sobota, 29 marca 2014

Spacer - najlepsza aktywność fizyczna

Od wczoraj znów mamy piękną, wiosenną pogodę. Słońce świeci już naprawdę mocno, dużo kwiatów zakwitło... chętnie poszłabym pobiegać. Ale niestety - nie mogę. Jeszcze mam zakaz od fizjoterapeuty, dodatkowo złapało mnie jakieś choróbsko i moje drogi oddechowe odmawiają posłuszeństwa.

Nikt nigdy nie zabroni mi jednak spacerów. To moja ulubiona aktywność fizyczna! Ktoś może pomyśleć, że to żaden wysiłek, ja jednak będę upierać się przy tym, że jest to pewnego rodzaju "rekreacyjny sport". Podczas godziny chodzenia możemy spalić ok 200kcal, a to nie tak mało. Dziś będąc na spacerze ponad 2h spaliłam ich więcej niż 400. Było to jednak bardzo przyjemne spalanie kalorii. 

Spaceruję odkąd pamiętam. Wieś, na której mieszkam bardzo mi to ułatwia. Powietrze jest wolne od spalin, auta przejeżdżają bardzo rzadko, dzięki małemu zabudowaniu czuć każdy powiew wiatru, teren jest nierówny, a co za tym idzie atrakcji jest o wiele więcej niż spacer po betonie. Na początku często spacerowałam ze swoimi psami - mopsami. Są to psy kanapowce, jednak zawsze udawało mi się wyciągnąć je na godzinne maszerowanie. Od kilku lat oprócz ze zwierzętami spaceruję z moim 4 letnim bratem. Spacer z dzieckiem jest dodatkowym wyzwaniem! Tutaj trzeba podbiec, tam go przenieść, trzeba przejść po największych kamieniach, nie ominąć żadnej kałuży, zbierać kwiaty, trawę i kamyki  Dzięki tym wszystkim atrakcjom popracowały mi dziś ramiona, zrobiłam serię przysiadów, podskoków, wypadów  itd. :) Trening w innym, troszkę przyjemniejszym wydaniu.

Oczywiście lubię też czasem porządnie się zmęczyć: pobiegać, poskakać na całego, gdy pot leje się strumieniami. Nigdy jednak nie zapominam o spacerowaniu, aktywności fizycznej dla leniuszków. Spacery są idealne na cięższe dni, na zakwasy, na rest day i wiele, wiele innych okazji. 

Dlatego wybierzcie się jutro na spacer! Nie na 5 min do sklepu, ale na dłuższy, co najmniej godzinny.Nie musicie biec, spieszyć się. Cieszcie się chwilą, obserwujcie przyrodę i  spalajcie kalorie bez zadyszki. Pamiętajcie o chodzeniu także na co dzień. Może warto wysiąść 2 przystanki wcześniej i dojść do pracy na piechotę? Jeśli mieszkacie w mieście znajdźcie fajne atrakcje w okolicy. Może macie duży park, a może las niedaleko? A może całkiem blisko Waszego zamieszkania jest jakiś zamek, do którego trzeba dojść, może zwykłe wały? Na pewno każdy znajdzie coś dla siebie.

Cały świat - marsz na spacer! :)

Chciałam się z Wami podzielić swoimi zdjęciami ze spaceru, ale coś szwankuje mi karta i nie mogę ich zgrać :((

wtorek, 25 marca 2014

Cel - półmaraton

Ostatnie dni są dla mnie wyjątkowo trudne. Problemy ze zdrowiem przekładają się na samopoczucie. Do tego masa innych przeciwności losu, na które napotykam każdego dnia. Jak wiecie - w sobotę i w niedzielę było naprawdę źle. Powoli jednak wychodzę z tego "dołka" planując... Myślę sobie co będzie, gdy już będę całkowicie zdrowa. Ile rzeczy będę mogła robić, ile możliwości stanie przede mną, a ja nie będę miała wymówki pt. zdrowie, żeby do nich dążyć.

