czwartek, 21 sierpnia 2014

Pierwsze urodziny bloga + konkurs dla Was! :)

Czas leci bardzo szybko. 
Wydaje mi się, że piszę na blogu z jakiś miesiąc, a dziś minął cały rok!

Pamiętam bardzo dobrze tę podjętą decyzję - bardzo się obawiałam, nie wiedziałam, czy to aby na pewno dobry pomysł - teraz jednak jestem przekonana, że była to dobra i ważna dla mnie decyzja.




Jak w życiu każdego człowieka - tak i na blogu - pojawiały się wzloty i upadki. I nie mówię tutaj o statystykach, ale o moim zapale, chęci do pisania, nowych pomysłach. Jest parę rzeczy, które chcę poprawić (chcę pisać regularniej, częściej o psychologii, więcej własnych zdjęć itp.), jednak mimo wszystko jestem bardzo zadowolona i dumna z siebie. Pomimo dwóch kierunków, od jakiegoś czasu pracy i obowiązków domowych znajduję garstkę czasu, którą jestem gotowa poświęcić na bloga. I wiecie co? Jest to bardzo miły czas dla mnie. Lubię pisać, uwielbiam czytać Wasze komentarze, które motywują mnie do dalszego działania oraz kocham czytać inne blogi, które potrafią nie tylko zmotywować, ale także czasem poruszyć za serce, czy rozśmieszyć do łez. 

Wiem, że jest mnóstwo blogów, które w tym samym czasie osiągnęły 10 razy tyle co ja (o wiele więcej wejść, komentarzy,  postów, obserwatorów itd.), jednak to nie jest dla mnie ważne. Przedstawię Wam garstkę statystyk, jednak bardziej dla celów informacyjnych. Cieszy mnie każdy osobny komentarz, każde wejście i każdy obserwator, a parę liczb nie ma dla mnie większego znaczenia (co nie zmienia faktu, że jeśli będziecie dużo komentować, to bardzo się ucieszę!)


Podczas 365 dni blogowania 


Żeby uczcić ten dzień postanowiłam przygotować dla Was konkurs. Mam nadzieję, że chętnie weźmiecie w nim udział.

Zasady:

  • Napisz w komentarzu co dla Ciebie oznacza kochanie siebie. Może to być jedno słowo, jedno zdanie lub dłuższa wypowiedź. Wybór należy do Ciebie. 
  • napisz także jakiś namiar do siebie (mail, adres bloga, cokolwiek)
  • zwycięzca zostanie wybrany poprzez losowanie
  • w konkursie mogą brać udział osoby pełnoletnie lub osoby, które posiadają zgodę opiekuna prawnego
  • konkurs zaczyna się w dniu dzisiejszym (tj. 21.08), a kończy się 21.09.2014 (edit: konkurs kończy się 12.10)
  • ogłoszenie zwycięzcy odbędzie się w terminie nieprzekraczającym 30.09.2014 (edit: do 30.10)
  • nagroda zostanie wysłana na koszt organizatora (jednak tylko na terytorium RP)
  • nie trzeba zostać obserwatorem bloga, ani nie jest wymagane polubienie fanpage'a, jednak będzie mi niezmiernie miło, jeśli tak się stanie
  • Konkurs nie podlega ustawie z dnia 29.07.1992 o grach i zakładach wzajemnych  (Dz. U. z 2004 r.  Nr 4, poz. 27 z późn. zm.)
Nagroda


Nagrodę wybraliście Wy - czytelnicy bloga i strony na facebooku. 

Będzie to Zestaw dla Biegacza, w którego skład wchodzą: 
słuchawki sportowe, naramienne etui, pedometr, odblaskowa 
kamizelka oraz bidon.


Nagroda zostaje ufundowana przez Deal4you.

Zestaw możecie dokładniej obejrzeć - tutaj




Na koniec chciałam podziękować wszystkim Wam oraz każdemu z 
osobna za ciepłe słowa, za każde wejście, za każdy komentarz czy
uwagę. 


