piątek, 24 stycznia 2014

Mój pomysł na trening - czyli co robić, gdy brak internetu

Jak wiecie - najczęściej ćwiczę z filmikami z youtube. Tak jest po prostu wygodniej. Lubię zaufać komuś doświadczonemu i poskakać przed komputerem razem z nim.

Czasem jednak zdarza się tak, że laptop odmówi posłuszeństwa, albo nagle zabrakło internetu.
Wtedy często kręcę hula - hopem, czytam książkę chodząc po stepperze, skaczę na skakance, a czasem wymyślam własny trening.

Dziś mam i dostęp do internetu i mogłabym poszukać ćwiczeń właśnie tam, ale jakoś nie mam na nie ochoty. 
Postanowiłam wykorzystać najprostsze ćwiczenia świata, które chyba każdy z nas zna i połączyć je w jeden trening. Dodałam do tego skakanie na skakance, aby podwyższyć bicie swojego serca i wprowadzić coś na kształt treningu interwałowego, który spala więcej kalorii w szybszym tempie,a  także podkręca nasz metabolizm.

Do wakacji zostało naprawdę mało czasu! Pocieszam się tą myślą. Wiosna już za 3 miesiące, wakacje za niecałe pół roku. Trzeba się wziąć za siebie, by jakoś wyglądać na plaży :) 

Tak więc jeśli macie trochę czasu (nie za dużo, bo ja też dużo go nie mam dlatego staram się wymyślać treningi krótkie) to wskakujcie w coś wygodnego i poćwiczcie razem ze mną.
Włączcie ulubioną playlistę/radio/cokolwiek i poruszajcie się trochę, a na pewno nie pożałujecie :)




Ja przysiady i wykroki robię z hantlami 1kg. 

Pamiętajcie o rozciąganiu na koniec, a podczas rozgrzewki postarajcie się rozruszać wszystkie stawy (kolana, łokcie, nadgarstki, biodra itd.) Uważajcie na technikę wykonywania ćwiczeń, aby nie nabawić się kontuzji. Lepiej ćwiczyć wolniej, ale dokładniej :) Do tego dokładam hula-hop lub twister. Czasem stepper. Zobaczymy co z tego będzie... 

Powodzenia! 

niedziela, 19 stycznia 2014

Jak znaleźć czas na wszystko?

Czas jest szczególnym zasobem - ma go każdy z nas, każdy tyle samo, ale każdemu z nas go brakuje. Nie możemy go przechować, zamrozić na później, wydłużyć, cofnąć, zmienić. 
Żyjemy w świecie, gdzie większość ludzi się spieszy (pomijam już to, że wielu z nich nie wie do czego dąży). 
Studiujemy, nie rzadko na dwóch kierunkach, pracujemy, mamy dom do posprzątania, dzieci do opieki, chcemy znaleźć czas dla ukochanych, przyjaciół, dla siebie... Wiele planujemy, mało realizujemy.

Sama jestem przykładem, że można jednak jakoś tak zorganizować (i tak za krótką) dobę, żeby chociaż pod koniec dnia być zadowolonym z siebie, że zrobiło się naprawdę tyle, ile można było. Nie znaczy to, że zrobimy wszystko co chcieliśmy - na to nie liczcie.

Studiując 2 kierunki, a do tego posiadając setkę innych obowiązków (dom, opieka nad bratem itd.) naprawdę trudno mi czasem jest zrobić to, co bym chciała. Przyznam jednak, że i tak jak porównuję swoje spędzanie czasu, z marnowaniem czasu przez innych znajomych - jestem z siebie dumna.
Zawsze zastanawiało mnie to, jak to się dzieje, że ktoś nie mając żadnych domowych obowiązków, chodząc na kilkanaście godzin zajęć tygodniowo, nigdy nie jest w stanie się wyrobić i zrobić tego, co do niego należy. Zaskakuje mnie także to, że niektórzy mając 2 tygodnie czasu na naukę do egzaminu i tak nauczą się gorzej niż osoby, które miały na to jeden dzień. Kluczem do odpowiedzi jest właśnie organizacja czasu.