Tak też wczoraj wieczorem pojawił się w mojej głowie nowy pomysł - półmaraton. Jestem bardzo, bardzo początkującą biegaczką. Na chwilę obecną 5km jest dla mnie wyzwaniem, wiem jednak, że ciężką, systematyczną pracą można naprawdę sporo osiągnąć - także te magiczne 21,0975 km. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, już od maja będę mogła skakać, biegać, ćwiczyć bez żadnych ograniczeń. Wiem, że pojawią się wtedy kolejne wyzwania (zaliczenie wszystkich przedmiotów na 2 kierunkach), myślę jednak, że nie porzucę aktywności fizycznej. Nie wiem, czy moje założenia są realne ( i tutaj proszę doświadczonych biegaczy o ocenę), ale jeśli zaczęłabym regularnie trenować w maju, to w okolicach przełomu czerwca/lipca powinnam móc przebiec 10 km. Idąc dalej tym tropem, na jesień (okolice października/listopada) może udałoby mi się przebiec półmaraton. Jest to do osiągnięcia? Wiadomo, że nie będzie to zawrotne tempo, jednak nie chodzi o zwycięstwo, ale o pokonanie własnych słabości z każdym kilometrem. Chcę po prostu zmieścić się w limicie czasowym, który zazwyczaj wynosi ok. 3 h.

Wiem, że mam mln pomysłów na minutę. Ciągle dostrzegam nowe możliwości, jednak jest to dla mnie swojego rodzaju terapia w trudnych chwilach. Kolejnym etapem będzie wdrażanie planu w życie.
Jeśli nawet nie uda mi się przebiec półmaratonu w październiku lub listopadzie, to może uda się za rok na wiosnę. Tak czy inaczej - uważam, że prędzej czy później osiągnę to, co sobie założyłam. Bo czemu ma być inaczej?

I teraz pytanie do osób bardziej doświadczonych - znacie jakieś plany, dzięki którym można się przygotować do tego dystansu? W internecie znalazłam chyba 5 różnych i sama nie wiem, na którym się opierać. 
Jak Wy przygotowywaliście się do pokonania ponad 21 km?

niedziela, 23 marca 2014

Ból i psychiczny dół

Tak... Znów to samo. Wzloty i upadki.

Czułam się dobrze, bardzo dobrze nawet! Ćwiczyłam regularnie 3 tygodnie, centymetry zaczęły spadać, samopoczucie sprzyjało, wiosna przyszła nie tylko za oknem, ale także w sercu. W końcu inni zauważyli zmiany w moim ciele - było naprawdę dobrze. Jasne, nie jestem mistrzem, ale chciałam nim być i chciałam do tego dążyć. Miałam zapał, chęci, byłam pozytywnie nastawiona.

Dziś nie jest tak dobrze. Jestem cała obolała, mam zakwasy jak nigdy w życiu, a całe moje ciało pokrywają siniaki. Kilkadziesiąt siniaków w każdym możliwym miejscu. Najwięcej na nogach. Czuję się fatalnie, bezużytecznie. Chce mi się płakać, nie wiem tylko czy z bólu, czy z bezsilności.
Ale od początku...

Od dawna byłam krzywa: krzywy kręgosłup, nierówna miednica, nieproporcjonalne mięśnie, koślawe kolano... W końcu postanowiłam coś zrobić. Poszłam do fizjoterapeuty. 3 godziny tortur, płaczu, krzyków, połamanych paznokci wbijanych w dłonie P. Wstawione kręgi, obniżona miednica i mnóstwo rozbitych mięśni, Ma być teraz lepiej, za 2 tygodnie idę znów pocierpieć. Robiłam to dla swojego dobra, zdrowia. W chwili obecnej nie jestem przekonana czy było warto. Chodzę jak pokraka. Spódniczki nie założę przez najbliższe 3 tygodnie, bo wyglądam jakby ktoś pobił mnie policyjną pałką. Ale ból i wygląd nie są najgorsze... Wchodziłam na szczyt i znów jestem na dnie - nie mogę ćwiczyć, mogę się tylko rozciągać. Lato tuż, tuż. A ja znów nic nie osiągnę, bo nie mogę. Bo to dla mojego dobra, żebym była zdrowa, uśmiechnięta, prosta z dumną piersią u przodu.

