sobota, 31 maja 2014

Jak dobieram obciążenie do ćwiczeń?

Dziś bardzo krótki post, taki mini poradnik jak dobrać obciążenie do ćwiczeń siłowych.
Od razu podkreślam, że ekspertem nie jestem. Podzielę się z Wami wiedza, którą sama zdobyłam czytając, oraz wiedzą, którą stosuję w praktyce ja :)

Od jakiegoś czasu do moich treningów dołączyły treningi siłowe. Niektóre moje koleżanki łapały się za głowę - martwy ciąg, przysiady z obciążeniem, wyciskanie na ławce? Babcia, gdy zobaczyła mnie ze sztangą, zaczęła krzyczeć, że będę "babochłopem"... Tak jednak się nie stanie :) Trening siłowy jest dla kobiet naprawdę zbawienny, ale o tym innym razem..

Wcześniej ćwiczyłam u P. na siłowni. On ma ławeczkę, sztangi, dużo obciążeń. Nie wiedziałam jednak ile mam "zakładać", aby było zdrowo,efektywnie i bezpiecznie. Warto podkreślić, że moje ćwiczenia na chwilę obecną mają przyczynić się do redukcji, przy jednoczesnym wzmocnieniu mięśni. Nie buduję masy, nie walczę także o siłę.
W internecie możemy znaleźć masę poradników, jak obliczyć ciężar maksymalny do każdego ćwiczenia itd. Mnóstwo skomplikowanych wzorów, matematyka rodem z koszmarów. Jasne, można próbować i tak, jednak dla początkujących polecam zupełnie inny sposób. Zwą go złotym środkiem.

A konkretne wskazówki brzmią tak:

  • najważniejsze jest zdrowie! Nie porywaj się z motyką na słońce. To, że Twoja znajoma podnosi 30 kg, nie znaczy, że i Ty tyle musisz podnieść na początek. Metoda małych kroków, po raz kolejny
  • obciążenie dobieraj do każdego ćwiczenia - inną liczbę ciężarów zawiesisz do martwego ciągu, inną do wyciskania francuskiego
  • zbyt małe obciążenie efektywne nie będzie - jeśli jesteś w stanie machać hantlą/sztangą kilkadziesiąt razy i nie czujesz się zmęczona - to źle!
  • jeśli podnosisz coś tylko raz i czujesz rwanie w kręgosłupie - to źle!
  • dobierz obciążenie tak, żeby móc wykonać 10- 12 powtórzeń, przy czym aby ostatnie 3 sprawiały Ci już sporą trudność
  • następnie zrób chwilę przerwy i powtórz serie jeszcze raz lub 2 razy wg potrzeb
I to będzie optymalne obciążenie. Ani za mało (machanie w nieskończoność jest bez sensu), ani za dużo (zdrowie najważniejsze, a co za dużo - to nie zdrowo :)), czyli w sam raz.

Z czasem zwiększaj obciążenie. Jeśli ćwiczysz jakiś zestaw 3 razy w tygodniu, to po 3 tygodniach spróbuj włożyć na sztangę trochę więcej - zobacz czy dasz radę, jeśli tak -  to ćwicz z większym obciążeniem kolejne 3 tygodnie.

Na moim przykładzie: 
Przysiady: 3 serie x 10 powtórzeń x 12 kg (nie za dużo, ale i tak dla moich kolan na chwilę obecną to za dużo)

Martwy ciąg 3 serie x 10 powtórzeń x 16-24kg

Wyciskanie: 3 serie x 10 x (2 x 12kg na każdą rękę) 

Rozpiętki: 3 serie x 10 x (2x3kg)
                                                itd... :) 
Jak widzicie obciążenie jest naprawdę różne. Po jednej serii czuję się już zmęczona, ale daję radę wykonać kolejne 2. Przy czym ostatnia jest już dużym wysiłkiem. 

Teraz będę miała czas testów i będę sprawdzała jak się ćwiczy z moimi nowymi hantlami oraz jakie obciążenie jest idealne do innych ćwiczeń.

Sesyjne pozdrowienia!

czwartek, 29 maja 2014

Liebster Award!

Zostałam nominowana do Liebster Award przez RóżowoSzarą, za co bardzo, bardzo dziękuję. 
Ostatnio jestem przytłoczona wszystkimi zaliczeniami na studiach (np. w przyszłym tygodniu mam: 2 egzaminy, 5 kolokwiów, prezentację, projekt do oddania, prace do oddania + konsultacje) i mam bardzo mało czasu na bloga. Nominacja jednak zmotywowała mnie do napisania tych paru zdań. Jeszcze raz  - dzięki!


„Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za „dobrze wykonaną robotę” Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował.”

A o to pytania na które musiałam odpowiedzieć:


1. Jak zaczęła się Twoja przygoda z blogosferą?
Gdy zaczęłam pisać na blogu już od kilku miesięcy zmieniłam swój styl życia na zdrowszy. Ćwiczyłam, odżywiałam się lepiej. Chciałam pogłębiać swoją wiedzę na tematy "fit" i postanowiłam podczytywać sobie różne blogi. Jednego dnia mnie samą coś natchnęło do założenia własnego bloga. Do teraz nie wiem jaka była motywacja. Czy chciałam dzielić się wrażeniami z innymi, czy chciałam zmotywować siebie, a może innych? Myślę, że było to bardzo złożone :)

2. Jakich zakupów nie potrafisz sobie odmówić? 
Sukienki i buty. Babcia mnie za to prześladuje. Gdy kupuję n-tą sukienkę zastanawia się po co mi ona jak nie ma ich nawet gdzie powiesić. Podobnie z butami. Ale co ja poradzę, że tak bardzo je kocham i tak bardzo nie lubię spodni?

3. Rzecz, która zawsze znajdzie się w Twojej torebce?
Portfel (albo jego część pod postacią pieniędzy, dowodu, kart Dawcy, prawa jazdy), do tego telefon i woda do picia. Jeśli jej zapomnę, to w ciągu godziny od wyjścia z domu i tak ją kupuję.

4. Czym dla Ciebie jest blogowanie?
Trudne pytanie! Postarałaś się Różowo Szara! :D Blogowanie jest dla mnie oddaniem części swojej prywatności na rzecz innych, aby im pomóc, zmotywować, zarazić jakąś pasją, zachęcić do czegoś. A także żeby podzielić się niektórymi częściami swojego życia.

5. Co dla Ciebie oznacza "być fit"?
Bycie fit to mój ideał, do którego dążę. To pamiętanie o tym, że w zdrowym ciele zdrowy duch. Wcale nie trzeba mieć rozmiaru 34/36 żeby być fit. Dla mnie fit jest także osoba z rozmiarem 46, która "wzięła się za siebie" odżywia się zdrowo, pamięta o ruchu, o wodzie, a także o radości płynącej ze zdrowego trybu życia.
Nie ma osoby fit bez uśmiechu. Koniec kropka.

6. Ulubiony przepis na szybką przekąskę?
Koktajle. Wszelkie możliwe: truskawki + kefir: truskawka + banan + mięta + otręby pszenne woda (to ten ze zdjęcia, wczorajszy :)); szpinak + awokado + jogurt naturalny itd.... :) Inną przekąską są zwykłe pokrojone warzywa, które chrupię sobie przed tv. 


7. Książka warta polecenia?
Biała Masajka, to książka do której często wracam. 
Z ostatnich odkryć polecam książkę Beaty Sadowskiej "I jak tu nie biegać", o której pisałam tutaj.

8. Jak oceniasz mojego bloga?
Obserwuję Twojego bloga, więc oceniam go naprawdę dobrze. Uwielbiam Twoje zdjęcia. Są takie kolorowe i często bardzo smaczne. Lubię jak blogerki dodają właśnie swoje własne zdjęcia. Sama próbuję do tego dążyć, ale jakoś nie jestem przyzwyczajona do posiadania non-stop aparatu, a w telefonie mam bardzo słaby :(

9. W jaki sposób spełniasz się na co dzień?
Spełniam się każdego dnia na wiele sposobów. Jako studentka dwóch kierunków spełniam się na uczelni. Chociaż czasem jest bardzo ciężko  - mimo wszystko sprawia mi to jakąś frajdę, bo czuję, że się rozwijam. Gorzej gdy spotykają mnie nudne, nic nie wnoszące zajęcia... 
Spełniam się też jako siostra dla mojego młodszego rodzeństwa. Moja 17 letnia siostra nie daje mi tutaj pola do popisu, ale 4 letni brat już owszem.
Spełniam się jako córka i wnuczka. Lubię gdy moja rodzina jest ze mnie dumna i chciałabym żeby było tak ciągle.
Spełniam się jako "ukochana" swojego chłopaka, ponieważ wiem, że nasz związek ma przyszłość
Spełniam się jako przyjaciółka dla bliskich osób, ponieważ gdy wiedzą, że mogą na mnie liczyć, to ja wiem, że mogę liczyć również na nich.
Myślę, że mogłabym jeszcze tak pisać i pisać... :)