Myślę, że naprawdę wychodzi mi to nieźle. Nie jestem zadowolona z siebie w 100%. Często też marnuję wiele czasu na głupie filmiki, facebooka, przeglądanie gazet itd. Nie umiem także zaginać czasu - to jest mój problem. Bo nie mam wpływu na to, że akurat kilka rzeczy dzieje się w tym samym momencie. 
Mimo wszystko przez ostatnie 1,5 roku nauczyłam się bardzo wiele i wydaje mi się, że podzielenie się z Wami kilkoma moimi zasadami będzie strzałem w dziesiątkę.

1. Planujcie, planujcie, planujcie. Nie przesadzajcie jednak z ilością rzeczy do zrobienia. Zobaczcie ile spraw udało Wam się zrealizować i ciągle zmieniajcie swoje plany, aż staną się realne. Im lepiej rozplanowany czas - tym większa efektywność

2. Nie zostawiajcie wszystkiego na ostatnią chwilę! To nie jest produktywne - nie tylko możecie się nie wyrobić, ale także dodajecie sobie niepotrzebnego stresu.

3. Nie bójcie się kalendarza! Mi on naprawdę pomaga. Dzięki temu wiem, co kiedy muszę zaliczać, kiedy z kim się spotykać, nie zapominam o ważnych sprawach. Możecie stosować także przypominajki w telefonie, karteczki na lodówce, notatnik na pulpicie ekranu.

4. Zróbcie listę rzeczy, których nie możecie zrealizować od dłuższego czasu. Każdego dnia starajcie się wykonać 1 zadanie z listy (posprzątać na biurku, umyć okna, uporządkować szuflady, oddać garnitur do czyszczenia itd...).

5. Zróbcie listę priorytetów. Napiszcie co danego dnia musicie wykonać, co należałoby wykonać i co można wykonać. Przejdźcie do kolejnego pkt tylko wtedy, kiedy priorytety są już spełnione

6.Róbcie przerwy (w pracy, nauce). Jeśli robicie coś non stop szybciej się męczycie, jesteście mniej efektywni, a co za tym idzie - wszystko zajmuje Wam 3 razy tyle czasu (np. ja teraz mam przerwę w nauce :)). Wykorzystajcie ją na rozciąganie, wypicie herbaty, krótki spacer, a może 30 min na ćwiczenia?

7.  Nie planujcie każdej minuty życia. Tutaj sprawdza się zasada 60-40. 60% czasu miejcie zaplanowane, 40% zostawcie na nieprzewidywane zdarzenia, losowe sprawy.

8. Uczcie się na błędach. Sprawdzajcie na co przeznaczacie ile czasu i eliminujcie błędy. Jesli widzisz, że spędzasz za dużo czasu na facebooku - staraj się powoli go ograniczać.

9. Wysypiajcie się. Zregenerowany organizm to efektywny organizm. Wyspani zrobicie więcej, będziecie myśleć szybciej, a energia będzie Was rozpierać.

10. Znajdźcie czas na przyjemności. Wiem, że to trudne. Sama często o tym zapominam, ale naprawdę chwila dla siebie jest bardzo ważna. Może to być relaksująca kąpiel, może wizyta u kosmetyczki, obejrzenie filmu, cokolwiek co sprawi, że się odprężysz. Często osoby, które mają mnóstwo zajęć zapominają o sobie, przez co w pewnym momencie zaczynają chodzić sfrustrowane.

11. Dopasuj swój plan do trybu życia. Ja ćwiczę zawsze po południu i wieczorem, ponieważ do tego zmusiła mnie uczelnia. Poza tym nie jestem rannym ptaszkiem i po południu mam więcej energii. 

12. Nie zapominajcie o ruchu! Wiem, że większość z Was zastanawia się jak to zrobić. Mamy przecież pracę, dzieci itd... Nie musicie ćwiczyć codziennie. Jednak zastanówcie się ile czasu marnujecie - na tv, komputer, gry, bezsensowne czynności. Naprawdę nie uda Wam się wylogować na 40 min 3 razy w tygodniu? Myślę, że się uda i to bez problemu.

13. Im więcej czasu - tym gorsza organizacja :) Taka prawda - jeśli dołożysz sobie jakiś obowiązek staniesz się lepiej zorganizowany, bo po prostu nie będziesz miał wyboru. Nie przesadzajcie jednak zbytnio! :)



A ja znów powracam do nauki :) Trzymajcie kciuki.

piątek, 17 stycznia 2014

"Po co tak w ogóle ćwiczysz? Po co Ci to wszystko?!"