Dziękuję! 

sobota, 16 sierpnia 2014

Przygotowania do konkursu z okazji 1 urodzin bloga - wybierz nagrodę! :)

Już za parę dni pierwsze urodziny bloga. Postanowiłam je uczcić konkursem dla Was. 

Nie mogę jednak zdecydować się co do nagrody, dlatego z chęcią usłyszę Wasze zdanie na ten temat. 
Chciałabym dowiedzieć się jaka nagroda z niżej wymienionych będzie dla Was najbardziej atrakcyjna, co chcielibyście wygrać.

Do wyboru 5 opcji:

1.  Pas do biegania, z miejscem na bidon, kieszeniom z wyjściem audio, który możecie zobaczyć tutaj + takie oto termoaktywne skarpety, przeznaczone specjalnie do uprawiania sportu.

2. Słuchawki, którym niestraszne są wstrząsy podczas biegu (klik), do wyboru w kolorze różowym i żółtym 

3. Zestaw dla biegacza, w którym znajdziecie między innymi słuchawki, bidon i krokomierz. Możecie obejrzeć go tutaj.

4. Koszulkę rowerową (dostępne różne rozmiary), posiadającą elastyczne kieszenie (klik)

5. Koszulkę termoaktywną, idealną na wieczory, poranki, czy tez chłodniejsze dni (które niestety się do nas zbliżają) - możecie zobaczyć ją tu + skarpetki, 3 pary oto one.



Czekam na Wasze komentarze i prywatne wiadomości, w których zdecydujecie co już za kilka dni będzie można wygrać w konkursie! :)
Mam nadzieję, że coś przypadnie Wam do gustu... :D

piątek, 15 sierpnia 2014

Brakuje Ci motywacji?

Ćwiczysz już jakiś czas i nagle pewnego dnia nie chcesz podnieść się z kanapy?
A może nie możesz się zebrać, żeby zacząć?
Chyba, że po prostu nie lubisz się pocić i trenujesz bez chęci robienia tego?

Myślę, że każdego czasem dopada chwila, w której nie wie czy jest sens dalszego skakania/biegania/podnoszenia ciężarów kilka razy w tygodniu. Sama niestety ostatnio przechodzę to dość często. Co wtedy robię?

Odpowiadam na kilka pytań.

1. Dlaczego to robisz? Jaki jest cel?
2. Dla kogo to robisz?
3. Czy cel jest dla Ciebie ważny?
4. Dlaczego nie chcesz tego robić?

Ad. 1. Jeżeli nie wiesz dlaczego ćwiczysz, to pierwszy znak, że musisz się nad tym poważnie zastanowić. Nie ważne jaki jest cel, ale jakiś musi być. Może to być chęć uzyskania zgrabniejszego ciała, zniknięcie cellulitu, poprawa samopoczucia, dla zdrowia, dla lepszego samopoczucia, dla zabicia nudy - cokolwiek. Musisz jednak wiedzieć dlaczego. Może z czasem pokochasz ćwiczenia i będziesz to robić dla nich samych, dla samopoczucia po. Jednak gdy przyjdzie chwila zwątpienia musisz wiedzieć - dlaczego.

Ad.2. Z doświadczenia wiem, że robienie czegoś dla siebie jest najlepszą motywacją. Najgorszą natomiast wywołanie zazdrości/zawiści innych. Pomyśl - ważniejsze jest Twoje zdrowie, samopoczucie, wygląd - czy też zdziwiona mina koleżanki?

Ad.3. Trochę nawiązuje to do pkt 1. Jeżeli tak naprawdę nie wiesz czemu to robisz, nie jest to raczej dla Ciebie zbyt ważne. Jeśli naprawdę chcesz schudnąć łatwiej Ci będzie podnieść tyłek i zrezygnować z chipsów. Jednak jeśli podchodzisz do tego z większym dystansem - "kiedyś tam schudnę", może być Ci ciężej. Musisz wiedzieć, że naprawdę chcesz to zrobić.

