niedziela, 25 sierpnia 2013

Samoocena i samoakceptacja, czyli zaakceptujmy siebie!


Zastanawiałam się o czym ma być pierwszy post. Czy od razu pisać coś dla fitnessowych fanek, czy może coś o sobie (ten pomysł od razu odrzuciłam), czy coś o diecie… Postawiłam jednak w końcu na coś zupełnie innego. Blog nazywa się KOCHAĆ SIEBIE. Dlatego też zacznę własnie od tego tematu – samoakceptacji i samooceny.

Jako studentka psychologii już kilka razy spotykałam się z tym terminem i w zależności od własnego stanu psychicznego patrzyłam na ten problem w inny sposób. 

Każdy z nas zdaje sobie sprawę z własnego Ja. Jednak nie jest proste zdefiniowanie tego Ja. Co więcej – każdy z nas ma strukturę Ja, czyli wiedzę na temat własnej osoby. Wiem, że mam 21 lat, wiem gdzie mieszkam, wiem co lubię, jakie są moje zainteresowanie, jakie mam plany życiowe, wiem, że szybko się denerwuję, lubię pomagać i bawić się z dziećmi oraz wiele innych spraw o sobie. Jest to moje Ja realne – takie jaka naprawdę jestem. W psychologii pojawiają się także inne terminy – ja powinnościowe, czyli jaka powinnam być (mądra, sumienna, uczciwa, spokojna, czuła itd.) oraz ja idealne, czyli nasz ideał (inteligentna, piękna, spełniona, umiejąca walczyć o swoje, z bogatym życiem towarzyskim itd…). Właśnie z tymi strukturami związana jest samoocena, która jest ściśle powiązana z samoakceptacją.

Samoocena wg psychologów jest to afektywna reakcja na samego siebie, czyli to, jak emocjonalnie reagujemy na wizerunek własnej osoby. Czy jeżeli myślę o sobie, to czy czuję pozytywne emocje, czy może jednak nie do końca.  Osoby posiadające wyższą samoocenę, są w lepszej kondycji psychicznej, łatwiej radzą sobie z problemami, łatwiej osiągają swoje cele. 

Samoakceptacja natomiast jest to akceptowanie siebie takiego, jakim się jest.  Jest to podstawowy komponent poczucia własnej wartości. Niektóre osoby akceptują siebie całkowicie. Mają szacunek do siebie, zaufanie, po prostu lubią siebie. Inne osoby cechuje  - samoodrzucenie. Chciałby zmienić wszystko, począwszy od za dużego nosa, przez cechy charakteru, inteligencję, aż do płci i rodziny.

Kiedy wiemy, że się samooakceptujemy?

Gdy kochamy siebie ze wszystkimi wadami, porażkami życiowymi, ale także sukcesami, gdy chociaż wiemy, że mamy wady to albo je akceptujemy albo dążymy do ich zmiany. Wiadomo, niektórych rzeczy jak rodziny czy narodowości zmienić tak łatwo (jeśli w ogóle) nie możemy, jednak niektóre cechy charakteru i wyglądu spokojnie uda nam się zmienić.
Wiele z nas boryka się z problemami ze swoją fizycznością, nie akceptujemy swojego ciała. Problemy takie jak nadwaga możemy zmienić. Odpowiednia dieta + ćwiczenia mogą odmienić nasze ciało (o co właśnie się staram). Inne rzeczy, jak odstające uszy, czy krzywe nogi już nie tak łatwo zmienić (chociaż z pomocą chirurga plastycznego – dałoby radę). 
Jednak kluczem do samoakceptacji nie jest próba osiągnięcia ja idealnego, bez wad i bez osiągania porażek tylko zaakceptowanie siebie właśnie z tymi wadami. Zmienić to, co zmienić się da i co będzie dla nas lepsze – zdrowsza dieta, lepsze nawyki, więcej snu, aktywność fizyczna, mniej stresu, lepsza praca, dbanie o kondycję psychiczną, o zdrowie itd., a zaakceptować to, czego zmienić nie możemy lub co jest utrudnione.
Przyznam szczerze, że sama czasem mam z tym problem. Także nie akceptuje wielu rzeczy u siebie – jednak walczę z tym. Ciało – staram się zmienić, z niektórymi cechami charakteru także walczę (chociaż to już trudniejsze), a inne rzeczy staram się pokochać. Aby kiedyś móc stanąć przed lustrem i powiedzieć – tak, kocham siebie! Bezwarunkowo.
Nie można oczywiście popadać ze skrajności w skrajność i stać się narcyzem… Jednak o tym może już kiedy indziej.

Na koniec kilka rad jak zadbać o własną akceptację:
·         Poznaj swoje potrzeby – o wiele łatwiej będzie Ci pokochać siebie, jeśli się lepiej poznasz

·         Poznaj swoje ograniczenia – niestety nie każdy może mieć 60cm w talii chociażby ze względu na budowę anatomiczną

·         Pozwól sobie na błędy, pomyłki, porażki – nie ma ludzi idealnych, nie zawsze wszystko się udaje. Błąd zdarza się każdemu.

·          Nie poddawaj się za szybko – jeśli popełniasz błędy wiadomo chociaż, że próbujesz.

·         Nie krytykuj siebie, staraj się dostrzec też dobre cechy – będzie Ci o wiele łatwiej

·         Popracuj nad poczuciem humoru – śmianie się z siebie jest naprawdę śmieszne ;)

·         Nie martw się – większość wad widzisz i tak tylko Ty. Zawsze wydaje nam się, że wszyscy dookoła widzą nasze niedoskonałości – nie prawda! Nie zobaczą ich póki im o nich nie powiemy

·         Bądź otwarty na nowe doświadczenia, ale także na innych ludzi. Każdy jest inny, ma inne wady i zalety – dzięki temu świat jest naprawdę kolorowy, a nie czarno biały.