Po co ćwiczysz?
Nie żal Ci czasu?
Przecież to nudne!
Po co chcesz schudnąć?
Pączki są przepyszne!
Nie wolisz pójść do kina?
Co Ci to daje to całe "ćwiczenie"?
Zaraz Ci się znudzi...
Przecież Ty się dziewczyno zamęczysz!

Itd....
W ciągu ostatniego roku usłyszałam setki podobnych stwierdzeń. Znajomi, a czasem tez rodzina, lubią pytać o takie rzeczy. Na początku mnie to wkurzało. Bo ja tu walczę z chęcią sięgnięcia po batonika, a ktoś się ze mnie śmieje. Ja wypluwam płuca, a ktoś mówi, że przecież i tak efektów nie będzie. Tłumy niedowiarków, tłumy krytykujących, tłumy żartownisiów.



Teraz już się tym nie przejmuję. Ktoś mi mówi o zaletach czekolady, to odpowiadam, że dobrze je znam i tez czasem ją jem, bo wszystko jest dla ludzi. Ktoś narzeka, że po co te wygibasy, jak i tak nie widzi efektów to ja odpowiadam, że ja widzę! Przykładów jest naprawdę dużo. Ludzie krytykują zdrowy styl życia, bo chyba nie do końca go rozumieją. Krytykują, bo kojarzy im się to z samymi wyrzeczeniami i milionami trudnych chwil. Wolą się nie przejmować. Są szczęściarze, którzy są i tak szczupli i tym bardziej mają wszystko gdzieś. Mówią, że oni to by tak nie mogli... Są też osoby troszkę większe, które znów mówią, że próbowali tyle razy i nic z tego nie było...

Samą też chwilami łapią mnie momenty nostalgii. Zastanawiam się razem z Nimi - po co mi to tak właściwie? Nie lepiej leżeć do góry brzuchem i wciskać w siebie chipsy?
Otóż  - nie!

Jestem człowiekiem, najnormalniejszą w świecie kobietą - mam swoje fochy, zachcianki, lubię słodkości, lubię poleniuchować, lubię ponarzekać... Ale lubię też się ruszać! Chociaż czasem bardzo mi się nie chce, to jeszcze nigdy nie żałowałam żadnego treningu.

Czy są efekty?
Są! Co prawda - w moim przypadku wizualnie dość marne (ale jestem głupolem i od pół roku wybieram się zbadać tarczycę :D), ale jest masa innych rzeczy.

  • kondycja jest lepsza (wiecie, że na początku nie mogłam przebiec więcej niż 6 min?! Po kilku razach mogłam przebiec ich już 36!)
  • wytrzymałość
  • siła - (tak, tak - jestem silniejsza! :D)
  • postawa - mniej się garbię, wciągam brzuch itd.
  • mniejszy cellulit
  • bardziej "zbite", jędrne ciało
  • lepsze samopoczucie
  • myśli, że robię coś dla siebie
  • zadowolenie z siebie, że jednak coś robię, chociaż łatwo nie jest
  • więcej wspólnego czasu z Chłopakiem
  • i wiele, wiele innych..
Więc jeśli lubisz krytykować, zadawać głupie pytania, jesteś typem niedowiarka, nie rozumiesz "mody" na zdrowy styl życia - zastanów się nad tym i spróbuj! Jeden miesiąc, tylko jeden! A na 90% zmienisz swoje zdanie.

Pozdrawiam Was serdecznie znad notatek!
M.

niedziela, 12 stycznia 2014

Nie jesteśmy tacy źli, jak nas diabeł maluje

Każdy z nas ma kompleksy, nikt nie jest idealny, każdy ma jakieś wady.
Dziś chciałam się skupić na tych "defektach urody". Ciągle słyszę słowa różnych osób - to za krótkie, to za długie, to za grube, to za cienkie, to za rzadkie, to za jasne, to za okrągłe, to zbyt widoczne, to za malutkie itd... Przyznam, że sama też często łapię się na tym, że narzekam bez sensu na każdą możliwą część mojego ciała. 