10. Twój sposób na szczęście?
Mój sposób na szczęście to próba pokochania siebie. O tym właśnie jest ten blog. Nie jest to tylko dziennik internetowy, w którym dzielę się swoimi treningami, ale jest to trochę takie zmaganie siebie ze sobą. Chcę stawiać sobie kolejne cele, aby w pełni zaakceptować siebie. Dlatego wpadłam na pomysł projektu 22 tygodni pracy nad sobą, o czym jest we wcześniejszym poście.
A co to jest kochanie siebie? To zaakceptowanie siebie takim jakim się jest. Ze wszystkimi wadami i zaletami.

11. Zdanie, które najlepiej Cię opisuje?
Po raz kolejny trudne zadanie! :) Może najprościej - 22 letnia Maja, która chce przeżyć swoje życie jak najlepiej. Mimo wszystkich przeciwności.


Mam nadzieję, że ktoś dotrwał do końca i nie umarliście z nudów :D
Zabawa wymaga, abym kogoś nominowała do zabawy. No to nominuję! :)

1. M z http://niebieskiekrzeslo.blogspot.com/
2. Sylwia M z  http://dzixonafit.blogspot.com/
3. Alice Cleo z http://tluszczunadchodze.blogspot.com/
4. Magda (codziennielepsza) z http://codziennielepsza.blogspot.com/ 
5. Magda z  http://workoutbodyattack.blogspot.com/
6. Setterka z http://happyactivelifestyle.blogspot.com/
oraz każdego, kto ma ochotę się pobawić.

Moje pytania są następujące:

1. Blog warty polecenia
2. Ulubiony trener/trenerka
3. Z jakiej potrawy nigdy nie zrezygnujesz?
4. Trening rano czy wieczorem?
5. Czym dla Ciebie jest "kochanie siebie"?
6. Kraj, do którego powrócisz lub który chcesz odwiedzić.
7. Ile czasu poświęcasz na blogosferę?
8. Bieganie czy rower? Uzasadnij.
9. Twój najgorszy trening?
10. Co denerwuje Cię na blogach?
11. Jedna wybrana informacja o Tobie



wtorek, 27 maja 2014

Urodzinowy Projekt (22 lata - 22 tygodnie pracy nad sobą)

Dziś 27.05.2014 roku kończę 22 lata. 

Dla jednych mało, dla drugich dużo, dla mnie w sam raz. Właśnie tyle lat ma historia mojego życia i nie chcę tego zmienić. Jestem jedną z tych osób, która uważa, że każdy mój wiek jest idealny. Uważałam tak mając 7 lat, 13, 17, 20 i teraz 22. Każdy z tych czasów ma swoje plusy i minusy i to my jesteśmy odpowiedzialni za to, czy odnajdziemy w nim więcej wad czy zalet. 
To MY jesteśmy odpowiedzialni za to jak będzie wyglądało nasze życie.

Z tej urodzinowej okazji wymyśliłam projekt, który miałby służyć zmianie mojego życia na lepsze. Abym nauczyła się nie tylko cieszyć z małych rzeczy, ale także żebym czuła się bardziej spełniona i zadowolona z tego co się w koło mnie dzieje. Chciałabym zrobić kolejny krok z stronę pokochania siebie i świata. Ale takiej siebie i takiego świata jaki jest realnie, a nie pokochanie jakiejś wizji. 

Do rzeczy - mam 22 urodziny, dziś jest 22 tydzień roku, dlatego też mój projekt również będzie trwał 22 tygodnie. Każdego tygodnia będę stawiała sobie jakieś zadanie. Nie będą to rzeczy bardzo trudne, wyszukane, ale mimo wszystko takie, które będą wymagały pracy nad sobą. Projekt zacznę od kolejnego poniedziałku, kiedy to napiszę tutaj na forum jakie jest moje postanowienie. W kolejny poniedziałek postawię sobie kolejne wyzwanie oraz podsumuję wcześniejszy tydzień. Mam nadzieję, że metodą małych kroków uda mi się w końcu osiągnąć swój cel i w jakiś tam sposób zrewolucjonizować swoje życie.
Jeśli będziecie chcieli możecie dołączyć do wyzwania razem ze mną! Będzie nam raźniej, będziemy się wspierać i motywować. Nie bójcie się samych zadań! Z siłą woli i odrobiną chęci każdy da radę, a efekty mogą być zdumiewające. To co, dołączycie do mnie? Taki prezent na urodziny? :)