Ad.4. i tutaj pojawia się masa wymówek - bo jestem zmęczona, bo nie mam czasu, bo jest zła pogoda, bo nie mam jeszcze dobrych butów, bo ktoś mnie obraził, bo wolę obejrzeć film, bo jest już za późno itd. Ok - część wymówek czasem jest dobra. Bo jeśli miałam ostatnio za sobą 16h w pracy na nogach, stopy olały niesamowicie, a ja marzyłam tylko o łóżku - bez problemu wybaczyłam sobie przerwę. Czasem jednak wyszukuję co raz to nowe wymówki. Następnego dnia mam wyrzuty sumienia, bo okazuje się, że mój cel jest o wiele, wiele ważniejszy niż to, dlaczego trening ominęłam. 

Jeżeli odpowiem sobie na te 4 pytania to zazwyczaj już wiem, że czas na trening, chociaż bardzo mi się nie chce. Oczywiście są chwile słabości, kiedy nic do mnie nie przemawia. Wtedy odpuszczam, a następnego i oglądam sobie zdjęcia różnych metamorfoz. Wtedy złoszczę się na lenia siedzącego we mnie, wkurzam, że jestem jeden krok za możliwością, którą miałam i natychmiast biorę się do roboty. O wiele ciężej jednak jest powrócić do ćwiczeń po dość długiej przerwie, ale o tym już innym razem. 

Co do moich sierpniowych treningów - jest dość słabo, ale w sumie mogły być tylko 2 treningi więcej. Resztę to sama potrzebowałam odpoczynku i nie żałuję, że nie ćwiczyłam. Teraz też będzie mi ciężko. Rano na 7.30 na praktyki, a potem na 16 do 21 do restauracji, ale może jakoś dam radę?

niedziela, 10 sierpnia 2014

O ludziach, byciu kelnerką i staniu 16 godzin.

I znów tydzień się nie odzywałam. Mam jednak usprawiedliwienie, o którym właśnie Wam napiszę. 

Zacznę może od tego, bo część wie, a cześć nie wie, że dorabiam sobie w wakacje jako kelnerka. Czy będę w restauracji pracować podczas roku akademickiego? Nie wiem, to wszystko zależy od mojego planu zajęć. Co do samej pracy - jest ok. Kilka rzeczy mogłoby być lepsze, ale nie jest źle. Praca ta ma dużo plusów, chociażby taki, że pracuję z ludźmi, a to dla mnie bardzo ważne.

No ale właśnie... ludzie jak to ludzie - różni są bardzo. Przekonałam się o tym w zeszłym tygodniu. Nie odzywałam się dlatego, bo pracowałam 5 dni po kilkanaście godzin dziennie. Np. wstawałam o 5, zarzucałam na siebie ubranie, aby 45 min później stawić się w pracy, z której wyszłam o 22. Spałam 4 razy mniej niż pracowałam i przyznam szczerze - to bardzo słaba opcja, bo nie preferuję żywotu zombi bez nóg. 
Ale powracając - godziny pracy były tak koszmarne, ponieważ restauracja była odpowiedzialna za katering dla prawie tysiąca osób (mistrzostwa polski szachistów juniorów). No i tutaj pojawiają się Ci ludzie...

Powiem Wam, że byli oni naprawdę różni. Były osoby, z którymi nie chciałabym się nigdy w życiu już spotkać - niemili, gburowaci, niecenzuralni, z okropnym słownictwem, okropnym usposobieniem, niezadowoleni ze wszystkiego, reagujący na świat wręcz alergicznie. Przerażające jest to, że niestety ich dzieci zachowywały się podobnie. Wyobrażacie sobie, że dostałam ostry opierdziel od 8 latka, bo nie zjadł kotleta? Wtedy nie wiedziałam, czy mam śmiać się czy płakać. Usłyszałam mnóstwo gorzkich słów, których tak szybko nie zapomnę.