W tym momencie taka nie jestem. Jestem uziemiona. Czuję się 22 letnią niepełnosprawną. 
Oby jutro było lepiej. Oby się to opłaciło. 

Może i narzekam, ale każdy ma ciężkie dni. I z takimi dniami też trzeba się pogodzić. Nie można być wiecznie fruwającym skowronkiem, to nie jest realistyczne podejście. Chyba, że blogujące zawsze muszą ćwierkać i zarażać optymizmem i nie przystoi nam kryzys?

Spróbuję się nie poddać. Może mi się uda? Może za 3 tygodnie będę w końcu mogła biegać, skakać bez bólu? Może coś się zmieni? Może będę miała spokój ze zdrowiem na kilka lat? Może będzie warto. Może kupię wymarzone różowe buty i będę w nich fikać bez opamiętania i jednak uda mi się chociaż połowicznie latem wyglądać tak, jakbym tego chciała.
Czas pokaże. 

czwartek, 20 marca 2014

Powrót do biegania

Dziś do Wrocławia zawitała wiosna - i ta astronomiczna i ta pogodowa. Słonko świeciło, prawie 20 stopni w słońcu - idealna pogoda na odkurzenie butów do biegania i ruszenia w teren. 

Niestety - idealnie nie było. Po sezonie zimowym moja kondycja błaga o litość - już po 1 km miałam dosyć. Co prawda, udało mi się zmotywować i pobiec dalej, jednak czułam, że znów muszę zacząć od zera.
Nigdy nie byłam biegaczką - najdłuższy dystans to tylko 6km i biegałam w zawrotnym tempie ok 8,5 km/h, uważam jednak, że to zawsze lepsze niż nic. 

Swoją "przygodę" z bieganiem rozpoczęłam prawie 2 lata temu. Nie mogłam jednak wtedy przebiec bez przerwy nawet 5 min! To zmotywowało mnie do zmian, wzięcia się za siebie - za swoje ciało, kondycję, wytrzymałość, siłę, a także silną wolę. Biegałam przez pewien okres czasu robiąc szybkie postępy (już po 5 razach przebiegałam truchcikiem 30min). Niestety potem moje kolano wykluczyło mnie z tej zabawy. Wróciłam do niej dopiero po roku. Znów zaczynałam prawie od zera. Biegałam bardzo nieregularnie, ale złapałam jakiegoś bakcyla. We wrześniu przebiegłam swoje pierwsze zawody-zabawę, które jednak traktowałam jako wyzwanie, czy uda mi się przebiec 5km. Przebiegłam. Relację z tamtego biegu znajdziecie tutaj.
No i przyszła wietrzne i deszczowa jesień, potem zima... w sumie żadna wymówka, ale nie chciało mi się biegać. W ciągu tych prawie 5 miesięcy biegałam może z 3 razy.

I oto jestem tutaj! 20.03 znów zaczynam. Po raz trzeci, po raz trzeci prawie od zera, po raz trzeci mam nadzieję, że tym razem się uda i już niedługo przebiegnę swoje pierwsze 10km.

Zostałam zmotywowana przez mamę, która kupiła mi numer specjalny Shape Bieganie, dodatkowo obiecałam sobie, że jak przez pewien okres czasu będę biegać regularnie to kupię sobie śliczne, różowe buty... Może dzięki temu uda mi się wytrwać? Może tak mi się spodoba, że nie będę chciała przestać?

Oby kolano (ani nic innego zdrowotnego) mi nie przeszkodziło, oby moja motywacja była jeszcze silniejsza niż dziś, pogoda jeszcze piękniejsza, a każdy kilometr szybszy i lepszy.

Trzymajcie kciuki! Kolejne moje biegowe starcie planuję na sobotę ;)

p.s. Życzę Wam szczęścia, w Międzynarodowym Dniu Szczęścia :)

wtorek, 18 marca 2014

Rób pompki!