A co do prezentów na chwilę obecną dostałam 2 (reszta musi poczekać na wieczór) i obydwa nawiązują do zdrowego trybu życia. A są to hantle (regulowane <3 <3 <3 po 10 kg każda, ale sprawdzałam i mogę dać na jedną większe obciążenie do np. martwego ciągu) + nowa książka Ewy Chodakowskiej z przepisami (na pewno będę próbować, a niedługo wakacje więc więcej czasu).
Napiszę o nich następnym razem, bo niestety teraz muszę powrócić do nauki (codziennie coś zaliczam :(). Po południu, po powrocie z uczelni będę świętować. 
Miłego dnia! :) 



sobota, 24 maja 2014

Woda zdrowia doda! (1)

Jak ważna jest woda pisałam już dawno temu o tutaj.
Zapomniałam jednak o jednej rzeczy - woda najlepiej gasi pragnienie. Warto pamiętać o tym podczas upałów. Słodkie napoje tylko wzmocnią chęć sięgnięcia po coś do picia, a woda wręcz przeciwnie.
Można powiedzieć, że jestem fanką tego prostego trunku. Nie mam problemu z tym, że jest " bez smaku". Wiem jednak, że są osoby, którym to przeszkadza.
Dlatego też postanowiłam napisać krótką serię postów ze zdrową wodą smakową. Dlaczego serię?
Miałam przedstawić Wam wszystkie wody za jednym zamachem, ale potajemnie zostały mi zjedzone składniki (:)), dlatego też dziś podzielę się z Wami trzema bardzo prostymi i smacznymi "przepisami".

1. Woda z cytryną i miętą
Jest to połączenie najbardziej znane i lubiane. Cytryna w wodzie nie tylko nada jej lekko kwaskowatego smaku, ale także wzmocni nasz układ odpornościowy, przyspieszy metabolizm, odkwasi nam organizm oraz oczyści i rozświetli naszą skórę. Mięta natomiast orzeźwi nas skutecznie, a dodatkowo będzie działać przeciwbólowo, rozkurczowo i rozluźniająco. Same zalety, co nie?


2. Woda z cytryną i bazylią.
To moje nowe odkrycie. Wodę z miętą łączyłam od zawsze, z bazylią łączę od wczoraj. Napój taki przepięknie pachnie, a dodatkowo może poprawić nam nastrój oraz ułatwić trawienie. 


3. Woda z truskawkami (i miętą)
Pora  na coś dla fanów słodkości. Taka woda ugasi Wasze pragnienie, nie zawiera żadnych szkodliwych substancji jak wody smakowe do kupienia w sklepie, a w gratisie zapewnione macie niski poziom glukozy we krwi, solidną dawkę witaminy C oraz dodatkową ochronę przed chorobami układu krwionośnego.
Mięta jest opcjonalna - same truskawki na pewno wystarczą.


Ilość rzeczy włożonych do szklanki zależy od Waszych indywidualnych upodobań - im więcej, tym bardziej napój staje się podobny do zdrowej lemoniady, im mniej tym smak delikatniejszy.To samo dotyczy wody, której używamy. Ja daję do napojów z cytryną wodę mineralną (średniozmineraliozowaną niegazowaną), a do truskawek wodę źródlaną. Podczas upałów zawsze dorzucam parę kostek lodu.
A Wy lubicie wodę?

Za kilka dni kolejne przepisy! Śledźcie bloga, odwiedzajcie go. Zachęcam także do zostania obserwatorem, aby być na bieżąco :)

wtorek, 20 maja 2014

Co za dużo to nie zdrowo!

Do napisania tego postu zainspirowaliście mnie Wy! :) Szczególnie stali bywalcy na mojej stronie na facebooku.

Codziennie dostaję wiadomości dotyczące treningów, prośby o zmotywowanie, doradzenie i bardzo mnie to cieszy!
Wiele z Was ćwiczy regularnie, je zdrowo, pije dużo wody, ale jest jedno ale... wiele z Was niestety nie zna umiaru. 

Piszą do mnie dziewczyny, które zmieniły swoje życie na lepsze. Często jednak popełniają duży błąd - nie będąc aktywnymi przez kilka lat nagle ćwiczą 7 razy w tygodniu. Czasem ćwiczą też kilka razy dziennie. Rano basen, w południe skakanka, wieczorem siłownia -  i tak ciągle.