Jest też druga strona medalu, ta ludzka właśnie. W pełnym tego słowa znaczeniu. Niektórzy z gości zdawali sobie sprawę z trudu, jaki wkładaliśmy w tę pracę. Może nie wiedzieli, że musimy być na nogach aż tyle godzin, wiedzieli jednak, że nie jesteśmy złem tego świata. Umieli docenić uśmiech i nasze zaangażowanie. Jestem osobą, którą po tej pracy bolały policzki - od uśmiechu właśnie. Chociaż było ciężko, było naprawdę trudno, byłam naprawdę zmęczona i chwilami miałam ochotę uciec stamtąd z wrzaskiem, to i tak wiedziałam, że nie mogę pokazać tego po sobie. Dlatego może część ludzi obdarzyła mnie zaufaniem? I chociaż tylko nalewałam im zupę to usłyszałam historie o ich życiu, wojsku, żonie, teściowej, która nie pozwala gotować, o sukcesie dziecka, imprezach rodzinnych, weselach dzieci... Usłyszałam także, że mam piękny uśmiech, że dobrze spełniam swoje zadanie. Mili panowie mówili do mnie per słonko, co po 10h stania było miłym przerywnikiem. I dla takich właśnie chwil warto pracować.

Olbrzymim plusem tej pracy był nasz zespół, który trzymał się razem. Atmosfera w pracy jest najważniejsza i była naprawdę wyśmienita. Chociaż każdy z nas był zmęczony, to byliśmy dla siebie mili, a żarty z dnia na dzień były co raz głupsze.

Czy chciałabym jeszcze raz tak spędzić tydzień? Wątpię, bo moje kolano dostało zbyt wielki wycisk. Gdybym jednak była zdrowa jak rybka, kto wie? Teraz jednak powracam do restauracji, domowych obowiązków, a za 10 dni zaczynam praktyki.  Mam zamiar znów zacząć ćwiczyć, bo chyba rozumiecie, że po 16h stania nie miałam ochoty już na żaden inny trening :)

A tak swoją drogą, zapraszam do siebie na Instagrama oraz specjalnie dla Was przygotowałam arkusz, w którym zapisuję swoje sierpniowe treningi. Także zapraszam i tam. Mam nadzieję, że od jutra tabelka znów będzie fajnie wyglądać.

Trzymajcie się ciepło, a ja obmyślam jak uczcić pierwsze urodziny bloga, które już niebawem... ;)

niedziela, 3 sierpnia 2014

Turbo wyzwanie - hit czy kit? - rezenzja najnowszej płyty Ewy Chodakowskiej

Proszę Państwa! Przed Wami mini jubileuszowy, setny już post na blogu! :)

Powracając do zdrowych nawyków, a co za tym idzie  - także do ćwiczeń, postanowiłam wypróbować w końcu najnowszą płytę Ewy Chodakowskiej - Turbo Wyzwanie
Przyznam szczerze, że zbierałam się do tego już dość długo. Wcześniejsze płyty nie były dla mnie czymś niezwykłym: skalpel wyzwanie za bardzo obciążał mi kolano, płyty dołączone do Shape nie przypadły mi do gustu (oprócz jednej z Tomkiem Choińskim), skalpel i skalpel 2 po prostu mi się znudziły. Cały czas jednak, trafiały do mnie pochlebne opinie na temat Turbo Wyzwania. A co sądzę o nim ja?

Tradycyjnie już postanowiłam podzielić swoją subiektywną recenzję na dwie części:


1. Strona wizualna

+ ładne miejsce nagrania

+ dobry dźwięk

+ muzyka w tle, która jest cicha, nie zagłusza - ale mimo wszystko pomaga podczas ćwiczeń

+ największa zaleta - licznik odmierzający czas, który jest tylko w jednym miejscu, a nie w różnych, jak w przypadku wcześniejszej płyty. Dzięki temu za każdym razem jak patrzę na ekran - wiem, gdzie spojrzeć aby wiedzieć ile zostało do końca, a nie muszę wodzić oczami w poszukiwaniu stopera

+ napisy - genialny pomysł dla osób mających problemy ze słuchem, lub też dla mam, które chcą ćwiczyć i nie obudzić swoich pociech dźwiękiem z laptopa.

