha z Mel B. Istne szaleństwo! To tylko 10 minut, a mięśnie brzucha palą i pieką. To dobrze - znaczy to, że ćwiczenia działają. Mam nadzieję, że w połączeniu z innymi treningami + treningami aerobowymi uda się zrzucić oponkę. Przyznam się bez bicia, że nienawidziłam brzuszków całe życie, dlatego mięśnie tam mam słabiutkie. Jeszcze ani razu nie udało mi się zrobić tego treningu bez przerwy. Ale jestem już bliska, aby to osiągnąć.



To są 4 główne składowe mojego treningu w ramach fitnessu. Niedługo opisze Wam kilka innych, które także pojawiają się dość często. 

Cały czas odkrywam także nowe ćwiczenia, którymi na pewno się z Wami podzielę. Mam też nadzieję, że i Wy podzielicie się czymś ze mną, bo jak już mówiłam, trzeba urozmaicać swoje treningi, aby mięśnie nie przyzwyczaiły się za bardzo i dalej efektywnie pracowały na nasze boskie ciało :)