środa, 16 lipca 2014

O tym jak Maja pokochała śniadania...

Kiedyś śniadania nie były moim ulubionym posiłkiem. W gimnazjum nie jadłam ich w ogóle, bo potem było mi niedobrze. W liceum jadłam je okazjonalnie. Na studiach powoli zaczęłam się do nich przekonywać. Na początku dlatego, że nie musiałam już wstawać na 7:30 do szkoły, a na 9-10, przez co miałam więcej czasu. Potem przeczytałam, że tak zdrowo. Następnie śniadań zaczął się domagać mój organizm. I tak teraz, w wieku 22 lat nie wyobrażam sobie wyjść z domu, nawet o godzinie 7 rano bez chociaż malutkiego śniadania. 

Podczas roku akademickiego wszystko zależy od godziny, na którą mam zajęcia. Jeśli jest to godzina poranna, raczej moje śniadania wymyślne nie są - jakaś kanapka, płatki owsiane z mlekiem lub jogurtem, czasem jajecznica. Jeśli mam więcej czasu, a na uczelni muszę pojawić się po godzinie 11 lub później, albo podczas wakacji mogę trochę zaszaleć. Wtedy w ruch wchodzi moja inwencja twórcza i zaczynam się bawić. Omlety, owsianki, jajka pod różną postacią, francuskie tosty, placuszki owsiane, jaglanka... 
Śmiało mogę stwierdzić - kocham śniadania! 
Wolę je niż kolacje, na które nigdy nie mam pomysłu, żeby były szybkie i zdrowe. Tutaj czeka mnie jeszcze trochę pracy.

Dlaczego warto jeść śniadania?


  • to najważniejszy posiłek podczas dnia (lepiej ominąć kolację lub zjeść słaby obiad)
  • to ono daje nam energię nie tylko na cały poranek, ale na cały dzień!
  • jedząc śniadanie mamy mniejszy apetyt podczas dnia i wieczorem - czyli mniej podjadamy, a to oznacza kontrolę wagi 
  • rano nasz układ pokarmowy działa najlepiej i dzięki tym zwiększonym obrotom nie tylko spali śniadanie w całości, ale także wybierze z posiłku najwięcej zdrowych elementów
  • jeśli mamy ochotę na małe grzeszki - róbmy to podczas śniadania. Wtedy możemy być spokojniejsi - ryzyko odłożenia się tego i owego maleje
  • podobno zjedzenie śniadania zmniejsza naszą podatność na stres podczas dnia
  • osoby jedzące śniadanie mają mniejszą nadwagę lub nie mają jej w ogóle w porównaniu z osobami, które pierwszy posiłek jedzą za późno
Jak powinno wyglądać nasze śniadanie?
1. Powinno zostać zjedzone do godziny po wstaniu z łóżka
2. Powinno być wartościowe - zawierać zarówno węglowodany (i to sporą dawkę, bo to one są źródłem energii), białko, jak i tłuszcze (o których często zapominamy)
3. Powinno być kolorowe i ładnie podane, abyśmy jedli je z uśmiechem na twarzy.

A na koniec parę zdjęć przedstawiających moje śniadania z ostatniego miesiąca. Oczywiście nie fotografuję wszystkiego, ale parę razy mi się zdarzyło.

Drodzy Państwo, przedstawiam Wam śniadania Mai:

1. Jajecznica z pomidorem, bazylią i chlebem. Szybko, zdrowo, pysznie!

 2. Kanapka kotek/misio/co tam chcecie :) Było ich więcej, ale nie dotrwały do zdjęcia. Chleb pełnoziarnisty + twaróg + ogórek +szczypiorek + rzodkiewka + pomidor i do tego banany i truskawki

3. Pełnoziarniste kanapki z pastą z awokado i pomidorem. Do tego szynka, ogórek i papryka. Kolorowo!

 4. Zmodyfikowany koktajl z książki Ewy Chodakowskiej "Przepis na sukces". Mój napój to: banan, truskawki, płatki owsiane, siemię lniane, ser twarogowy i jogurt naturalny. Taki koktajl jest naprawdę syty i dostarcza tego, co potrzebujemy, aby mieć energię na calutki dzień.

