poniedziałek, 22 czerwca 2015

Podsumowanie Couple Couch Challenge

W kwietniu razem z Różową Klarą postanowiłyśmy wziąć udział w bardzo ciekawym projekcie Couple Couch Challenge, o którym pisałam tutaj.

Projekt miał zakończyć się 8.06, jednak zakończyłam go 2 tygodnie wcześniej. Razem z Klarą niestety nie udało nam się dobrnąć do samego końca.
Dlaczego? Zarówno w życiu Klary, jak i w moim pojawiło się całkiem sporo przeciwności, które odsunęły nas od wyzwania. U mnie poza natłokiem pracy pojawiły się kolejne problemy zdrowotne, mnóstwo badań i dodatkowych wizyt u lekarzy. Do tego kończyłam pisać licencjat, nadrabiałam poszpitalne zaległości, trwała sesja... Na domiar złego w mojej rodzinie zdarzył się wypadek, który też utrudnił niektóre sprawy, a na mnie spadła dodatkowa porcja obowiązków. Powiem szczerze, że poczułam się przytłoczona. Robiłam zdjęcia do wyzwania, dalej starałam się zrobić coś dla siebie, dla duszy, umysłu, poruszać się... ale nie miałam siły tego publikować, sklejać w kolaże. Zaczęłam robić to trochę dla przymusu, a nie o to chodziło w tym wyzwaniu.

Czy żałuję, że nie wytrwałam? Chyba nie.
Moja sytuacja w zeszłym miesiącu naprawdę nie należała do zbyt ciekawych i musiałam znaleźć czas na inne, ważniejsze niż blogowanie sprawy. Pomimo tego, że nie udało mi się wytrwać do samego końca wyzwania i tak jestem z siebie bardzo dumna

Co dało mi wyzwanie?

  • powróciłam do ruchu - na początku krótkie (jeszcze o kuli!), potem co raz dłuższe spacery. odkurzyłam hula-hop, jeździłam na stacjonarnym rowerku oraz znów zaczęłam chodzić na basen. Myślę, że skutkiem wyzwania jest dalszy powrót do formy, a co za tym idzie  - karnet na siłownię, który posiadam
  • zwiedziłam Warszawę, posłuchałam eliminacji do Konkursu Chopinowskiego, kupiłam Zniszcz ten dziennik, przeczytałam Bóg nigdy nie mruga, w moim pokoju pachniało świeżym bzem, zrobiłam bitwę na dmuchawce, grałam w klasy, kolorowałam, piłam pyszną kawę, nosiłam róż  i doceniłam każdą chwilę - po prostu zadbałam o swoją duszę
  • zmobilizowałam się do napisania licencjatu, dowiedziałam się wielu ciekawych rzeczy, sesję zdałam śpiewająco - to także dzięki kategorii "zabieg dla umysłu"
  • brałam relaksujące kąpiele, stosowałam mnóstwo maseczek, na paznokciach pojawiły się żywe kolory - pięlęgnowałam się ile się dało!
  • jadłam kolorowe, przepyszne dania, upiekłam domowy chleb, robiłam świetne placuszki, a to głównie dla kategorii jedzenie...
To tylko niewielka część z tego, co udało mi się zrobić przez 1,5 miesiąca. 
Najważniejsze jednak to, co zmieniło się wewnątrz. Znalazłam wewnętrzny spokój, uporządkowałam parę spraw, zadbałam o siebie w pełnym wymiarze. 

Dodatkowym atutem, który jest wręcz bezcenny,  jest współpraca z Różową Klarą. Nie chodzi tylko o "zgapianie" jej poczynań i dodatkowe punkty dla siebie. Chodzi o nasz kontakt, który zdecydowanie się pogłębił. Choć przestałyśmy brać w wyzwaniu to i tak piszemy do siebie maile, monitorujemy co dzieje się w naszych życiach. Pomimo tego, że dzieli nas mnóstwo kilometrów, pomimo wielu przeciwności w trakcie wyzwania udało nam się współpracować i motywować na wzajem. 
Ta znajomość w jakiś sposób także pomogła mi uporać się z niektórymi rzeczami - Różowa Klara - dzięki wielkie! ;) I oby tak dalej. 