·         Nie wymagaj od siebie (i od innych!) za dużo, bo co za dużo – to nie zdrowo.  Stawiaj cel idealnie dobrany do Twoich możliwości.

·         Unikaj porównań. Nie musisz mieć włosów jak sąsiadka, nie musisz być czuła jak kuzynka, nie musisz mieć IQ jak członkowie Mensy – i tak jesteś wartościowym człowiekiem.

·         Każdego dnia stań przed lustrem i powiedz – pokocham siebie. Aż pewnego dnia, tak właśnie się stanie!

Powodzenia!


Nie bójcie się komentowania! ;) Czekam na Wasze propozycję, oceny, pierwsze wrażenia. Będę bardzo wdzięczna. I będę wiedziała, że mam dla kogo pisać :)

A już niedługo post dla moich fitnessowych maniaczek J

Bibliografia:
  1. http://portal.abczdrowie.pl/samoakceptacja
  2. http://zwierciadlo.pl/2013/psychologia/zrozumiec-siebie/akceptacja-siebie-walka-z-kompleksami
  3. Wojciszke B., Człowiek wśród ludzi. Zarys psychologii społecznej, Wydawnictwo Naukowe SCHOLAR, Warszawa 2002, ISBN 83-88495-81-X .
  4. mój mózg przepełniony psychologicznymi wiadomościami :)



9 komentarzy:

  1. Bardzo fajnie zebrane informacje o samoocenie, pozdrawiam! :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. super pomysl, ze zaczelas najpierw od ducha :) bo w sumie najwazniejsze, zeby KOCHAC SIEBIE! :) czekam juz na nastepne posty :*

    OdpowiedzUsuń
  3. widzę, że przede mną jeszcze daleka droga :c ale nie poddam się... Stopniowo i dam radę.. Gdybym jeszcze miała lepsze wsparcie od rodziny, to już w ogóle byłoby super.. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nikt nie zauważy naszych wad, dopóki sami im nie powiemy - co racja, to racja. :-) Trzymam kciuki za Ciebie! Też mam 21 lat a moja przygoda z Chodakowską zaczęła się kilka miesięcy temu. Zaczęłam walczyć o nowe ciało, o nowe "JA" i wiem jedno - idealnie nie jest, ale jeszcze nigdy się tak dobrze ze sobą nie czułam! :-) Jeżeli chodzi o wsparcie bliskich to oni nie do końca biorą pod uwagę nasze uczucia oraz to, jak się czujemy. Skoro staramy się o nowy, lepszy wygląd i zdrowo się odżywiamy to przecież robimy to dla samych siebie a nie dlatego, żeby od razu popaść w anoreksję. ;o Chore, ale oni się po prostu o nas martwią i z góry zakładają najgorszy scenariusz. Rozwiązaniem będzie szczera rozmowa o tym co nas boli. :-)

    Pozdrawiam!
    Magda

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Magda - święta racja! :) Co do mojego wsparcia ze strony bliskich - to moim największym wsparciem jest mój P. To w sumie dzięki niemu i przez niego zaczęłam coś ze sobą robić. Ale wg babci natomiast tymi ćwiczeniami się zamęczę i będę chudą szkapą ;)
      Powiedz jeszcze, jak długo ćwiczysz? Jakie zmiany? :)
      Pozdrawiam

      Usuń
    2. Mamy wiele wspólnego! Ty jesteś "M", moje imię również zaczyna się na "M". Mamy facetów o imieniu na literę "P"! :D Co za zbieg okoliczności.. :-) Ja też dzięki swojemu mężczyźnie zaczęłam ćwiczyć po to, żeby jemu się podobać i przede wszystkim sobie. Żeby nie wstydzić się swojego ciała. Ja zaczęłam ćwiczyć jakoś z początkiem roku, nie pamiętam kiedy to było dokładnie. Chyba coś koło lutego, więc moja przygoda już trochę trwa. :) Na początku miałam ogromny zapał, ćwiczyłam praktycznie codziennie. Jedyny błąd jaki zrobiłam to taki, że nie zrobiłam żadnych zdjęć ani pomiarów. Po prostu nie wierzyłam, że coś tym osiągnę. Ale patrząc po ubraniach widzę, że centymetrów ubyło sporo. Na brzuchu widać zarys mięśni, pupa dźwignęła się w górę i oczywiście redukcja cellulitu! :D Generalnie moje ciało bardzo się zmieniło. :)

      Magda

      Usuń
    3. Mój P. od zawsze był typem sportowca - biega, skacze, trenuje, jeździ na rowerze. Codziennie ruch i to nie 30 min ale co najmniej 2 h! :) Przez to, wygląda jak wygląda, a ja czułam się przy nim jak mała parówa. Dlatego postanowiłam coś zmienić.
      Fajnie, że Twoje ciało się zmienia. Czekam na kolejne zmiany i efekty.
      Pozdrawiam Cię cieplutko

      Usuń
    4. I to właśnie on zmotywował Cię do ruchu! Świetnie! :-) Wierzę w Ciebie i czekam na kolejne posty!

      Magda

      Usuń

Podziel się swoją opinią :)
Dziękuję za każdy komentarz. Jest mi niezwykle miło, że poświęciłeś mi czas.