Wiecie, że większość z tych wad widzimy tylko my? Widzimy się w o wiele gorszym świetle niż wyglądamy w rzeczywistości. Jeśli wydaje Ci się, że wszyscy w koło widzę Twój długi nos, obwisły brzuch, wystające łopatki i wkurzający, wielki pieprzyk na czole - jesteś w błędzie. Ludzie to wbrew pozorom straszni egocentrycy. Jesteśmy zapatrzeni w siebie i 90% czasu poświęcamy na rozmyślania o sobie! Pomyślcie teraz, czy te pozostałe 10% czasu człowiek patrzy się na wszystkich innych i wyszukuje co raz to nowe wady? Nie.

Znacie też pewnie to, że gadacie z koleżanką - mówicie jej o setkach swoich kompleksów, a ona mówi tylko, że jesteśmy totalnym głupkiem, bo wcale nie wyglądamy tak jak nam się wydaje. 
To my jesteśmy tym tytułowym diabłem, który maluje sam siebie i przedstawia się w o wiele gorszym stanie niż jest w rzeczywistości. Kojarzycie może eksperyment Dove? Jeśli nie, to koniecznie musicie go obejrzeć. Znajdziecie go tutaj.
Spróbujcie zrobić coś podobnego - opiszcie  jak widzicie siebie i poproście o to 3 osoby. Porównajcie opisy. Czy naprawdę w opisach znajomych znajdziecie opisy  - olbrzymie biodra i wielki tyłek? Wątpię.

Kolejnym problemem jest to, że przez nasze kompleksy, które dotyczą wad fizycznych zamykamy się w sobie. Nie chcemy wyjść do ludzi, bo wydaje nam się, że przez krzywe usta nikt nie śmieje się z naszych żartów, bo gdy mówimy patrzą tylko na nie. A może nikt nas nie lubi, bo mamy trochę za dużo pod bluzką?
Teraz tak szczerze, naprawdę tak bardzo liczy się dla Was wygląd Waszych znajomych? Nawet gdyby mieli nos jak Pinokio i uszy jak Dumbo? Czy naprawdę otaczacie się samymi ślicznotkami i przystojniakami?
Każdy z nas jest inny, nikt nie jest doskonały. Każdy ma wady. Z niektórymi można coś zrobić, z innymi nie bardzo.

Zwolenniczką operacji plastycznych nie jestem, ale jeśli naprawdę powiększenie biustu ma dodać pewności siebie  - czemu nie? Gorzej jednak, że podobno ok 80% kobiet, które oczekiwały, że po ingerencji skalpela będzie czuć się lepiej, wcale tak się nie czuło. Chociaż miseczka z A zmieniła się na D, to w swojej głowie dalej były nieśmiałymi, grubiutkimi pulpecikami płaskimi jak deska.

Spójrzmy na siebie z większą rezerwą. Nawet jeśli mamy więcej kg - co z tego? Czy przez to jesteśmy gorszymi ludźmi? Wcale nie. A wiecie, że możemy być jeszcze lepszymi? Chcesz coś zmienić  i da się to zrobić - zrób to! Jeśli nie da się z tym nic zrobić - zaakceptuj. Myślę, że naprawdę większość ludzi tego nie widzi. Skup się na swoich zaletach. Może naprawdę masz spore uda, ale za to masz piękne oczy, gęste włosy, idealny biust i długą szyję. Postaraj się to zauważyć. Nie patrz tylko na defekty, one naprawdę się nie liczą. 

piątek, 10 stycznia 2014

Dlaczego nie umiemy dotrzymywać postanowień noworocznych? - czyli efekt wyczerpywania siły woli.

Zna to chyba każdy z nas - 1.01 długa lista postanowień noworocznych: postanawiamy schudnąć, rzucić palenie, trzymać porządek na biurku, wykonywać wszystkie zadania na czas, chodzić codziennie na 30 min na spacer, nie jeść słodyczy, nie pić gazowanych napoi, uczyć się regularnie, ćwiczyć 5 razy w tygodniu, przeczytać 1 książkę tygodniową, oglądać mniej telewizji itd...

Jak często udało Wam się dotrzymać Waszych postanowień noworocznych?
Zazwyczaj jest tak, że trzymamy się żelaznych zasad przez tydzień, dwa.. maksymalnie miesiąc. Potem każde ciasteczko woła nas o pomoc w celu zakończenia jego marnego żywota, pogoda jest za brzydka na spacery, coca -cola jest smaczniejsza niż zawsze, czasu na książkę nie ma, a co dopiero ćwiczenia, palimy, bo się stresujemy,przecież akurat teraz tyle ważnych rzeczy dzieje się w naszym życiu...
Mało komu udaje się przez cały rok trzymać się choć jednego swojego postanowienia, a co dopiero całej listy!