- znów pojawiające się reklamy... ja wiem, że większość osób nie zwróciła na nie uwagi, ale mnie jakoś niesamowicie irytują. Dobrze, że są to głównie reklamy studia Ewy i jej strony, chociaż dezodorant i siłownia także się pojawiają




2. Ćwiczenia - czyli to, co jest w tej płycie najważniejsze

Cały program podzielony jest na 8 rund. W każdej z nich są 4 ćwiczenia, powtarzane 2 razy. Wykonywane są one przez 20 s, a następnie mamy 10s przerwy, aby zmienić pozycję i przygotować się do kolejnych ćwiczeń. Zazwyczaj pierwsze ćwiczenie z rundy to typowe aeroby (burpees, sprint, skoki, pajace), ostatnie ćwiczenie to ćwiczenie na brzuch (z jednym wyjątkiem), a środkowe ćwiczenia to mix - planki, ćwiczenia na pośladki, ramiona, nogi. 

+ większość ćwiczeń pokazywana jest w dwóch wersjach - zaawansowanej i początkującej. Jest to wg mnie bardzo dobry pomysł, ponieważ każdy z nas znajdzie tam coś dla siebie. Osoby początkujące nie muszą tyle skakać, dzięki czemu robią ćwiczenia wolniej i dokładniej, osoby zaawansowane - mogą się zmęczyć. Ogromnym plusem dla mnie jest to, że takie osoby jak ja, czyli mające problem ze stawami/kolanami - spokojnie mogą wykonywać "lżejszą" wersję, a i tak dostaną wycisk, nie obciążając przy tym za bardzo swoich nóg i dbając o swoje zdrowie

+ ćwiczenia tak rozłożone, żeby po aktywniejszym było coś spokojniejszego - np. bieg - deska - brzuch.

+ system 20s ćwiczenia  - 10s przerwy - dzięki temu zanim jakieś ćwiczenie zaczęło mnie denerwować (nawet takie, których nie lubię) przechodziłam już do czegoś innego. Poza tym dzięki takiemu rozkładowi czas leciał szybciej, a trwający 40 min trening nie dłużył się w nieskończoność

+ ćwiczenia angażujące wszystkie mięśnie - zarówno uda, pośladki, jak i ramiona. Tutaj tylko mały minus - mało ćwiczeń na plecy!


+/- rozgrzewka i rozciąganie. Nic specjalnego, ale nie ma też nic złego. Przyznam jednak, że wolę rozgrzewać się sama, a tym bardziej sama się rozciągać. Trzeba jednak przyznać, że tym razem rozgrzewka choć trochę mnie rozgrzała :)


- po raz n-ty za mało tłumaczona technika ćwiczeń - skoków, wykroków, przysiadów, deski itd. Dla osób już ćwiczących, które wiedzą z czym to się je - nie powinno być problemów, jednak dla osób, które dopiero co zaczynają - nie polecam. 

- brak ćwiczeń (lub bardzo mało), przy których mięśnie drżą i pieką, a przyznam szczerze, że bardzo to lubię

- ćwiczenia na brzuch - niezbyt angażujące mięśnie, mimo wszystko wiem jednak, że są osoby, które ich nie wykonają. I tutaj niestety Ewa nie dała im wielu różnych ćwiczeń do wyboru - nie pokazywała alternatywnych wersji, ale mówiła, żeby robić typowe brzuchy - spięcia mięśnia. I tak przez prawie 8 rund. Trochę nudno.

-po 4 rundach przydałaby się choć chwilka przerwy, chociaż 30s na napicie się wody, bo program daje popalić. 

