niedziela, 15 maja 2016

Recenzja płyty Anny Lewandowskiej 15/7

Przed długim weekendem majowym udałam się do Empiku kupić najnowszą płytę Anny Lewandowskiej. Trochę zastanawiałam się czy warto wydać te niecałe 30 zł, ale teraz po jej "przetestowaniu"  - wiem że warto.
Jeśli chcecie wiedzieć co o niej myślę oto post właśnie dla Was.


Po pierwsze - ogromny plus to forma płyty. Znajduje się na niej 7 treningów na każdy dzień tygodnia. Są to treningi 15 minutowe (w rzeczywistości trwają troszkę dłużej, lecz nie przekraczają 20 minut). Taka forma zachęca do ćwiczeń - naprawdę trudno znaleźć wymówki mówiące o tym, że nie ma się w ciągu dnia 15 minut. 15 min znajdzie każdy - student, pracownik, mama. To naprawdę niewiele więc nie ma żadnych wymówek.

Przejdźmy teraz do samych ćwiczeń.

Poniedziałek - to trening cardio HIIT. Trwa on troszkę ponad 15 min. Składa się z 3 serii,  w każdym po 3 ćwiczenia powtarzane 3 razy po 30 s każde. Pierwsze ćwiczenie każdej serii to typowe cardio - skoki itp., drugie to ćwiczenie pośladków, a trzecie to ćwiczenie w podporze. Pomimo tak krótkiego treningu miałam dosyć. Poczułam, że poćwiczyłam wszystkie części ciała i naprawdę się zmęczyłam. Kończąc go byłam bardzo zadowolona, bo był to bardzo dobrze spędzony czas. Trening poniedziałkowy oceniam na: 5.

Wtorek - to trening wyzwanie. Składa się on z 3 ćwiczeń, które powtórzone są w 4 seriach. To dla mnie mały minus. Osobiście wolę więcej ćwiczeń i pewnie spodobałoby mi się bardziej, gdyby ćwiczenia w serii 3 i 4 były inne niż w dwóch pierwszych. Wtedy mniej się nudzę a trening mija zdecydowanie szybciej. Mimo wszystko i tak oceniam wtorkowe wyzwanie bardzo dobrze. Ćwiczenia wykonywałam sumiennie i każde z nich dało mi popalić. Każde z nich wykonuje się po 1 minucie. Ania zaproponowała by po każdej serii zapisywać swoje wyniki i jest to naprawdę fajna opcja. Po pierwsze - dzięki temu widzimy jak idzie nam w trakcie treningu. Ja zauważyłam, że w pierwszej serii było dobrze, 2 i 3 seria to spadek, a w 4 gdy poczułam, że koniec jest już blisko - dostałam kolejnej dawki energii. Pi drugie - dzięki temu możemy kontrolować swoje postępy. Już jestem ciekawa jak pójdzie mi za drugim, piątym i dziesiątym razem, bo do tego treningu także na pewno powrócę. Oceniam go na ocenę 4.

Środa - to trening brzucha. Minął on bardzo szybko i dość... boleśnie. Zdecydowanie brzuch to moja pięta achillesowa, ale tylko dlatego, że jest rzadko ćwiczony. Trzeba to zmienić, a ten trening na pewno mi w tym pomoże. Trwa on niecałe 20 min. jedno ćwiczenie stojąc, następnie wiele ćwiczeń na macie. Są to głównie różne wariacje spięć + na końcu kilka ćwiczeń w podporze. Deska tyłem choć wyglądała łagodnie okazała się sporym wyzwaniem. Następnego dnia pojawiły się lekkie zakwasy. Trening oceniam na 5.

Czwartek - jest chyba moim faworytem. To dzień poświęcony nogom i pośladkom, czyli częściom które cieszą się u mnie szczególnymi względami. Na początku była krótka rozgrzewka, a następnie ćwiczenia w większości znane (przysiady, wykroki, przysiady sumo itp), które przeplatane były ćwiczeniami cardio takimi jak przeskoki czy boksowanie. To kolejny trening, który dał mi popalić. Była moc, choć to tylko niewiele ponad 15 minut, a następnego dnia pojawiły się zakwasy. Co więcej trening minął w ekspresowym tempie. Nie zdążyłam nawet się zastanowić kiedy zaczęłam, a już koniec był bliski. Czwartkowe ćwiczenia oceniam na... 6!

Piątek to trening skupiający się na ramionach, barkach i plecach. Do jego wykonania potrzebne jest jakieś obciążenie. Ja ćwiczyłam z hantelkami i to najlepsze rozwiązanie, myślę jednak że butelki z wodą także wystarczą. Na początku krótka rozgrzewka, a następnie trening właściwy, który uporządkowany jest w dwa obwody po trzy ćwiczenia wykonywane w dwóch seriach. Ćwiczenia 4 i 5 dały mi w kość, a konkretniej w barki. To kolejny trening, który minął ekspresowo, a trwał ok 20 minut. Jestem bardzo zadowolona i oceniam go na 5.