Psychologowie mają jedno wytłumaczenie tej sytuacji - jest to efekt wyczerpywania siły woli.

Nie udaje nam się dotrzymać postanowień noworocznych, ponieważ zazwyczaj bierzemy ich po prostu za dużo! Jeśli naszym postanowieniem jest zrzucenie 15 nadprogramowych kilogramów to aby powstrzymać się od słodyczy, pić dużo wody, pilnować zdrowego jadłospisu itd. poświęcamy bardzo dużo własnych zasobów (emocjonalnych, energetycznych, poznawczych itd.) właśnie na to jedno postanowienie. Niestety, nasze zasoby są ograniczone dlatego wszystkie inne postanowienia mają do dyspozycji ich za mało. Dlatego też jeśli innym naszym postanowieniem jest rzucenie palenia, to nie mamy w sobie aż tyle energii, żeby dotrzymać tego postanowienia.

Niestety, zazwyczaj jest tak, że nie udaje nam się dotrzymać do końca nawet jednej obietnicy złożonej samemu sobie. Gdy skupiamy się na jednym postanowieniu, powoli zatracamy siłę woli, aby walczyć o inne z nich. Wtedy zaczynamy się frustrować, że znów nam nie wyszło, że jednak może jest jakaś szansa i przerzucamy swoje zasoby na inne postanowienia, porzucając jednocześnie pierwotne, najważniejsze z nich. Efekt jest taki, że jest to męczące. Ileż razy można zmieniać swoje życie walcząc o kolejne postanowienia.
Niestety człowiek nie jest idealny i nie da się uniknąć efektu wyczerpywania siły woli. Jest jednak na to rada...

Metoda małych kroków! 
To jest złoty środek, który pomoże nam dotrwać. Załóżmy, że chcemy w 2014 roku schudnąć, rzucić palenie, znaleźć nową pracę i nauczyć się j.hiszpańskiego. Po pierwsze - nie zrobimy tego wszystkiego od razu. Wszystko po kolei. Ustalmy sobie, że od stycznia do marca walczymy o nowe ciało na wiosnę. Jeśli poświęcimy naszą całą wolę tylko na to jedno postanowienie, będzie nam o wiele łatwiej w nim wytrwać (co nie znaczy, ze na 1090% nam się uda). Jeśli już zrzucimy to i owo, możemy brać się za naukę języka czy szukanie nowej pracy. Krok po kroku i mamy o wiele większą szansę, że uda nam się dotrzymać naszych postanowień noworocznych.

Pamiętajmy jednak - co za dużo, to nie zdrowo. Jak już pisałam - ideałów nie ma, dlatego nie starajmy się nimi stać, bo to i tak nie jest możliwe, a będzie nas tylko frustrować. Poza tym nie liczmy na to, że zmienimy całe swoje życie w ciągu miesiąca, czy nawet roku. Mamy na to naprawdę sporo czasu. Lepiej robić coś powoli, dokładnie i poświęcać swoją energię tylko na jedną rzecz. Wtedy efekt wyczerpania woli nam nie groźny.

Mam nadzieję, że większość z Was jeszcze trwa przy swoich postanowieniach noworocznych, może warto jednak je zrewidować i zwiększyć szansę na ich dotrzymanie? Co sądzicie?

Powodzenia!

poniedziałek, 6 stycznia 2014

Co ćwiczyć pierwsze - cardio czy trening siłowy?

Wiele razy spotkałam się z pytaniem co ćwiczyć najpierw - czy trening cardio, czy może jednak trening siłowy?
Przyznam, że odpowiedzi w internecie jest mnóstwo - najczęściej sprzecznych. Podobnie jak z co było pierwsze - jajko czy kura? To naprawdę trudne pytanie!
Postanowiłam trochę poszperać i znalazłam to i owo, czym chcę się z Wami podzielić.