5. Owsianka z truskawkami i jagodami goji. Prawda, że śliczne serce? :)

6. Piękna owsianka na jogurcie naturalnym z wiśniami, czarną porzeczką, owocami goji, posypana siemieniem lnianym (na zdrowy układ pokarmowy i piękne włosy i paznokcie). Do tego hibiskusowa herbatka, którą uwielbiam. Swoją drogą lubię sobię tak przystrajać potrawy, bo potem smakują mi 3 razy lepiej! Też jecie oczami?

7. Przepyszne tosty francuskie z warzywami: pomidorem, ogórkiem, rzodkiewką i szczypiorkiem. Powiem Wam, że takie 3 tosty to całkiem sporo bo truskawek już nie mogłam wcisnąć :)


Mam nadzieję, że i Wy jecie śniadania i podzielicie się ze mną jakimiś pysznymi przepisami <3

wtorek, 15 lipca 2014

22 tygodni pracy nad sobą - 3

Od razu przepraszam Was za opóźnienie. Post ten powinien pojawić się wczoraj, ale jestem bardzo zabiegana i nie zdążyłam.

Moim zadaniem na ostatni tydzień było zapisywanie ile czasu spędzam robiąc różne rzeczy. Od razu mówię, że niestety zrobiłam to tylko 4 razy, a nie 7. Pomimo tego dowiedziałam się już co nie co - ciągle brak mi czasu, a z moją organizacją nie jest tak źle. 

Myślałam, że na mojej kartce dominować będą zjadacze czasu : internet, telewizja, jakieś inne głupoty. Tak jednak nie było.
Zaczęłam pracę i choć spędziłam w niej na razie tylko 3 dni, to za to prawie całe 3 dni. Gdy wróciłam do domu to albo było już po 22 albo i tak nie miałam już na nic siły. 
Jeden z dni spędziłam także na rodzinnej wyprawie na Ślężę, więc czasu nie marnowałam. Pozostałe 3 dni jeździłam do sanepidu, chodziłam na spacery itd. 

Podsumowując - w ubiegłym tygodniu nie zmarnowałam tyle czasu ile myślałam, ze zmarnuję (to chyba dobrze, nie? :D). Telewizji nie oglądam prawie wcale (czasem z 20 min przy śniadaniu + oglądałam mecze + 1-2 razy w tygodniu film wieczorem). Gorzej z internetem. Tutaj muszę przyznać, że mimo wszystko za dużo czasu poświęcam na blogosferę, facebooka, instagrama i inne strony. Czasem robię coś produktywnego (np. piszę posta), a czasem przeglądam mnóstwo witryn przez godzinę i nie wynoszę z tego nic wartościowego. Zastanawiam się nad rozwiązaniem tego problemu - może jakieś konkretne godziny użytkowania laptopa? Nie wiem czy to się sprawdzi, muszę to naprawdę dobrze przemyśleć. Może Wy macie jakieś pomysły?

Poza tym czas spędzam dobrze - spacery, czas z bratem, gotowanie, praca, załatwianie różnych innych spraw. 
Za to zadanie daję sobie ocenę: 4= 

Tydzień 3 - Zadanie 3 - Myśl pozytywnie

Zadanie bardzo proste, a mam nadzieję, że będzie bardzo owocne. Ostatnio dołączyłam do zabawy 100 happy days w pigułce. Przez 7 dni na facebooku, co dziennie możecie przeczytać o 3 miłych momentach z mojego dnia. Zainspirowało mnie to także do czegoś innego. 
Przez następny tydzień jeśli pomyślę o czymś złym/smutnym albo stanie się coś przykrego/niezadowalającego mnie/denerwującego to postaram się znaleźć 3 pozytywy każdej takiej sytuacji. Minusy zamieniamy na plusy. Co Wy na to?