Sobota to bardzo ciekawy dzień, ponieważ możemy wykonywać ćwiczenia w parach - z koleżanką, przyjaciółką, partnerem czy mamą. Bez obaw jednak - samodzielnie także spokojnie damy radę. Trzy bloki, każdy w systemie Tabata (20 s ćwiczenia + 10s przerwy). Same ćwiczenia fajne, dające w kość. Trochę przysiadów, trochę pompek, coś na brzuch i dodatek kardio. Trening minął bardzo, bardzo szybko (najszybciej jak się da). Ja wykonywałam go ze swoim narzeczonym. Co prawda, trochę się czasem gubiliśmy. W parze trudniej zająć w ciągu 10 sekund dobre pozycje i nie pomylić się kto, co, gdzie i jak. Trudno było nam też z niektórymi ćwiczeniami ze względu na nasze dysproporcje - wagowe, siłowe i wielkościowe. Odpuściliśmy sobie ćwiczenie, w którym Paweł miałby oprzeć ciężar swojego ciała na moich nogach/kolanach. To zbyt ryzykowane dla kogoś 1,5 roku po operacji. Mimo wszystko z treningu jestem zadowolona, to bardzo przyjemna odmiana i dobry sposób na wspólnie spędzony czas. Sobotę oceniam na: -5.

Niedziela to wielkie zaskoczenie i wielki plus. Jest to rozciąganie, które Anna Lewandowska zaleca robić także po każdym innym treningu. Nie jestem fanką rozciągania (a powinnam). Zawsze mi się to nudzi, wkurza mnie, zastanawiam się kiedy koniec. Czasem przerywam w trakcie - po prostu tego nie lubię i tyle. Zawsze uważam, że Paweł rozciąga się tyle, że starczy też i za mnie. A tutaj? Wykonałam 15 minut strechingu bez mrugnięcia okiem. Nie zastanawiałam się czy to już koniec, czy to ostatnie ćwiczenia. Maja przeżyła bez bólu i marudzenia rozciąganie! Ania - dokonałaś niemożliwego :) Możliwe, że ten trening przypadł mi do gustu, bo mimo tego że jego celem jest regeneracja i rozluźnienie nie jest nudny. Pozycje zmieniają się dość dynamicznie i nie muszę sterczeć w jednej z nich po kilka minut. Wielki, wielki, wielki plus. Trening oceniam na 6.

Co do strony technicznej - płyta ładnie wydana. Dodana jest do niej mini książeczka opisująca poszczególne dni oraz dodatkowo znajduje się w niej (na płycie także) 7 przepisów na koktajle. Ich jeszcze nie testowałam, ale jak to zrobię na pewno dam znać. Ania na płycie motywuje, jednak nie w nachalny sposób. W tle delikatna muzyka, która zupełnie nie przeszkadza, naprawdę miło się ogląda. Plusem jest także trening na brzuch, podczas którego wyświetla się w rogu podpowiedź jakie ćwiczenie będzie kolejne. Jest to duże ułatwienie podczas ćwiczeń leżących.

Podsumowując - warto. Naprawdę warto. Płyta jest dla każdego. Każdy znajdzie 15 minut i każdy sobie poradzi, ponieważ pokazywane są też wersje dla początkujących. Ania zwraca uwagę na niektóre ćwiczenia, których nie powinny wykonywać osoby z różnymi problemami zdrowotnymi. Trenerka jest zdecydowanie killerką i jej tempo jest niesamowite. Myślę jednak, że trzymanie swojego tempa i skupienie się na technice (o której na płycie jest mowa) także da duże rezultaty. Jeśli ktoś jeszcze zastanawia się nad zakupem - gorąco polecam a Ani gratuluję tak dobrej płyty.




6 komentarzy:

  1. Dzięki za recenzję, ja wciąż próbuję się zmotywować, żeby zacząć ćwiczyć w domu :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zdecydowanie wolę fitness...ale kto wie ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Płyta zamówiona, Twoja recenzja tylko mnie przekonała do tego :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zawsze uważałam, że wolę ćwiczyć w klubie, ale ostatnio czasowo nie daję rady. 30zł to nie majątek, może wypróbuję i ja tą płytę.

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo pozytywny blog. Musze polecić go żonie:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ciekawie brzmi :) nie lubię monotonii treningach ;)

    OdpowiedzUsuń

Podziel się swoją opinią :)
Dziękuję za każdy komentarz. Jest mi niezwykle miło, że poświęciłeś mi czas.