Trening cardio, nazywany często jest treningiem wytrzymałościowym i to on jest głównie polecany osobom, które pragną zrzucić parę kilogramów. Aby nasz organizm mógł spalić zbędny tłuszcz wysiłek powinien odbywać się na średniej intensywności przez dłuższy czas. (Inaczej sprawa ma się z treningiem interwałowym, o którym będzie innym razem.) Zaletą  wysiłku aerobowego jest nie tylko możliwość spalenia zbędnej tkanki tłuszczowej, ale także podwyższenie kondycji, czy też dotlenienie organizmu. Najpopularniejszym treningiem cardio jest bieganie, pływanie, jazda na rowerze, rolkach, ale także aerobik. 

Trening siłowy, jak sama nazwa wskazuje, ma na celu zwiększenie naszej siły, czyli zdolności mięśni do pokonywania oporu. Im "większe, lepiej zbudowane" mięśnie, tym większa siła. Trening siłowy można wykonywać przy pomocy sprzętu na siłowni, wolnych ciężarów, ale także z hantelkami, butelkami wody, a nawet wykorzystując ciężar własnego ciała. Taki trening również pozwala na spalenie kalorii - może mniej niż cardio podczas samego wysiłku, jednak pozwala na ich spalanie długo po treningu. 

Oczywiście najłatwiejszym rozwiązaniem byłoby podzielenie swojego kalendarza na dni cardio i dni siłowe. Np. 3 x  w tygodniu biegamy, 3 x w tygodniu jesteśmy na siłowni i jeden dzień odpoczywamy. 
Co jednak zrobić, gdy mamy możliwość ćwiczenia tylko  3-4 razy w tygodniu i chcemy zarówno wzmocnić mięśnie, jak i wytrzymałość? Co trenować jako pierwsze - cardio czy siłę?
Odpowiedź nie jest jednoznaczna. Wszystko to zależy od tego, co chcemy osiągnąć. Ja skupię się na sytuacji, w której pragniemy schudnąć. 

Kiedy rozpoczynamy jakikolwiek wysiłek  to nasz organizm czerpie energię z glikogenu wątrobowego. Będzie to trwało tak średnio z 30 min, aż zacznie czerpać energię z innego miejsca - tłuszczu (dlatego często słyszy się, że wysiłek poniżej 30 min nic nie daje - co też nie jest prawdą).
Dlatego najlepiej byłoby na początku wykonywać trening siłowy, a dopiero po nim aerobowy.  Podczas treningu siłowego będziemy czerpać energię z węglowodanów, a jeśli potem dołożymy do tego wysiłek tlenowy to szybciej zaczniemy spalać tłuszcz, niż w sytuacji odwrotnej. Gdybyśmy zaczęli od np. biegania nasz trening na spalanie nie będzie już tak efektywny, bo uszczuplimy sobie zapasy glikogenu, które będą nam potrzebne przy treningu siłowym. Co więcej, jak wcześniej pisałam - tłuszcz zaczyna spalać się po 30 min wysiłku. Dzięki rozpoczęciu treningu od siły mamy możliwość skrócenia ćwiczeń wytrzymałościowych, bo tłuszcz zacznie spalać się już od pierwszych minut. Dzięki takiemu połączeniu będziecie mogli spalić także więcej kalorii po wysiłku.

Dlatego jeśli nie macie możliwości jednego dnia robić cardio, a drugiego dnia ćwiczyć siłę  zróbcie tak:

  • Dobra rozgrzewka - nie musi być długa 5-15min wystarczy, pozwoli rozgrzać ciało i unikniecie kontuzji
  • Trening siłowy - to już od Was zależy, czy trening na maszynach, czy wykorzystujący masę Waszego ciała
  • aeroby - trochę skakanki, biegania, rowerka, a może trening cardio z youtube?
  • rozciąganie - również od 5-15 min wystarczy. 

Troszkę inaczej jeśli np. Waszym głównym celem jest przebiegnięcie maratonu, poprawienie wytrzymałości - wtedy zaczynajcie od wysiłku aerobowego, bo to on jest dla Was najwazniejszy, a po treningu siłowym zawsze ma się trochę mniej energii.

Powodzenia! ;)

niedziela, 5 stycznia 2014

Twister - pomoc w wyrzeźbieniu ładnej talii, pogromca boczków

Jak wiecie w prezencie świątecznym dostałam twister. Jestem bardzo zadowolona z tego prezentu, bo marzyłam o nim od dłuższego czasu. 
Mój Twister jest zielony, posiada linki oraz specjalne wypustki do masażu stóp.