Pompek chyba nikomu przedstawiać nie trzeba. Ćwiczenie znane, jednak niezbyt lubiane. Czemu? Ponieważ jeśli wykonywane jest poprawnie, nie należy do najłatwiejszych.Warto jednak dodawać je do swojego treningu.

Zalety ugięć na ramionach:

  • jest to ćwiczenie zarówno siłowe, jak i wytrzymałościowe
  • podczas wykonywania pompek pracuje wiele różnych mięśni (klatka piersiowa, ramiona - zarówno biceps jak i triceps, barki, plecy, brzuch, pośladki)
  • idealnie wyrzeźbią ramiona
  • można je wykonywać praktycznie wszędzie i nie potrzebujemy do nich żadnego sprzętu
  • jeśli ćwiczysz regularnie dość szybko zobaczysz, że możesz wykonać co raz więcej ugięć
  • poprawiają stabilność ciała
  • podobno działają na mięśnie skośne brzucha lepiej niż brzuszki
  • jest wiele odmian pompek (ponad 30!), dlatego każdy znajdzie coś dla siebie - i ten zaawansowany, i ten dopiero zaczynający ćwiczenia
Niestety wykonanie prawidłowej pompki nie jest wcale takie łatwe. Prawie każdy jest w stanie zrobić 30 źle wykonywanych pompek. Jeśli jednak postara się zrobić chociaż 5 poprawnie - może pojawić się problem.

Jak poprawnie wykonywać pompki (wersja podstawowa)
  • dłonie powinny być rozstawione na szerokość barków
  • ciało powinno być ułożone w linii prostej (tak, pośladki też, a nie kilkanaście cm wyżej)
  • ciało powinno być napięte (szczególnie pośladki i brzuch), dzięki temu łatwiej będzie  wykonywać pompki z dobrą techniką
  • nie trzeba się spieszyć - lepiej wolniej, ale dokładniej
  • ruchy powinny być głębokie - ramiona powinny uginać się co najmniej do ok 90 stopni, zbyt płytkie ruchy nie przyniosą efektów
Jeśli nawet jedna pompka sprawia Ci trudność, spróbuj zacząć od lżejszej wersji - na kolanach, tzw "pompki damskiej". Jeśli będziesz w stanie zrobić ok 20 takich ugięć bez przerwy spróbuj przestawić się na pompki męskie.


Sama ciągle ćwiczę nad techniką, ale także ilością powtórzeń. Znalazłam fajny plan, który umożliwi Wam trenowanie tego ćwiczenia - autorzy obiecują, że będziecie w stanie wykonać po jakimś czasie 100 poprawnych pompek. Rozpiskę znajdziecie na stronie http://www.100pompek.pl/.

Jak już wspominałam na początku - jest wiele różnych odmian tego ćwiczenia, dlatego też jeśli zwykłe pompki nie są już dla Ciebie wyzwaniem spróbuj innych wersji. Tutaj znajdziecie aż 32 różne sposoby wykonywania pompek!

A Ty ile pompek zrobisz? Rekord to 10 507! Pobijecie to? :) 


wtorek, 11 marca 2014

Najczęściej zadawane pytania dotyczące ćwiczeń i diety

Nadszedł ten czas, kiedy ilość pytań zwiększyła się diametralnie- zaczęła się akcja Bikini bez fałdek. To dopiero drugi dzień, ale już teraz jestem zadowolona zainteresowaniem dziewczyn i ich zaangażowaniem. Jeśli ktoś jeszcze chce walczyć razem z nami - zapraszam serdecznie! :)

Co prawda, spokojnie jeszcze udaje mi się wyrobić i odpowiadać na pytania na bieżąco, ale zauważyłam, że większość pytań powtarza się  - dotyczą tego samego lub prawie tego samego. Stąd też pomysł na ten post - odpowiedź na kilka, najczęściej powtarzających się pytań.