Co za dużo to nie zdrowo!

Na dobry początek radzę 3 treningi tygodniowo. Jeśli nie ruszałaś się przez wieki to i tak będzie to olbrzymi wysiłek dla Twojego organizmu. Potem spokojnie możesz dokładać kolejne treningi. Nigdy jednak nie trenuj 7 razy w tygodniu. Jeden dzień przeznacz na regenerację, możesz wtedy iść np. na spacer. A najlepiej byłoby gdybyś trenowała 2-3 dni, a potem robiła sobie "rest day". 

Ktoś może pomyśleć - po co mi przerwa? Dzień bez treningu to dzień stracony! 

Nic bardziej mylnego.
Sukces = dobry trening + odpowiednia regeneracja. 

Jeśli nie zapewnisz swojemu ciału odpoczynku po pewnym czasie zacznie się buntować. Będziesz czuła się zmęczona, ospała, treningi przestaną Ci sprawiać przyjemność, łatwo będziesz łapać kontuzje. 
Jeśli chcesz widzieć efekty (np. czekasz na upragnione mięśnie) regeneracja może Ci w tym pomóc. Twoje komórki potrzebują czasu na wzmocnienie, na rozbudowanie się. Podczas codziennych treningów jest to utrudnione. Co więcej, wypoczęty organizm będzie w stanie dać z siebie więcej podczas następnego wysiłku. Tylko zrównoważenie tych dwóch kwestii (ćwiczeń i regeneracji) da największe efekty, oraz sprawi najmniej problemów.

Ćwiczenie 2 razy dziennie również jest bez produktywne.  Czasem każdemu zdarza się np. rano pójść pobiegać a wieczorem pójść na siłownie. Nie wprowadzajmy jednak takiego planu na każdy dzień tygodnia. 
Godzina dziennie 4 razy w tygodniu naprawdę może wystarczyć.

A Wy ile razy w tygodniu trenujecie? Ile czasu dziennie przeznaczacie na ćwiczenia?

p.s. Chcecie posta o samej regeneracji (czemu jest ważna, jak się regenerować itd.)?


wtorek, 13 maja 2014

Krokomierz (1)

Ostatnio przeczytałam, że zdrowo jest robić minimum 6 tys. kroków dziennie, a jeśli chcemy być aktywni fizycznie na co dzień, to odpowiednią ilością kroków będzie 10 tysięcy. Przyznam szczerze, że nie zdawałam sobie sprawy, że to naprawdę sporo!

Dlatego też kupiłam sobie krokomierz, aby sprawdzać ile kroków robię w zależności od dnia, ponieważ każdy z nich jest inny. Wczoraj był bardzo leniwy dzień ponieważ głównie siedziałam przed komputerem i nadrabiałam uczelniane zaległości (napisałam ponad 16 stron A4!), a także czytałam materiały do opracowania. Spędziłam na nauce ponad 6h, dodatkowo byłam na uczelni itd. dlatego nie miałam zbyt wiele czasu na spacer. Był to typowy "leniwy-naukowy dzień" i kroków zrobiłam niewiele ponad 3 tysiące. To naprawdę słaby wynik. Martwi mnie trochę to, że sesja za pasem i właśnie tak będzie wyglądało moje życie.

Dziś będzie dzień troszkę bardziej aktywny, ale także nie będzie to dzień spacerowy, czy taki w którym chodzenia mam dużo. Przekonam się wieczorem ile kroków zobaczę na liczniku. Mam jednak nadzieję, że dobiję chociaż do 5 tysięcy.

Po co to wszystko?
Przez tydzień będę monitorowała ilość robionych kroków, sprawdzę jak wygląda to  średnio, a potem będę dokładać codziennie kolejne kroki tak, aby wyszło ich ok 8-10 tysięcy dziennie. Wszystko zależy od wcześniejszego rezultatu, myślę jednak, że będę musiała zacząć wcześniej wysiadać z tramwaju, dłużej spacerować z psem i parkować autem dalej. 
Do ilości kroków nie zaliczam treningów. Traktuję te 2 sprawy całkowicie oddzielnie. Trening + aktywność na co dzień = sukces.

Czy ktoś z Was ma krokomierz? Ile czasu dziennie spacerujecie?
Jeśli tak jak ja, czujecie że kroków z Waszym życiu jest za mało - polecam Wam zakup krokomierza i robienia eksperymentu razem ze mną.
Za tydzień pochwalę się rezultatami z całego tygodnia.