Z tego co się orientuje całkiem sporo kobiet ma ten mały, okrągły przyrząd w domu, jednak mało wie, jakie efekty można dzięki niemu odnieść, oraz jak wiele różnych ćwiczeń można na nim wykonywać.
Dziewczyny chodzące na siłownię pewnie z twisterem spotkały się właśnie tam. 

Jeśli macie już zamiar kupić to kółko, lepiej wydajcie kilkanaście złotych więcej i kupcie twister z linkami, ponieważ będzie mógł on Wam posłużyć także do rzeźbienia ramion. 
Większość twisterów posiada specjalne wypustki na podstawie, które zaprojektowane są tak, aby w trakcie ćwiczeń przyjemnie masować nasze stopy.

Jak ćwiczyć na twisterze?
Jest wiele różnych ćwiczeń, ale najprostszym i najczęściej wykonywanym ćwiczeniem są dynamiczne skręty tułowia. Na początku nie warto ćwiczyć zbyt długo, bo mogą pojawić się spore zakwasy, oraz ból kręgosłupa. Najlepiej zacząć od 10 minut 3 razy w tygodniu i z czasem zwiększać intensywność ćwiczeń. Trzeba pamiętać o dobrej technice wykonywania skrętów (nie ma kręcić się całe ciało, ale tylko dół). Na początku, aby było łatwiej dobrze jest ćwiczyć przy ścianie, która pomoże nam zachować równowagę. Następnie możemy próbować kręcić się, trzymając się już za linki i ćwicząc jednocześnie ramiona. Można ćwiczyć także same ręce - stoimy prosto na twisterze i podciągamy linki  - w bok, do piersi, do głowy itd., aby ćwiczyły wszystkie mięśnie. 


Jakie są zalety twistera?

  • można łatwo pozbyć się boczków, które są zmorą większości kobiet (pamiętajcie jednak, że aby osiągnąć lepsze i szybsze efekty - warto dołączyć do tego inne ćwiczenia. Zapraszam do przeczytania postu z listopada Jak pozbyć się boczków?)
  • ćwiczy on mięśnie skośne brzucha, które bardzo często są przez nas zaniedbywane
  • poprzez skręty tułowia rzeźbi się talia - może być ona naprawdę smukła!
  • ćwiczenia na nim są bardzo łatwe, już po chwili można nauczyć się wykonywać je poprawnie, nie wymagają wielkiego wysiłku
  • można na nim ćwiczyć także inne części ciała - ręce, górne części ciała, uda, pośladki itd. oraz wzmacnia nasz kręgosłup
  • jest wiele różnych ćwiczeń, które można wykonywać, dzięki czemu unikniemy nudy
  • nie zajmuje dużo miejsca i jest bardzo lekki -  możemy zabrać go ze sobą np. na wakacje
  • przyjemne z pożytecznym, czyli podczas ćwiczeń możemy oglądać telewizję, a wypustki masują nam stopy
  • jeśli mamy 2 twistery - gama ćwiczeń jest jeszcze większa i bardziej wszechstronna 

Jakie są wady twistera?
  • podobno niektórych podczas ćwiczeń łapią kolki (ja się jeszcze z tym nie spotkałam)
  • nie zapewni on nam w pojedynkę pięknego płaskiego brzucha i talii osy, najlepiej dołączyć do tego trening kardio, inne ćwiczenia siłowe + odpowiednią dietę
  • przez kilka początkowych dni trzeba pilnować, aby ćwiczenia wykonywać poprawnie (to znaczy, żeby ruszał się tylko dół, a góra ciała powinna pozostać bez ruchu), inaczej efekty mogą być wolniejsze

Według mnie twister to naprawdę fajny wydatek, który pozwoli nam urozmaicić ćwiczenia, oraz w prosty i przyjemny sposób pozbyć się fałdek w okolicy brzucha. Podczas ćwiczeń możemy oglądać ulubiony serial, dzięki czemu połączymy przyjemne z pożytecznym. Pamiętajmy jednak, że sam twister nie jet gwarancją pięknego ciała - trzeba robić coś jeszcze.

Na koniec 2 filmiki jak można używać twistera:


Czy ktoś z Was kręci się na twisterze? Widzicie jakieś efekty? :) 
Ja na pewno napiszę jeszcze o nim po dłuższym okresie ćwiczeń.


p.s. Jak podoba się Wam nowy wygląd bloga? Co jeszcze zmienić? 