1. Czy same ćwiczenia wystarczą, czy potrzebna jest jakaś dieta?
Nie, same ćwiczenia NIE wystarczą. Potrzebna jest "jakaś" dieta, jednak nie jest to dieta taka, jak rozumie większość kobiet - nie głodujemy, ale jemy - tylko zdrowiej. Aktywność fizyczna pozwoli nam spalić większą ilość kalorii, pozwoli także na modelowanie ciała, ale tylko jeśli jemy tyle ile powinniśmy jeść, a także jemy to, co trzeba. Podstawowe informacje jak sprawić, by nasza dieta była odpowiednia znajdziecie tutaj. Postaram się jednak w najbliższym czasie napisać o tym dokładniej.


2. Czy ważna jest pora ćwiczeń?
Nie, nie jest to istotne. Efekty będą takie same. Ważne jednak, żebyście Wy wtedy czuli się dobrze. Jeśli nie jesteś rannym ptaszkiem, to wstawanie codziennie o 5 żeby poćwiczyć zmęczy Cię szybciej niż sam trening. Dlatego też dobierz porę ćwiczeń do swojego czasu oraz zapału. Niektórzy wolą ćwiczyć rano, a niektórzy wieczorem. Pamiętajcie jednak, że późne ćwiczenia mogą utrudnić Wam zasypianie! Co więcej - gdy ćwiczycie rano, nie zapominajcie o posiłku. Nie jedząc śniadania wcale nie spalicie rezerw tłuszczu, tylko będziecie mieć mniej energii, a źle odżywione ciało będzie płatało Wam figle. Po treningu także coś zjedzcie i nie kładźcie się spać na głodniaka. Posiłek po treningu jest tak samo ważny, jak ten przed nim.

3.Czy mogę pozbyć się tłuszczu z samych ud/łydek/boczków itd?
Nie. Tłuszcz spalamy z całego ciała (tak, tak - biust też!). Niestety nie uda więc się  Wam schudnąć tylko w jednym miejscu. Co najwyżej możecie mieć silniejsze mięśnie w jednym miejscu. Ćwiczenia kardio, czy też interwały pomogą Wam na pozbycie się fałdek z każdego miejsca ciała. Może się okazać także tak, że miejsce, które wg Was jest najbardziej  pokryte tłuszczem zacznie zmniejszać się jako ostatnie. Nic na to nie poradzimy.

4. Kiedy zobaczę efekty?
Nie wiem. Nie umiem odpowiedzieć na to pytanie. Każdy widzi efekty w różnym czasie, niektórzy mogą pochwalić się spadkami już po tygodniu (zazwyczaj są to osoby bardzo otyłe). Ja bym jednak nie nastawiała się na coś takiego. Ważna jest systematyczność, a każdy organizm reaguje inaczej. Dlatego też jeśli Wasza koleżanka już po 2 tygodniach mieści się w spodnie o rozmiar mniejsze - nie załamujcie się! I na Was przyjdzie kolej. Może po miesiącu, może po dwóch. Najczęściej nie widzi się efektów, bo poddaje się za szybko. Trochę wiary w siebie i własne możliwości. Myślę, że miesiąc systematycznych treningów pozwoli Wam na dostrzeżenie jakichkolwiek zmian.

5. Ćwiczę i jem dobrze, a nie ma żadnych efektów, czemu?
Jeśli masz perfekcyjnie ułożony jadłospis, a na treningach wylewasz siódme poty, a i tak nie widać żadnych efektów - udaj się do lekarza. Może masz np. problem z tarczycą, który utrudnia Ci schudnięcie. Zazwyczaj jednak popełniamy błędy, o których nawet nie wiemy. Wydaje Ci się, że wszystko robisz perfekcyjnie? Wątpię. Przeczytaj post o najczęściej popełnianych błędach podczas odchudzania. Może jest tam któryś punkt o Tobie?