Poza tym nie wiem jak będzie z czasem w tym tygodniu i czy za tydzień uda mi się zrobić podsumowanie, bo do załatwienia jeszcze masa rzeczy. W poniedziałek będę już nad morzem <3 Oby pogoda była piękna.

poniedziałek, 7 lipca 2014

22 tygodnie pracy nad sobą - 2

Minął tydzień, od kiedy postawiłam sobie pierwsze wyzwanie, o którym przeczytacie tutaj

Przyszła pora na podsumowanie oraz postawienie kolejnego mini celu.

Powiem Wam, że jestem pozytywnie zaskoczona! Jakimś cudem udało mi się wypełnić ponad 90% moich planów, także śmiało stwierdzam, że karteczki w moim przypadku działają. Co prawda, boję się, że podczas roku akademickiego ten sposób może już nie być aż tak efektywny, ale może do tego czasu wypełnianie codziennych obowiązków będzie już dla mnie nawykiem? Żeby tak się stało postaram się znaleźć wolny zeszycik i pisać codziennie co mam do zrobienia i odhaczać kolejne rzeczy. Sterta karteczek to już po tygodniu słaby pomysł, a w swoim kalendarzu nie mam aż tyle miejsca.
Za 1 tydzień wyzwania stawiam sobie ocenę: 5-! (fanfary!)

Żeby nie było tak kolorowo, czas na kolejne wyzwanie, a będzie to.... 

Tydzień 2 - Zadanie 2 - Organizacja czasu

Drugi kierunek nauczył mnie już w tej kwestii całkiem sporo. Zawsze byłam roztargniona, wszystko robiłam na ostatnią chwilę, na wszystko brakowało mi czasu. Teraz jestem bardziej poukładana, bardziej świadoma swojego czasu i 2 kolokwia dziennie nie przerażają mnie tak jak kiedyś 2 tygodniowo, a dodatkowo znajduję jeszcze czas na trening, jednak widzę jeszcze tutaj parę niedociągnięć. Dlatego planem na ten tydzień jest zapisywanie przez 7 dni co konkretnie robię i ile czasu mi to zajmuje. Wiem, że może być to trochę uciążliwe (ale nie martwcie się, nie będę liczyła każdej sekundy spędzonej w toalecie, poświęconej na mycie zębów, czesanie włosów i ścielenie łóżka :)), jednak to tylko tydzień. Myślę, że warto. W końcu zobaczę konkretny dowód, że czasem marnuję trochę czasu na bezsensowne szperanie w internecie, oglądanie głupich programów w tv itd. Mam wakacje, także nie będę całkowicie się przed tym broniła, nie chcę jednak spędzić ich całkowicie bezproduktywnie. 
No to kartki w ruch i zaczynam drugi już tydzień!

Czy ktoś "pracuje nad sobą" razem ze mną? :)
Trzymajcie kciuki. 

p.s. Macie jakieś posty, które chcielibyście przeczytać? Może coś z psychobajdurzenia? Albo coś o treningach? Jestem otwarta na Wasze propozycje. 

czwartek, 3 lipca 2014

Nowy numer Women's Health - czy warto?

Kupuję Women's Health'a od początku ich istnienia. Bardzo cieszyłam się, że powstała kolejna "fit" gazeta. Myślę, że przyszedł czas na moją recenzję tego czasopisma na podstawie ostatniego numeru. 
Moja zmaltretowana już gazeta :)



No to zacznę niestandardowo, bo od minusów:

- mnóstwo reklam. Naliczyłam ponad 15 całych stron z reklamami, co daje nam ok 10% całej gazety. Dodatkowo reklamy aut zajmujące 1/3 strony itp. Przyznam, że dla mnie to trochę za dużo.