Podsumowując - czy było warto?
Oczywiście, że tak! Na dowód parę zdjęć z wyzwania. A wszystkie moje kolaże znajdziecie w moim albumie na facebooku







czwartek, 18 czerwca 2015

Wróciłam + plany rehabilitacyjno/ćwiczeniowe

Miałam ponad miesięczną przerwę w blogowaniu i prowadzenia strony na facebooku.
W moim życiu ostatnio bardzo dużo się działo - pewne przeciwności losu w rodzinie, wypadki, choroby. Do tego masa obowiązków, licencjat, egzaminy, załatwianie praktyk, rehabilitacji i mnóstwo innych rzeczy. Nie miałam czasu, ani siły aby tutaj pisać.
Musiałam odpocząć od blogosfery, poukładać sobie pewne rzeczy w głowie i zająć się innymi sprawami.

Teraz jednak wracam.

Czy z nową energią? 
Chyba tak.

Z nowymi pomysłami?
Chyba tak.

Z nowymi planami?
Jak najbardziej. 



Co prawda jeszcze mam sporo na głowie, za 1,5 tygodnia się bronię + parę innych spraw. Mimo wszystko jest już lepiej, dlatego chcę znów być tutaj z Wami.

Na pewno podsumuję projekt Couple Couch Challenge, który niestety pod sam koniec "umarł śmiercią naturalną". Mimo wszystko dał mi naprawdę sporo, ale o tym będzie w kolejnym poście.

Mam też nowe plany ćwiczeniowe, które w sumie są też planami na dalszą część rehabilitacji. Dostałam zgodę od fizjoterapeutki na bieżnię, rowerek i orbiterek. Oczywiście wszystko jeszcze w bardzo wolnym tempie (np. na bieżni tylko marsz), na najniższych obciążeniach, ale zawsze to już dobry początek, prawda? Z tej okazji dostałam od P. karnet na siłownię. Mam zamiar go wykorzystać jak tylko będzie się dało.

Plan jest taki, aby zawitać na siłowni minimum 3 razy w tygodniu. Ze względu na zakaz obciążania kolana, kucania, przysiadów, zgięć itd. nie mogę robić praktycznie żadnych ćwiczeń nóg. Nie mogę też dźwigać ciężkich rzeczy stojąc. Mogę jednak ćwiczyć ręce na siedząco. Dlatego chcę spędzić tam co najmniej godzinę - ok. 10 min rozgrzewki na jednym z 3 wymienionych wyżej sprzętów, następnie ok 20 min trening górnych partii ciała (leżąc lub siedząc) i na koniec ok 30 min znów na którymś z wybranych przyrządów kardio. Chwilka rozciągania + sauna i mamy plan idealny.
Mam jeszcze 2 wejścia na basen, które także wykorzystam (dziś i za tydzień).

W lipcu mam też krioterapię, magnetoterapię i elektrostymulację, więc mam nadzieję, że także te zabiegi przybliżą mnie do odzyskania sprawności.
Odkurzyłam także kilka dni temu swoje hula-hop. Nareszcie nie czuję bólu w kolanie kręcąc nim, dlatego chcę powrócić do zwyczaju hulania minimum 3x20 min w tygodniu.

Mam nadzieję, że wszystko pójdzie po mojej myśli.
Obronię się sprawnie i dobrze, załatwię do końca praktyki w Hospicjum, zajmę się paroma innymi sprawami, nadrobię książkowe i serialowe zaległości, odpocznę, spędzę miły czas z bliskimi i powrócę do regularnego blogowania i będę jadła pyszne i kolorowe posiłki.

Takie są moje najbliższe plany.