środa, 7 maja 2014

Wkurzona na "nie wiadomo co" - Bikini bez fałdek odwołane!

Wkurzyłam się bardzo, bardzo, bardzo. Dawno nie byłam aż taka zła. Sama nie wiem co robić, bo nie wiem czy to głupi żart, czy ktoś wkradł mi się na facebooka, czy naprawdę administratorzy tego portalu zgłupieli do reszty.

Jak wiecie - od prawie 2 miesięcy byłam organizatorką wydarzenia Bikini bez fałdek. Brało w nim udział ponad 300 osób. Wiem, że nie każdy ćwiczył i brał czynnie udział w wydarzeniu, ale wiem też że było kilkadziesiąt kobiet, które dzielnie zmagały się z kolejnymi treningami, wspierały się wzajemnie i naprawdę chciały zmienić coś w swoim życiu.

Aż tu nagle... od kilku dni nie mogłam napisać nic na wydarzeniu. Z tym samym problemem napisała do mnie jedna z dziewczyn. Mam teraz żal do siebie, że nie sprawdziłam ustawień  na stronie, ale pomyślałam, że to zwykła awaria serwisu, które się przecież czasem zdarzają. Nagle dziś dostaję maila, rzekomo od administratorów facebooka właśnie! Że Bikini bez Fałdek zostało usunięte, z powodu łamania regulaminu, a konkretniej - propagowania pornografii! Patrzę, a wydarzenia na portalu faktycznie nie ma. 

Przecież to żałosne. 


Sprawa wydaje mi się bardzo podejrzana, szczególnie, że sama kiedyś zgłaszałam naruszenie zasad i jakiekolwiek  kroki zostały podjęte 3 miesiące później. Dziwi mnie także mail, który dostałam. Na wszelki wypadek zmieniłam hasła wszędzie gdzie się da, ponieważ obawiam się, że ktoś robi mi niezbyt mądre żarty.

Jest mi bardzo przykro. Dużo osób liczyło na tę akcję, ja sama poświęciłam jej sporo serca. 
Nie wiem co teraz. Kilka kobiet już teraz napisało z prośbą o wznowienie akcji. Postaram się coś zrobić w tym kierunku, al e przyznam szczerze, że ręce mi opadły.

Co za świat. Co za ludzie. 

Tutaj macie przykładowe tygodnie z akcji... Naprawdę się starałam. 



poniedziałek, 5 maja 2014

I wtedy przyszedł maj...

Nareszcie! Ulubiony miesiąc w roku. Kwiaty w ogrodzie zakwitły, bez przepięknie pachnie, pogoda co raz lepsza -  czyżby było idealnie?

Niestety nie do końca. Pozostaje jeszcze wspomnienie kwietnia, niezbyt udanego miesiąca, który odbił się na moim zdrowiu psychicznym. O tak... problemy ze zdrowiem somatycznym przyczyniły się do podłego nastroju. Dalej wkurza mnie niemożność wykonywania wielu czynności (tak marzę o bieganiu, chociaż 2km, chociaż 3!, albo chociaż poskakać na skakance...), ale co zrobić? Nie mogę, to nie mogę. 

Koniec użalania się. Koniec marudzenia. Koniec stękania.
Zamykam ten etap i zapominam o nim definitywnie.

Koniec i kropka!

Nowy miesiąc, a także nowy tydzień to idealny czas na zmiany. I chociaż ktoś do ucha podpowiada mi, że to nie będzie łatwy miesiąc ze względu na zaczynające się zaliczenia, to mam nadzieję, że pomimo natłoku zadań jakoś sobie poradzę.

Jakie są moje majowe postanowienia?


  • odkurzam dziennik treningowy i na bieżąco piszę co ćwiczę
  • zapełniam swoje karteczki, o których pisałam tutaj. Dorobię także jedną karteczkę - całe ciało i mam nadzieję, że uda mi się zapełnić minimum 50 krateczek uroczymy krzyżykami.
  • poświęcę na treningi minimum 12h zegarowych (oczywiście będę ćwiczyła to co mogę bo zdrowie przede wszystkim!)
  • monitoruję swoje picie wody (minimum 1,5 litra dziennie)
  • będę krok bliżej do zrobienia rezonansu kolana
  • przeznaczę na naukę minimum 30h
  • napiszę minimum 10 postów na blogu

No to pora wziąć się w garść i postarać się, aby tym razem postanowienia zostały dopełnione.

Czas start! 
Trzymajcie kciuki.