 - dużo reklam w artykułach, które polecają kosmetyki, zegarki itd. To nie przeszkadza mi aż tak bardzo, jednak większość produktów jest za droga na studencką kieszeń. Podkład za 200 złotych, zegarek za tysiąc złotych, balsam za 300m szampon za 99 i puder za 250 to trochę za dużo. Jest to jednak mój subiektywny minusik, ponieważ chciałabym przeczytać też coś o rzeczach dostępnych dla mnie. Może pomyślicie o tym Droga Redakcjo? :)

- za dużo "wymyślnych" potraw i składników, za mało sezonowych, ogólnodostępnych. Np. w tym numerze mamy artykuł o Quinoi. Z jednej strony - super, poznajemy coś nowego, ciekawe przepisy. Z drugiej strony w sklepie prędzej znajdziemy płatki żytnie, z których też możemy wyczarować cuda, a na nie przepisów - brak.

No i to tyle minusów. Nie ma ich za dużo, nie są też bardzo istotne. O wiele więcej jest plusów!

+ cena. Za podobne pieniądze możemy kupić konkurencyjny Shape, w którym znajdziemy połowę mniej informacji. Jeśli mam w portfelu niecałe 10 złotych - wolę kupić WH

+ Bardzo dobry pomysł na Espresso - krótkie treściwe informacje, wskazówki, które są naprawdę ciekawe i przydatne. Do przeczytania mamy działy: waha w dół, zdrowie, fitness, mózg, trening (w tym numerze plecy), dieta, uroda, bez balastu, seks, dieta na 1500 kcal oraz co się dzieje gdy... Wiecie np., że tylko 2% ludzi na świecie dostarcza organizmowi zalecaną dawkę potasu dziennie? Myślę, że sama mogę nie łapać się w tym procencie.

+ artykuł Kobieta WH, w tym numerze jest to Jessica Alba. Co prawda mogłoby być więcej "naszych" polskich Pań, jednak miło poczytać o pięknej aktorce oraz jej diecie. W tym numerze bardzo spodobał mi się trening Jessici, do którego potrzebujemy tylko hantle. 6 łatwych i znanych ćwiczeń w ciekawiej konfiguracji. Myślę, że po powrocie do domu od razu go wypróbuję i może stać się moim ulubionym treningiem.

+ Dział fitness sprzęt. W tym numerze zaprezentowane są staniki sportowe dla każdej miseczki. 

+ Podoba mi się artykuł o początkach biegania. Powiem Wam, że po przeczytaniu po raz kolejny zapragnęłam założyć buty do biegania i wyruszyć w podróż. Niestety - nie mogę :( Jeśli wahacie się czy warto biegać - przeczytajcie artykuł i w drogę.

+ Bardzo lubię też czytać o kosmetykach zrobionych z naturalnych składników. Warto wiedzieć, że zamiast kupowania wosków do depilacji możemy zrobić taką pastę same -  z cytryny i cukru. Naturalnie i skutecznie!

+ I mój ulubieniec - Osobisty Trener, którego wydzieram z każdego numer i wkładam do osobnego segregatora. W każdym takim numerze mamy różne ćwiczenia (albo na konkretną partię ciała, albo jak w tym numerze - dostosowane do naszej figury), trochę o jedzeniu (w tym numerze o białku i serach) oraz wstawka o sprzęcie. W poprzednich numerach czytałam o skakance, trampolinie, piłkach do ćwiczeń, a w tym o rowerku stacjonarnym i ergometrze wioślarskim. Przyznam szczerze, że niestety nie wiem jaką mam figurę chociaż przeczytałam te kilka stron bardzo uważnie. Widocznie jestem niestandardowym jabłuszkiem :) W wakacyjnym wydaniu bardzo ucieszyła mnie propozycja treningu z gumami. Sama mam ekspandery i będę korzystała z niej dla urozmaicenia ćwiczeń.

+Dodatkowo w każdym numerze są artykuły dotyczące życia intymnego, czy też "dawka" psychologicznej wiedzy. Przyznam jednak, że je zostawiam na koniec, ponieważ w prywatnym życiu psychologii mam aż za nadto :)


Podsumowując - czy warto kupić WH?