6. Ile mam jeść?
Każdy musi spożywać inną ilość kalorii, która uzależniona jest od między innymi wagi i wieku, a także aktywności fizycznej. Dlatego też wszystkie diety pt. Jedz 1200 kcal, a Twoje życie stanie się lepsze możesz wyrzucić do kosza. Żeby wiedzieć ile kalorii Ty musisz jeść, musisz wiedzieć jakie jest Twoje zapotrzebowanie energetyczne. Poświęć 5 min i policz swoje dzienne zapotrzebowanie kaloryczne

7. Nie umiem przestać jeść słodyczy, co zrobić?
Przestać je jeść. I tyle. Wiem, że wizja ta wydaje się być równie przerażająca jak wizja wojny atomowej, jednak nic nie poradzicie - słodycze na redukcji nie są naszym towarzyszem. Może stać się tak, że jesteście uzależnieni od cukru, wtedy też gwałtowny odwyk nie pomoże, albo pomoże na chwilę. Na początek ogranicz ilość słodyczy. Przestań je także kupować - nie masz ich w domu to ich nie zjesz. Wg mnie jednak - wszystko siedzi w głowie. Pomyśl sobie, że ten jeden batonik to ok 40 min, które musisz poświęcić na bieganie, aby go spalić. Naprawdę dla 3 min przyjemności w ustach się opłaca? Wątpię. Każdy jednak z nas jest człowiekiem - musisz zjeść coś słodkiego - wybierz owoc. Jeśli koniecznie musi być to słodycz pozostań na jednym ciasteczku, a nie na całej paczce. Nie poddawaj też się za szybko. Dziś zjadłeś czekoladę, ale może już jutro oprzesz się jej? Pamiętajcie także, że wszystko jest dla ludzi - oby z umiarem :)

8. Nie podoba mi się konkretne ćwiczenie w zestawie, lub nie mogę go wykonywać, co teraz?
Nic wielkiego! :) Jeśli na wykonanie jakiegoś ćwiczenia, czy też zestawu nie pozwala Ci zdrowie - nie martw się, nie wykonuj go, bo zdrowie jest ważniejsze. Najlepiej będzie jeśli zamienisz to na coś innego - nie możesz robić przysiadów - poskacz w miejscu lub zrób serię brzuszków. Jeśli natomiast ćwiczenie jest za trudne, spróbuj znaleźć taką wersję tego ćwiczenia, że będzie dla Ciebie wykonalne. Możesz też zawsze robić mniej powtórzeń, czy też wykonywać to ćwiczenie po prostu wolniej. 

Myślę, że jeszcze jakieś pytania będą się powtarzały i wtedy powstanie drugi taki post. W razie czego - pytajcie :) Jak część z Was wie - zawsze chętnie odpowiem, albo napisze post ;D

niedziela, 9 marca 2014

Chciałabym mieć...

Jakiś czas temu do mych drzwi zawitał kryzys. Kryzys ekonomiczny. Święta, sylwestrowy wyjazd, styczeń i luty pełen urodzin i imprez skutecznie wypłukały mój portfel. Sesja także się do tego przyczyniła (jak można wydawać tyle na ksero?!). Do tego codzienne wydatki jak paliwo, ubezpieczenie, woda, gdy zapomnę z domu... Fajnie też gdzieś wyjść, kupić coś sobie... a tu psikus! Brak pieniędzy - trzeba ustalić priorytety.

Mimo wszystko - lubię pomarzyć. Przed snem myślę sobie - co zrobiłabym, gdybym wygrała w lotto? O kilku mln nie wspomnę, ale mogłabym wygrać nawet tysiąc złotych! Na pewno by mi się przydał, zresztą - komu nie? :)

Dlatego też postanowiłam się z Wami podzielić moją listą życzeń/marzeń/pragnień, które związane są ze zdrowym stylem życia. O moich największych marzeniach (Afryka!!!!) postaram się także napisać w najbliższym czasie. No ale do rzeczy! 

Gdyby ktoś chciał to może zasponsorować mi....

Kettlebell  - chodzi mi on po głowie już długi czas! Tyle fajnych ćwiczeń można z nimi robić, tyle możliwości, taka różnorodność. Nie wiem co prawda ile kg tego cuda byłoby dla mnie optymalne (może coś koło 5?), jednak jeśli miałabym pieniądze na pewno żeliwny dzwoneczek znalazłby się w moim domu.


