środa, 31 grudnia 2014

Podsumowanie 2014 + postanowienia na 2015

Rok 2014 nie był dla mnie rokiem łaskawym. Po niezbyt przyjemnym 2013 myślałam, że będzie lepiej  - niestety pomyliłam się. Mimo wszystko nie było aż tak tragicznie, bo zawsze może być gorzej, prawda? 

Co do moich zeszłorocznych postanowień – część z nich udało mi się spełnić, części niestety nie – niektórych z powodu lenistwa i braku systematyczności, a niektórych z przyczyn ode mnie niezależnych.

Podsumowując mijający już rok:

Do plusów mogę zaliczyć:
·         Wprowadzenie kilku zdrowych nawyków na stałe do mojego życia (między innymi pyszne śniadania)
·         Dobre i bardzo dobre wyniki w nauce. Pomimo studiowania dwóch kierunków – otrzymywanie stypendium naukowego
·         Działalność charytatywna i twórcza
·         Rozwiązanie niektórych zagadek zdrowotnych
·         Minus kilka (szkoda, że tylko tyle) cm w obwodach

Do minusów mogę zaliczyć:
·         Kolano w rozsypce, które czeka na operację
·         Kilka spadków motywacji
·         Niewystarczająca ilość treningów (brak systematyczności)
·         Ciągle obecne złe nawyki żywieniowe
·         Dalsze niezadowolenie ze swojego wyglądu
·         Łatwe „wpadanie w dół”, jeśli coś idzie nie po mojej myśli

Jeśli mam być szczera - jestem trochę zawiedziona. Nie poddam się jednak i ciągle mam nadzieję (oby nie złudną), że kolejny rok będzie lepszy. 


Długo zastanawiałam się, co z moimi postanowieniami na rok 2015. Nie wiedziałam, czy znów postawić przed sobą konkretne cele w stylu – schudnij 5 kg, obroń licencjat na 5 i napisz pracę magisterską, znajdź dobry, satysfakcjonujący staż itd. Stwierdziłam jednak, że nie będę tego robić. Może boję się porażki, a może chcę zadbać o coś innego?

Dlatego na najbliższy rok mam tylko jedno postanowienie – bardzo ogólne – ZADBAJ O SIEBIE. Mieści się w tym naprawdę sporo – zadbaj o swoje zdrowie, wylecz do końca kolano, nie stresuj się tyle, uśmiechaj się częściej, ucz się pilnie, rozwijaj się, spełniaj swoje marzenia. To jest moje postanowienie. I obym za rok wiedziała, że jest spełnione w minimum 90%. 

Żegnaj 2014!
2015 – bądź dla mnie łaskawszy. 

p.s. Szczęśliwego Nowego Roku! ;) Oby Wasze postanowienia także się spełniły. 



wtorek, 9 grudnia 2014

Więc mówię "stop" chcę przestać biec i wreszcie się zatrzymać...

"Najgłębiej jak potrafię muszę oddychać, bo w mojej głowie huczą tysiące spraw. Już nawet nie pamiętam jak się nazywam..." - tym cytatem z piosenki "Zatrzymaj mnie" mogłabym podsumować ostatnie dni i tygodnie.

Jest mnie na blogu mało, ale to tylko dlatego, że naprawdę mam niewiele czasu na cokolwiek. Nawarstwiło mi się mnóstwo problemów, spraw do załatwienia, a do tego stało się to w grudniu, czyli przedświątecznym okresie, kiedy statystyczna Ania Kowalska ma na głowie kupowanie prezentów i pieczenie pierniczków. Czułam się jednak trochę nie fair w stosunku do Was, że znikam i mało co mówię, dlatego w telegraficznym skrócie napisze Wam co u mnie i jakie plany mam w głowie. 

Po pierwsze - uczelnia. Nie jest przyjemnie. Ze względu na nogę w gipsie, problemy zdrowotne i dwa kierunki mam bardzo duży problem z niektórymi przedmiotami, a konkretniej z dziekanem. Usłyszałam od niego wiele niemiłych słów w stylu "nawet w szpitalu jest kurier, trzeba było to pocztą załatwić/to nie ja spowodowałem pani problemy z kolanem, więc czego pani oczekuje/czy ja pani kazałem studiować dwa kierunki" itp. Powiem Wam, że jest to naprawdę demotywujące. Staram się być "pilną studentką". Wybrałam drogę studiującej dwie specjalności nie tylko z czysto pragmatycznych powodów jak przyszłe możliwości zatrudnienia, ale także ze względu na własny rozwój. Mój Chłopak śmieje się ze mnie, że jestem kujonem - no i może jestem! Jeśli coś mnie zainteresuje staram się pogłębiać swoją wiedzę, a od ponad 2 lat non stop ktoś podcina mi skrzydła, ludzie nie potrafią zrozumieć po co zadaje sobie tyle trudu, nie rozumieją, że ja po prostu chcę się rozwijać i robię to tez dla siebie, a ciągle odbijam się od ściany. Nie moja wina, że z noga potoczyło się jak potoczyło, ale czy przez to mam nie skończyć studiów bo jakiś pan z własnymi problemami nie chce mi się podpisać na papierku? Nie ma mowy! Walczę dalej.

Kolejną kwestią są zbliżające się zaliczenia, projekty, które oddaję już teraz, a także pisane przeze mnie dwie prace - licencjacka i magisterska. Co prawda "pisane" jest tutaj trochę na wyrost, bo na chwilę obecną głównie czytam i szukam literatury, jednak ma to związek z przyszłą - już bardziej twórczą pracą.

Następnymi sprawami jest moje auto i laptop, które się psują. Z autem było i będzie jeszcze trochę bieganiny u mechanika, ale części już kupione (+ Mikołaj wiedział co mi się przyda i pod kołdrą znalazłam nowy bak na paliwo :) ). Z laptopem wszystko się dopiero okaże, ale staram się ratować pliki, które mi pozostały. 

Zaczęłam tez chodzić na basen - we wtorki i czwartki (zaraz właśnie zmykam). To praktycznie jedyna forma ruchu, jaka w tym momencie jest wskazana, więc cieszę się, że mogę chociaż tyle. 


Oto zadowolona Maja po przepłynięciu ok 40 basenów

Jak wspomniałam na początku - Święta za pasem! Trzeba było upiec pierniczki, zdobić będziemy je za 2 tygodnie. Do tego czasu muszę też kupić resztę świątecznych prezentów.



Sama sobie też dokładam zadań - w marcu biorę z Dziewczynami z mojego koła naukowego udział w Olimpiadzie Kreatywności, o której napiszę za jakiś czas, a także jestem w trakcie przygotowania dla Was wyzwania na najbliższy rok. Już nie mogę się doczekać, aż pokażę Wam co przygotowałam :)

Resztę mojego czasu, którego nie ma za wiele, spędzam z bliskimi - głównie z moim małym bratem (bawimy się wtedy kreatywnie) oraz z Pawłem. 
Dzieła z plasteliny. 

Wycinanki

Jestem dumna z tego słonia :D

Niestety w kolejnym tygodniu znów dwa kolokwia, trochę zaliczania na konsultacjach itd. Mam jednak nadzieję, że weekend znajdę trochę czasu i naskrobię jakiegoś posta. 

A jak tam Wam mija grudzień? Zabiegani, czy już spokojni?