Podsumowując - jestem miło zaskoczona! Pomimo minusów, które się pojawiły z treningu jestem zadowolona. Wykonałam go w trochę zabójczych warunkach (30stopni, sauna), a pot lał się po moim czole strugami, ale chyba o to chodzi? Chociaż nie poczułam mięśni, to poczułam że żyję. Program nie dłużył mi się, nie zanudzał mnie jak poprzednie, dlatego myślę, że powrócę do niego nie raz. Może zrobię sobie soboty z turbo? :) Co więcej ogromnym plusem były dla mnie 2 wersje ćwiczeń. Żeby spróbować wszystkiego przy 1 serii wykonywałam wersję zaawansowaną, a przy 2 początkującą. Następnym razem myślę, że zrezygnuję z prawie wszystkich skoków i przerzucę się na wersję dla mniej zaawansowanych, ze względu na moje kolana. Będzie to bezpieczniejsze, a i tak przyniesie efekty. 
Powiem też Wam, że jak przećwiczyłam program pomyślałam sobie tak w duchu, że chyba Ewa czytała moją recenzję Skalpela Wyzwanie, bo poprawione zostały niektóre rzeczy, które mi się nie podobały (np. czasomierz w jednym miejscu, wersje ćwiczeń dla początkujących :)

A Wy ćwiczycie turbo wyzwanie? Co myślicie o tym treningu, podoba Wam się? A może chcecie dopiero spróbować? 

piątek, 1 sierpnia 2014

Rewolucja!

Przyszedł sierpień. Połowa wakacji tuż, tuż. A ja przyznam się bez bicia - zawaliłam ostatnio na całego, niestety po raz kolejny. Co prawda - wyjazdy i praca były pewnym dystraktorem, jednak nie powinnam poddać się tak łatwo. Nie jest też tak, że nie robiłam nic, bo coś udało mi się osiągnąć jednak daleko mi do moich celów. Na szczęście opamiętałam się i zaczynam (tak, znów po raz n-ty) nowy rozdział w moim życiu.

Nowy miesiąc = nowe postanowienia.

Tym razem jestem zmotywowana jak nigdy dotąd. Czuję, że sierpień będzie moim miesiącem. Wiem, że część osób, które podczytuje mnie regularnie, wie, że ostatnimi czasy za dobrze nie było. Możecie sobie pomyśleć - "tak, znów zmiany, których nie będzie i wszystko powróci do normy. Mówisz, a nie robisz". Udowodnię Wam, a przede wszystkim udowodnię sobie - że ja też mogę! Ja też potrafię spiąć ostro tyłek i wziąć się w garść. Czeka na mnie mnóstwo pokus i mnóstwo przeciwności, jednak muszę w końcu dać radę i musi mi się udać. To będzie mój czas i  moja rewolucja.

Koniec z obiecywaniem sobie czegoś i niedotrzymywaniem tych obietnic. Stawiam sobie twardy cel, konkretne warunki i biorę się do roboty. 
Rano zmierzyłam się i zważyłam - wiem na czym stoję. Zobaczymy jak będzie za miesiąc.

Moje cele na najbliższy miesiąc to:

-18h poświęconych na treningi 

- zdrowe i regularne posiłki

- dużo wody + powrót do czerwonej i zielonej herbaty

- mało słodyczy i słonych przekąsek (najlepiej w ogóle, jednak wszystko jest dla ludzi i jak coś się "przydarzy" to przecież sobie w łeb nie strzelę :))

- 10 postów na blogu

Tym razem  po prostu musi się udać! Trzymajcie kciuki, a ja siadam do przygotowania jakiś tabelek, które mi ułatwią później sprawdzenie jak mi poszło w sierpniu.

Spodziewajcie się także niebawem relacji z mojego wyjazdu nad morze (będzie parę zdjęć) oraz dalszej części projektu 22 tygodni pracy nad sobą.