Hantle - mam w pokoju kilogramowe hantelki, które dzielnie mi służą i podczas niektórych ćwiczeń są wystarczające, jednak marzą mi się hantle regulowane. 2 gryfy i trochę obciążeń i byłabym w niebie! używałabym ich na przykład do wykroków... Wizja ta nie jest taka odległa, bo mój Chłopak chyba aż tak bardzo nie potrzebuje swoich i znajdą one nowego tymczasowego właściciela, póki nie kupię własnych.


Buty do fitnessu i biegania. Teraz ćwiczę Everlastach, a biegam z butach New Balance. W sumie jak tak myślę, to jestem z nich zadowolona i nie jest to moje must have, a raczej pragnienie :) Chciałabym mieć jedne buty do fitnessu, które byłyby trochę bardziej elastyczne, a buty do biegania podobnie stabilne i amortyzujące jak moje, ale trochę w innym wydaniu estetycznym. Po głowie chodzą mi np. Nike Free, Nike Core Flex, Nike Dual Fusion, Puma Descendant, Reebok Realflex, Puma Faas, trochę modeli New Balance i jeszcze coś by się znalazło...



Top do ćwiczeń - mam 3 staniki sportowe, które sprawują się nieźle. Marzy mi się jeszcze wygodny top, w pięknym kolorze (różowy/zielony). Mimo wszystko chyba z tym muszę poczekać aż zrzucę to i owo z brzucha, bo z taką fałdką na wierzchu ćwiczyć nie będę.

Kinect do X-boxa -  żebym mogła poruszać się przed telewizorem z trenerem. Do tego kilka gier. Treningi z x-boxem są naprawdę fajne - kinect śledzi pracę Twojego ciała, poprawia postawę, motywuje - przyjemne z pożytecznym.

Karnet Open na siłownię i zajęcia. Fajnie byłoby mieć taki karnet, móc chodzić na wiele różnych zajęć, próbować tego i owego i korzystać w profesjonalnego sprzętu. Na razie wystarczają mi wolne ciężary u Pawła, które i tam muszę odwiedzać częściej. No i planuję w końcu iść na tę zumbę. 

Torba do ćwiczeń - tutaj chyba marzenie spełni się najszybciej. Planuję kupić sobie taką samą torbę jaką kupiłam Chłopakowi, tylko, że w innym kolorze. Wiem, że jemu się podoba, jest funkcjonalna, mieści co trzeba.


A Wy macie jakieś swoje plany związane z fitnessowymi zakupami? :)

sobota, 8 marca 2014

Z okazji Dnia Kobiet...

... życzę Wam dużo radości i samych pogodnych dni. Gdyby jednak pojawiły się, to wyjścia z nich z podniesioną głową i podwójną siłą. Żebyście były sobą i umiały zawalczyć o własne pragnienia, nie ważne, czy te związane z dobrym wyglądem, podróżą do Azji czy też kupieniem nowej lokówki. Jeśli czegoś naprawdę chcecie, a jest to możliwe, to uda Wam się to osiągnąć.

Życzę Wam także dawki kobiecości - nie bójcie się bycia kobietą, mamy wiele cech, o których Panowie mogą tylko pomarzyć i musimy być z nich dumne! Chciałabym także, abyście pokochały siebie - nie jakiś niedościgniony ideał, ale po prostu siebie.
Dodatkowo - męskiego ramienia, które zawsze będzie gotowe Was przyjąć. Życzyłabym Wam takiego mojego Pawła, jednak to chyba zbyt ryzykowne dla mnie ;)

Nie zapomnijcie o zdrowiu - nikt chyba nie marzy o chorobie. Życzę Wam jeszcze dużo ruchu i zdrowego jedzenia, a także przepięknej wiosny i jeszcze cieplejszego lata!
Po prostu szczęścia!


środa, 5 marca 2014

Wyzwanie - Bikini bez fałdek

W końcu utworzyłam wydarzenie na facebooku. 
Grafikę utworzyła dla mnie Karolina z Fit4Life, za co jej bardzo dziękuję! ;)

Startujemy od poniedziałku, kończymy 30.06. 
Podzieliłam wyzwanie na 3 fazy:

10.03 - 18.04 - Koniec karnawału - Mniejszy Brzuszek na Wielkanoc
22.04 - 26.05 - Piękna na Dzień Matki
27.05 - 30.06 - Wskakujemy w bikini!