Tak! Warto kupić nie tylko ten numer, ale każdy następny. Myślę, że kuszącą propozycją jest prenumerata (3,33 miesięcznie - WH na chwilę obecną jest dwumiesięcznikiem). Sama w końcu muszę ją zamówić, żeby nie martwić się, czy znajdę nowy numer w kiosku :)

Czytacie Women's Health? A może polecacie także inne pisma o podobnej tematyce? Ja na chwilę obecną kupuję tylko WH, a reszty informacji szukam w internecie.

Polecam Wam także stronę internetową gazety, gdzie znajdziecie także inne informacje niedostępne w gazecie. Np. wczoraj czytałam jakie kosmetyki możemy zrobić z sody oczyszczonej (np. suchy szampon, czy pastę wybielającą zęby).

Jeśli nie macie jeszcze WH, a w portfelu zalega 8 złotych  - potruchtajcie do kiosku. Nie powinnyście się zawieść :).

wtorek, 1 lipca 2014

Trening na wyjeździe

Wakacje, urlopy, wolny czas, wyjazdy... Trzeba przyznać, że często nie idzie to w parze z treningami. 


Sama od kilku dni jestem poza domem. Niestety w innych miejscach trudniej zmobilizować mi się do treningu. Często szukam wymówek, że nie mam swojego sprzętu, swojej maty itd. Na szczęście jest na to rozwiązanie!

Co możemy ćwiczyć na wyjeździe?

  • Bieganie - to możemy robić praktycznie wszędzie. Wystarczą buty do biegania w walizce,  a w każdym miejscu znajdziemy teren, po którym można biegać. Mogą to być zarówno długie biegi jak i szybkie przyspieszenia, czy interwały wkoło ośrodka
  • Skakanie na skakance - Skakanka zajmuje bardzo mało miejsca w torbie, skakać można wszędzie
  • Jeżeli w okolicy jest wypożyczalnia rowerów to wycieczki rowerowe
  • Popularne ćwiczenia bez sprzętu: pompki, przysiady, wykroki, brzuszki proste, brzuszki skośne, skłony, wzniosy bioder, pajacyki i mnóstwo innych
  • Jeśli macie ekspandery możecie ćwiczyć także z nimi. Zajmują malutko miejsca, a możliwości jest naprawdę mnóstwo. 
  • Gry zespołowe - siatkówka na plaży, piłka nożna na trawie, dwa ognie...
  • Nad wodą (jezioro, morze)  - pływanie + kajaki, rowerki wodne
  • Treningi na placu zabaw (podciąganie, zwisy itp.)
  • Dłuuuuugie spacery (to przecież też trening!)

A co ja poćwiczyłam dzisiaj?
Musiałam uważać na sąsiadów z niższego piętra + swoje kolana i wykonałam następujący 40 minutowy trening. 

1. Rozgrzewka
2. Pompki damskie
3. Superman (leżenie na brzuchu, ręce przed głową i podnoszenie ich + nóg do góry)
4. Brzuszki
5. Wznosy bioder
6. Krok dostawny z ekspanderem założonym na nogach (ekspander założony poniżej kolan - lewa noga w bok, prawa dochodzi do niej i tak przez cały pokój i z powrotem - prawa noga w bok, lewa dostawiania)
7. Unoszenie ramion z ekspanderem (guma zahaczona na nogi, jej końce trzymane w dłoniach i unoszenie ich w stronę brody)
8. Przyciąganie ekspandera na krzyż (guma zahaczona o nogi, przełożona na krzyż i unoszenie rąk na boki)
9. Unoszenie nogi leżąc bokiem z ekspanderem (leżenie na boku, ekspander założony nad kostkami i unoszenie nogi w górę, następnie zmiana strony).
10. Pozycja deski na ramionach, następnie zmienianie jej na dłonie, potem znów na ramiona itd. (jak nazywa się to ćwiczenie? :D częste u Ewki Chodakowskiej)
11. Deska 30 s.
12. Rozciąganie

(2 - 11  - po 15 powtórzeń x 3 serie (oprócz 11 - 30 sekund))


Po treningu padłam ze zmęczenia. Może dlatego, że miałam aż tak sporą przerwę.

A Wy ćwiczycie na urlopach?