Pozdrawiam
M.

piątek, 3 stycznia 2014

Garść motywacyjnych zdjęć

Dziś nie mogę się zmotywować do nauki... Wolę poćwiczyć, pobawić się z bratem, iść na spacer...

Wiem jednak, że niektórzy mają problem z motywacją do ćwiczeń (mi tez się to zdarza :)) - zawsze sobie obiecują - "od jutra/od zaraz/wieczorem/od nowego roku" itd... 


Czas na zmiany jest teraz! 

Wiecie, że do wiosny zostały niecałe 3 miesiące? To idealny czas na przygotowanie nowych ciał.
A żeby zmotywować tych niezmotywowanych dziś zamiast słów będzie kilka zdjęć, które mają odwalić całą robotę za mnie! ;)

Przeczesałam internet i o to co znalazłam! ;)










czwartek, 2 stycznia 2014

List Do Samej Siebie - czyli noworoczne postanowienia w innej formie

Kochana M., 
mam nadzieję, że będziesz pamiętała o tym liście i przeczytasz go za rok. Chciałabym w nim króciutko opowiedzieć Ci jaką mam wizję Ciebie dnia 2.01.2015 roku.

Widzę Cię jako uśmiechnięta, kilka kilogramów szczuplejszą młodą dziewczynę, która w końcu udała się do kilku lekarzy i rozwiązała swe "stawowo - odpornościowe - kardiologiczno - kręgosłupowe problemy". 

Wiem także, że będziesz miała całkiem niezłą kondycję, a przebiegnięcie 10 km będzie dla Ciebie zaledwie rozgrzewką. Twoja talia będzie smuklejsza, a ramiona lekko wyrzeźbione. Pozbędziesz się zbędnych kompleksów i zaczniesz się częściej uśmiechać.

Mam nadzieję, że podczas tego roku popracowałaś także nad swoją systematycznością i organizacją czasu. Chyba połączenie dwóch kierunków, ćwiczeń, prowadzenia bloga oraz poświęcanie czasu bliskim i sobie samej nie jest już dla Ciebie problemem? Nie zostawiasz już wszystkiego na ostatnią chwilę, prawda? Fajnie by było, gdyby Twój blog miał kilkuset obserwatorów i dziesiątki osób komentujących Twoje wpisy. Jednak musisz na to ciężko zapracować, a nie liczyć na cud. 

Wierzę, że zaliczyłaś wszystkie przedmioty na ocenę dobrą lub bardzo dobrą i nie stresujesz się już żadnym egzaminem, bo wiesz, że jesteś do nich perfekcyjnie przygotowana. Przełamałaś już swój opór do języka niemieckiego? :)

Chciałabym też abyś czytając ten list miała już pomysł na swoją pracę magisterską z psychologii oraz żebyś dopracowywała pracę licencjacką z dziedziny bezpieczeństwa narodowego. 

Czuję, że masz porządek na biurku i w szafie, a tablica korkowa nie ma na sobie zeszłorocznych karteczek, a Twoje finanse przeżywają prawdziwy renesans. Wiem też, że Twoja kolekcja "fit rzeczy" powiększyła się o kolejne zdobycze, ale nie tylko stoi i zdobi pokój, ale służy Ci w walce o lepsze ciało. Czy w roku 2014 skakałaś na skakance, kręciłaś hula - hopem, oglądałaś seriale chodząc po stepperze, używałaś hantli, jeździłaś na rowerku i ćwiczyłaś mięśnie skośne brzucha na twisterze? Odżywiasz się zdrowo i pijesz dużo wody? Oby tak!

Najbardziej jednak liczę na to, że na początku 2015 roku jesteś nie tylko osobą bardziej świadomą  i zadowoloną  ze swojego ciała, ale także masz większy porządek w głowie. Nie przejmujesz się każdą porażką, bo wiesz, że będzie lepiej i umiesz na to sama zapracować, spokój ducha to Twój przyjaciel, a słowa kłótnia i zmartwienie nie istnieją już w Twoim słowniku. Mam nadzieję, że czytając ten list kochasz siebie swoim małym serduszkiem.

Powodzenia w Nowym Roku, uśmiechaj się do siebie i innych nieustannie!

Buziaki,
Trzymająca za Ciebie kciuki M.