Już od dziś będą wrzucała tam jakieś ciekawe posty, treningi, porady, linki do fajnych artykułów. Dlatego jeśli jesteście zainteresowani - dołączcie do wydarzenia - znajdziecie je tutaj.
Na dniach pojawi sie rozpiska z treningami na pierwszy tydzień zmagań. Mam nadzieję, że nie zostawicie mnie tam samej i będziecie dzielnie walczyć! ;) Przyda mi się liczna załoga, żebym i ja dostała solidnego kopa w tyłek.

Poza tym co u mnie - od poniedziałku ćwiczę. jest się czym chwalić...  Ale nie poddaję się i mam nadzieję, że niedługo wpadnę w endorfinowy szał i nie będę mogła przestać. Liczę na to, że za 4 tygodnie w końcu pochwalę się jakimiś efektami.

Skaczę na skakance, staram się jeść zdrowo... jest ok :) Oby zapał pozostał na takim samym poziomie. Po dzisiejszym circuit training - tak bolć mnie łydki i piszczele, że trudno mi było prowadzić auto. Czuję też jutrzejsze zakwasy przy obręczy barkowej. 

Mam nadzieję - do zobaczenia podczas wyzwania! :)

niedziela, 2 marca 2014

Podsumowanie stycznia i lutego, czyli sama gorzka prawda

Tak naprawdę w sumie nie ma czego podsumowywać. 

Piszę tego posta bardziej jako reprymendę dla siebie. Początek roku, jeśli chodzi o próbę bycia fit oceniam na ocenę niedostateczną. Co prawda styczeń rozpoczął się dobrze - pierwsze 2 tygodnie upłynęły pod znakiem ćwiczeń (10/14 dni aktywnych). Potem przyszła sesja... Może to żadne wytłumaczenie, ale jednak 20 zaliczeń  w 3 tygodnie dało mi popalić. Codziennie coś... Nie miałam siły na ćwiczenia. Ćwiczyłam okazjonalnie i czasem byle jak. O jedzeniu, to ja nawet nie wspomnę.

W lutym skończyła się sesja i zaczęły się wyjazdy - rodzina moja, Pawła, góry - pełno wrażeń, mało czasu i dużo jedzenia. W dodatku na nartach nadwyrężyłam kolano znów ucinając sobie drogę do aktywności fizycznej...
No i jestem! Mamy marzec, tak jest - wiosna za pasem. A ja co? Wyglądam identycznie jak 2 miesiące temu. Przykre, ale to tylko i wyłącznie moja wina. Myślę jednak, że jestem zmotywowana, aby rozpocząć raz jeszcze. Teraz musi się udać! Będziemy ćwiczyć razem - tworzę wyzwanie (pojawi się już w tym tygodniu, myślę, że koniec karnawału będzie początkiem wyzwania).

Stwierdziłam także, że muszę stawiać sobie konkretniejsze cele, bo łatwiej będzie mi je realizować, jeśli będę dokładnie wiedziała czego chcę i jak to osiągnąć. Tak więc cele na najbliższy miesiąc to:

  • stworzyć 3 miesięczne wyzwanie do wakacji "Bikini bez fałdek"
  • umówić się do ortopedy i kardiologa, by mogli ocenić co mogę ćwiczyć, a czego mam unikać jak ognia
  • przebadać tarczycę
  • pokręcić hula hopem i pokręcić się na twisterze przez co najmniej 6 h
  • 2 razy w tygodniu chodzić na siłownię
  • 2 razy w tygodniu robić inne treningi (HIIT, bieganie itd.)
  • spróbować zumby
  • nie opuścić żadnego wf (w tym semestrze chodzę na circuit training - ma być wycisk!)
  • pić duuużo wody, czerwonej i zielonej herbaty
  • w znacznym stopniu ograniczyć słodycze i słone przekąski (czyli raz w tygodniu mogę)

No i to tyle na chwilę obecną. Co z tego wyjdzie? Czas pokaże.
A jak tam u Was?